UPC i (dez)infolinia

Przeniosłem usługi do UPC, bo mój dotychczasowy dostawca mnie denerwował (delikatnie rzecz ujmując). Była (i jeszcze jest) to mała firma rodzinna. Tylko, że kompletnie nie rozumiejąca, że ich klientem może być ktoś inny niż dziadek 60+, dla którego jedynym źródłem informacji jest badziewna ulotka ksero dostępna w siedzibie firmy. Innych form informacji nie wiedzieli potrzeby wdrażać. Ponieważ z jednym z właścicieli mieszkamy w jednym budynku to ilekroć się mijaliśmy podpytywałem co nowego itd., itp. Ze 2 lata suszyłem mu baniak o TV cyfrową. Gdybym był na jego miejscu, to w dniu wdrożenia takiej usługi bym natręta poinformował, bo by mi zbrzydło ciągłe wypytywanie. Wierzcie lub nie, ale ten był odporny na wszystkie pytania. O tym, że pakiet TV cyfrowej jest dostępny dowiedziałem się jakieś 3 miesiące po jego wprowadzeniu, przypadkiem zerkając na osiedlowy kanał TV. Krótkie info emitowali pomiędzy blokiem piosenek powstańczych, a 138 retransmisją jakiegoś pikniku bałkańskiego z powsińskiego amfiteatru. Wszystkie witki mi opadły i przy pierwszej nadarzającej się okazji chłodno i bez żalu ich pożegnałem. Oddać im trzeba, że zlewania potrzeb klientów niejedno korpo może się od nich uczyć.

Nastała era UPC. Świadomie się na nich zdecydowałem, więc na usługi narzekał nie będę. W zasadzie nie mam powodu i wolałbym, żeby tak zostało. Jednak słów kilka chciałbym poświęcić ich infolinii. Chociaż nie, nawet nie samej infolinii, tylko jednej rozgarniętej jak kupa liści pani Monice C******., której w tej chwili serdecznie nie pozdrawiam, bo boję się że mogłaby najprostszych życzeń nie zrozumieć.

Kontaktowałem się z UPC w banalnej sprawie: podniesienie prędkości internetu z 30 do 120 Mbit. Trafiłem na tą sierotę po drugiej stronie słuchawki. Od początku czułem, że będzie ciężko bo dziewczę autentycznie miało problemy z wyartykułowaniem jakiegokolwiek zdania. Tłumaczę w czym rzecz. OK. coś tam panna mruczy, stęka… Ewidentnie widać, że myślenie szło jak (przepraszam za wyrażenie), kurwie w deszcz!!! Umyśliła, że mój koszt wzrośnie o 20 PLN (wtopa 1)… Spojrzenie do cennika na stronie wystarczało, żeby wiedzieć iż będzie to 30 PLN, a nie 20. Jednak może o czymś nie wiem. Jestem tylko zwykłym abonentem. Pytam więc tej pipy grochowej: ile płacę obecnie za usługi, które posiadam? Okazało się, że musiałem być wybitnie złośliwym i wymagającym rozmówcą, bo kolejnej porcji mruczenia, kiedy konsultantka wymruczała ceny cząstkowe (ja je spisałem na kartkę, dodałem i miałem odpowiedź na swoje pytanie) padł „hot shot”, a raczej „hot kłeszczyn”:
– ma pan dostęp do faktury elektronicznej?
– mam- odpowiadam grzecznie i z pełną atencją
– to tam jest wszystko napisane. (wtopa 2)

Taaaaaaaadaaaaaaaaaam…!!! Dobrze, że leżałem bo nie musiałem upadać.

Gdy już wspólnie z tym gejzerem intelektu przebrnęliśmy przez ceny pytam: kiedy montaż (bo technik miał się pofatygować).
– jutro 13-15 pasuje?- pyta dziewczę.
– PASUJE- odpowiadam radośnie.
Już nawet przełknąłem lichwiarską cenę za montaż- 75 złociszy.

Grzej się twardy dysku, drżyjcie łącza bo upload na YouTube będzie grany :)

Infolinia UPC: dzień drugi

14:30 a o techniku nikt nie słyszał, nikt go nie widział.
Dzwonię na infolinię. Miła pani mówi, że owszem jest umówiony montaż, ale na jutro 13-15 (czyli POJUTRZE czasu tego bezmózga). Odnotowała w systemie i zeznała, że pani Monika się ze mną skontaktuje celem wyjaśnienia nieporozumienia. Myślę, dobrze… niech się wykaże.

upc30-40 minut później na wyświetlaczu 032… Jest moja gwiazda, słodyczy moje kręci aby krzywdy naprawić. Nie wiem jakim trzeba być jełopem, żeby wybrać numer telefonu i nie wiedzieć gdzie się dzwoni. Pyta o kogoś innego, nawija od rzeczy. Dopiero po chwili zorientowała się z kim rozmawia i tak oto rzecze:
– ja miałam pana umówić na wczoraj, ale okazało się, że terminów nie ma, więc umówiłam na jutro (wtopa 3)
– chciałam pana o tym poinformować, ale mogłam się dodzwonić, bo nie odbierał pan telefonu (wtopa 4). Jestem chory i leżę z telefonem przy… nodze. Gdyby dzwoniła to bym odebrał. Pocztę mam aktywną, można się nagrać w razie potrzeby. Ściemniać to trzeba umieć.
Uświadamiam więc gwiazdę infolinii UPC, że w tej sytuacji nie wyobrażam sobie, iż mi te 75 zeta naliczą. Pomyślała chwilę i mówi, że do 25 PLN może zejść. Zgodziłem się. Moje niedopatrzenie, że była to stawka standardowa z online, ale pal ją diabli.

Następnego dnia odbieram telefon. Technik z UPC mnie zaskoczył. Pyta jaki mam dekoder. Okazuje się, że  jego wizyta jest zbędna bo obsługuje większą prędkość. Kwestia ustawienia w systemie.

Po raz kolejny kręcę na infolinię. Wyłuszczam sprawę: internet > podniesienie prędkości > wtopa > niepotrzebna, więc nieodbyta wizyta technika > promocyjna opłata 25 PLN się znaczy nie należy?

Babka sprawdza i mówi, że oczywiście nie będzie naliczona, ale ona w systemie ma wprowadzoną PRZEZ KONSULTANTKĘ, moją idolkę, Monikę C****** opłatę 75 PLN. I nigdzie nie ma adnotacji, że miało być 25 PLN. Dodatkowo Monisia popełniła szereg innych błędów proceduralnych, które by długo wymieniać.

Jak ochłonąłem zacząłem smażyć pismo do UPC ale odpuściłem. Nie miałem sumienia kopać leżącego. Za to przypomniałem sobie o dobrej rozkminie konsultanta z klientem Netii. Klasyka:)

Niniejszym plebiscyt na najbardziej zdebilałego konsultanta jakiejkolwiek infolinii uważam za otwarty. Czy ktoś zna przypadek bardziej kliniczny?

P.S. W biurowcu, w którym pracuję, call center ma jeden z telekomów. Od dzisiaj będę patrzył na nich zupełnie inaczej :)

EDIT: Ciąg dalszy nastąpił, niestety.

Author: YOeLL

Share This Post On