Zwroty grzecznościowe czy…

Początek będzie nietypowy. Lubię FB. Lubię pisać posty, wrzucać zdjęcia, linki. Ogólnie pełna interakcja. Czasem nawet jej za dużo. Jest to też jeden z powodów, dla których powstał ten blog. Będę się uzewnętrzniał tutaj, bo może nie wszyscy chcą czytać moje wypociny a jakoś nie uśmiecha mi się żyć ze świadomością, że ktoś ukrył moją aktywność. Wiem co piszę, bo sam mam na liście kilkoro takich co nie mają prawa mi się wyświetlić.

Jednak czy to FB, TT, czy jakakolwiek inna forma komunikacji (włączając w to maile i smsy) wcześniej czy później skutkuje napisaniem czegoś sensownego. Z której strony by nie patrzeć, to nawet w onetowych komentarzach pojawiają się rodzynki inne niż „jeny… ale siara xD”. Jak nie da się całego życia przewegetować o chlebie i wodzie, tak nawet największy bezmózg prawem serii napisze coś logicznie. No nie ma bata!!! Dla bezmózga nic z tego nie wynika, bo sensowna wypowiedź jest tylko kolejnym, niczym się od siebie nie różniącym powodem do pławienia się w blasku swojej zajebistości. Wbrew pozorom przy sensownych wypowiedziach najwięcej kłopotów mają inteligentni (tak zakładam) internauci. Czai się bowiem na nich wróg straszliwy, z którym, niestety, nawet nie próbują walczyć…

Żeby wroga lepiej poznać proponuję cofnąć się w czasie. Niech to będą, powiedzmy, lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku kiedy to pewnie wiele osób udawało się na zasłużony wypoczynek. Wszelkiego rodzaju kolonie, a dla trochę starszych „obozy” były tak oczywiste, że niemal „wpisane w rozkaz”. Pamiętam swoją pierwszą wyprawę, kiedy to pacholęciem będąc, awansowanym do klasy 3 podstawówki wyjechałem 40 km od domu. Nie oszukujmy się- był i ryk niemiłosierny jak matka przyjechała w odwiedziny. Z tego (i innych wypadów) smarował człowiek i wysyłał widokówki. Do babć, dziadków, rodziców, cioci Kunegundy albo innej Hermenegildy. Przecież pani w szkole mówiła (heh… mówiła… trąbiła ile wlezie), że dobre wychowanie nakazuje kartkę wysłać. I mozolnie uczyła adresować koperty do Jana Nowaka, albo Janiny Kowalskiej.

Poczta była zalewana milionami kartek podobnej treści:

„Kochana Babciu jest mi tu dobże, koledzy som fajni. Tylko jedzenie nie takie dobre jak Twoja zupa ogórkowa. Byliśmy już na wycieczce i było fajnie.”
Podpisane: Wnusio / Wnusia

W zasadzie wspominam to z sentymentem, bo innej formy kontaktu nie było (przynajmniej w moim przypadku). Treść kartki, może i trywialna, ale szczera i pisana raz do roku (w tylu kopiach ile babć/cioć było na liście wysyłkowej). Echs… Tylko powspominać można…

Nasi rodzice byli w podobnej sytuacji: korespondencja pisana była uskuteczniania w razie świąt wszelakich i pism urzędowych. Reszta na telefon stacjonarny, taki co nie odbiera smsów :)

O ile w tamtych latach wszystko było jasne i klarowne to dzisiaj, moim skromnym zdaniem, nie jest. Mądre głowy oczywiście mają inne zdanie. Stawiają paragrafy ponad wszystko i wynika z tego, że wielkich liter nigdy za wiele. No więc zapytam wprost:

Zwroty grzecznościowe – używać czy nie?

Odpowiedź dla mnie jednoznaczna nie jest.
1. Oczywistym jest, że powinno i należy używać ich w:
– oficjalnej korespondencji urzędowej. Bądźmy szczerzy, tam siedzą biurwy, które są przeczulone na tym punkcie. „Ty wiesz Kryśka, jakiś cham zwrócił we wniosku do Ziuty z małej litery… No prostak…  Słuchaj… Już 7:10, kawkę wypijemy? No wiem, że kolejka, ale przecież się nie pali, nie?”
– oficjalnej korespondencji biznesowej- tu nie ma odstępstw.
– kartki pocztowe / listy- do kogo by nie były adresowane.
– zwracając się pisemnie do wszystkich osób, która darzymy szczególnym szacunkiem itd…

2. Mniej oczywiste (dla mnie) jest używanie, czy też nadużywanie ich w codziennej korespondencji z najbliższymi pracownikami.  Szczególnie jeśli maile wysyłane są jednocześnie do kilku osób wpiętych w dedykowany adres jakastamgrupa@jakasdomena.pl. Mamy z tym do czynienia przy grupowej pracy nad projektami. Często się wówczas zdarza, że dziennie jest wysyłany po kilkanaście maili do tych samych osób. Za cholerę nie widzę uzasadnienia, żeby w KAŻDYM mailu pisać „a co Wy o tym sądzicie”; „u nas działa, a u Was jak?” i tak dalej i tak dalej… Gdzie tu sens gdzie logika?

Powyższe nie może mieć zastosowania, kiedy wśród adresatów jest jakiś przeczulony współpracownik, który młotem i dłutem odfajkowuje wszystkie przypadki mogące go dowartościować. Niedopuszczalne również jest odstępstwo, kiedy maile trafiają do niespełnionego „menago”, szefa od siedmiu boleści i innych, których jedyną przewagą nad piszącym jest bycie wyżej w hierarchii.

3. Ostatnia kwestia ale najczęściej spotykana: zwykła codzienna rozmowa w necie. Nie bez powodu wspominałem szczenięce czasy i pisanie do kogoś „od wielkiego dzwonu”. W porównaniu z teraźniejszością, to jakaś abstrakcja bo ja dla odmiany rzadziej dzwonię niż piszę. Pewnie dlatego uważam za kompletnie bezsensowne stosowanie się na wszelkiego rodzaju Fejsach, Skajpach i innych do pisowni zwrotów powszechnie uznanych za grzecznościowe. Jaki sens i jakie uzasadnienie ma pisanie na okrągło „Ty” do kumpla, z którym mam kontakt niemal codziennie i gadamy o „dupie maryni”?
– mówiłem Ci, że wczoraj popłynęliśmy z Mietkiem?
– no co Ty pier… powiesz. Bardzo?
– hehe, stary, żebyś Ty nas widział
– czemu się dziwię, Wy zawsze tak kończycie

Druga sytuacja, kiedy piszący na lekcji o zwrotach grzecznościowych siedział w pierwszej ławce i pilnie notował:
– Spotkałem Twoją dziewczynę i powiedziała mi, że Ci się Twoje okulary zepsuły

Przecież to wygląda co najmniej śmiesznie. Może nawet karykaturalnie.  Przy takim dialogu podnoszenie kwestii szacunku i dobrego wychowania pasuje jak przysłowiowy kwiatek do kożucha. Przecież nie używanie wielkich liter stanowi o szacunku dla drugiej osoby. Dla przykładu:
– Szanowna Pani Naczelnik (to taka większa biurwa)
– Pan Prezydent / Premier czy jakikolwiek jemu podobny
– Droga Teściowa (wiem, hardcore ale są tacy na świecie)

i dla kontrastu:
– Zenuś, ty stary byku !!! Pozdrawiam cie serdecznie!

Sam(a) sobie odpowiedz kogo nasz bohater ceni i szanuje. Bo ja mam lekkie wątpliwości czy tego, na kogo wskazują Wielkie Litery.

Kolejny aspekt, to zwroty grzecznościowe (???) w bluzgach. Nie raz i nie szesnaście widziałem piszących do siebie ludzi „a zajebać Ci?” Niewątpliwie chęć zajebania komuś świadczy o niemałej atencji jaką darzy ów człowiek swojego rozmówcę.

zwroty grzecznościoweNa deser mam coś szczególnego. Z wielką przykrością stwierdzam, że ten problem dotyczy sporej grupy osób. Niestety słowo „problem” nie jest ani trochę przesadzone. O ile wcześniejsze rozważania można potraktować mniej lub bardziej poważnie to teraz zaczynają się schody. Jeżeli ktoś chce być „ą ę” i stawiać zwroty grzecznościowe na piedestale, niech stawia. Jego wybór. Tylko niech przy tym uruchomi zwoje mózgowe.

MYŚLENIE NIE JEST DLA UŁOMNYCH

Śródtytuł nie jest mojego autorstwa, ktoś ze znajomych go wrzucił jako komentarz do podobnych rozważań na FB. Stanowi, niestety, doskonałą ilustrację do braku jakiegokolwiek myślenia przy pisaniu. Ileż to razy czytałem (i pewnie jeszcze przeczytam) uczone wypowiedzi naszpikowane wielkimi literami, wśród których pojawia się taki kwiatek. Ba, perła przecudnej urody:

„Bardzo Was proszę o przybycie na zebranie. Uprzedzam, że wszyscy Ci, którzy nie dostarczą usprawiedliwienia (…)”

Hellou… Ziemia do mózgu!!! Widzisz baranie co piszesz? Ja wiem, że niektórych myślenie boli tak, że nie chcą się narażać na cierpienie. Jednak minimum bodźców dla końcówek nerwowych nikomu jeszcze nie zaszkodziło!!! Jakie jest uzasadnienie aby w powyższym zdaniu napisać „ci” z wielkiej litery? Można zrobić błąd ortograficzny. Można interpunkcyjny (sam mam z tym problem). Ale dla braku myślenia nie ma usprawiedliwienia. Zakodował sobie gamoń we łbie, że „Ci” z wielkiej i chociażby skały srały to odstępstwa nie ma. Z drugiej strony ci (zaimek wskazujący, więc z małej) sami ludzie potrafią odróżnić „morze” od „może”. Czyli jednak można, wystarczy pomyśleć.

Cały powyższy wywód z mojego punktu widzenia sprowadza się do jednego wniosku: zasady zasadami a logika logiką. Byłoby dobrze gdyby znaczna część piszących chociaż przez chwilę się zastanowiła nad celowością klepania wielkich liter.

WNIOSEK:
Żeby zaspokoić Twoją ciekawość to nie używam wielkich liter w rozmowach netowych, na forach, w komentarzach (obejmuje to tylko zwroty grzecznościowe). Nie znaczy to, że Cię nie szanuję. Po prostu taką wyznaję ideologię. Inne moje „fanaberie” znajdziesz w Regulaminie.

Author: YOeLL

Share This Post On