Les Miserables – Nędznicy

Les Miserables to klasyka literatury, po którą sięgnąłem mając mniej więcej lat 20, a było to pod koniec ’90. Niedługo będzie to „pół życia temu” :) Wiele z książki nie pamiętam, ponad to, że miała dwa tomy, białą, badziewną okładkę z niebiesko-czerwonym paskiem.

Jean Valjean, skazany na długoletnie więzienie, po 19 latach warunkowo wychodzi na wolność. Życie z piętnem skazańca jest tak okrutne, że łamie warunki zwolnienia i rozpoczyna nowe pod fałszywym nazwiskiem. Po kilku latach koszmar z przeszłości, pod postacią inspektora Javerta, powraca. Poprzysiągł on ścigać skazańca póki starczy mu sił.

Przeczytałem ją niemalże jednym tchem.

Jednak Les Miserables to nie tylko powieść. Nie mogę nie wspomnieć o musicalach granych na West Endzie, londyńskim Brodwayu i wreszcie w warszawskiej Romie. Zobaczyć Nędzników w Londynie, to moje małe marzenie. Spełni się, musi… Natomiast dwukrotnie miałem niewątpliwą przyjemność widzieć Les Miserables w Teatrze Muzycznym Roma. Dla mnie osobiście majstersztyk i perfekcja od pierwszej do ostatniej minuty, a „Wino pij” czyli polską wersję utworu „Drink with me” zaliczam do genialnych.

Les Miserables w kinie

Oczywiście w oparciu o dzieło Victora Hugo powstawały również filmy. Poczynając od „egzotycznych” niemych z początku XX wieku po, bodajże ponad pięciogodzinny, miniserial francuski z Gérardem Depardieu w roli głównej. Jak pobieżnie policzyłem, do dnia dzisiejszego, książkę na ekrany przeniesiono ponad 20 razy.

Les Miserables

fot. materiały prasowe

Będąc pod wrażeniem wersji musicalowej zakup biletu na film był „oczywistą oczywistością”. Dodatkową zachętę stanowiły reklamy kinowe i trailer dostępny w necie. Imponująco wypadła pierwsza scena, w której skazańcy wciągają ogromny statek do doku. „Look down” zawiesiła wysoko poprzeczkę. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie śpiewający Russell Crowe. Kompletnie nie znam się na śpiewie, a wręcz należę do osób, „którym muzyka w tańcu nie przeszkadza”- jednak ograniczenia wokalne były widoczne, szczególnie w scenie kiedy Javert popełnia samobójstwo. Hugh Jackman również fenomenalny. Myślę, że aktorsko wypadł lepiej niż Crowe. Idealnie do roli pasował Sacha Baron Cohen, chociaż chwilami za bardzo „leciał Boratem”. W zasadzie nie podobały mi się tylko dwie rzeczy. Jedna, na którą czekałem w napięciu, to wspominane już wcześniej „Drink with me”. Niestety bardzo się zawiodłem bo utwór, który w musicalu był bardzo dobrym odzwierciedleniem uczuć rewolucjonistów i miał swój niepowtarzalny klimat, w filmie został spłycony do granic możliwości. Wielka szkoda. Druga- Amanda Seyfried w roli Cosette. Jak dla mnie była zbyt bezbarwna w tej roli i chyba nie pokazała pełni swoich możliwości. Jej charakterystyczny głos powodował, że mimowolnie przed oczami pojawiały się wspomnienia z Mamma Mia, gdzie wypadła po prostu świetnie.

Podsumowując: film niesamowity, na długo zapadnie mi w pamięci. Chociażby przez końcową scenę kiedy Valjean umiera i „spotyka” Fantine oraz poległych rewolucjonistów. Jak to się mówi „ciary były”.

Czas trwania- prawie 2 godziny 40 minut jednak ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że się dłuży. Szczerze polecam.

 ocena_05

 

Author: YOeLL

Share This Post On
  • Euthyrox50

    Nędznicy – zbieram się już od jakiegoś czasu, żeby przeczytać książkę, ciągle ktoś o niej mówi i obiecuję sobie „no w ten weekend, to już muszę się za nią wziąć” :)
    Tak, mam słabą silną wolę.