Amiga – pamiętacie?

Dawno temu- kiedy nie było jeszcze FB, słowo „mobile” mogło być odbierane jak przekleństwo, a Internet kojarzył się z przyprawą do potraw- na świecie trwały już „wojny” komputerowców. Po jednej stronie stali „amigowcy”, z drugiej „pecetowcy”. Nawet w mojej klasie widać było podział popierających właścicieli kompów Amiga lub wyczesanych wówczas 386 SX lub na bogato DX (chyba takie były oznaczenia 386, na 100% nie jestem pewien). Oczywiście uczucia były zmienne i mocno zależne od tego, kto powiedział „idziemy do mnie po budzie, popykamy w nową gierę”. Przypomina to trochę poparcie polityczne ;) Toczone więc były wojny podjazdowe wyśmiewające konkurencję.  „Blacharze” mogli pomarzyć o dobrym dźwięku, co było niewątpliwą zaletą Amigi. Ci drudzy stawali się obiektem kpin z powodu konieczności nieustającej żonglerki dyskietkami. Takie to były szalone lata ’90. Tak coś chyba koło 93-95 roku. Wśród samych amigowców też nie było jedności:) Najliczniejszą grupę stanowili posiadacze klasyków „500”: 512kB RAM, no HDD. Druga grupa to przymusowi wielbiciele Amigi 600. Z tego co pamiętam maiła 1 MB RAM w standardzie, ale brakowało jej klawiatury numerycznej i z powodu różnicy w wersji ROM niektóre gry z 500 na nich nie śmigały. W sferze marzeń pozostawała A1200. 2 MB RAM i specjalne wersje niektórych gier stawiało ich właścicieli wśród elity amigowców. Była jeszcze jedna grupa, o której nie jestem w stanie w zasadzie nic powiedzieć, ponieważ chyba nawet nigdy takiego sprzętu nie dotknąłem. Chodzi o Amigę CD TV. Coś jak prehistoryczna wersja konsoli- bez klawiatury. Nadawało się tylko do grania- znaczy musiało być do bani, dla innych amigowców oczywiście. Co z tego, że 99% właścicieli zwykłych Amig oprócz grania potrafiło Workbencha odpalić (to taki prekursor Windowsa był). Nie ma klawiatury- szrot! Zasady były proste :) Zainspirowany wpisem o Bombermine– współczesnej wersji amigowego klasyka- po ciężkich przemyśleniach stworzyłem swój TOP10. Ranking nieobiektywny, stronniczy i często nie mający pokrycia z opiniami  fachowców ale za to mój własny. Lista gier, które „jarały” mnie w czasach posiadania pierwszego komputera. 10. FLASHBACK – jak na tamte czasy mocno rozbudowana platformówko-przygodówka. Chyba jedna z pierwszych gier, gdzie oprócz poruszania się prawo/lewo, góra/dół, skocz/strzel należało wykorzystać skradanie się, rzucanie przedmiotami w celu odwrócenia uwagi przeciwnika bądź aktywowania jakiegoś przycisku. Pamiętam, że było to cholernie trudne i gry raczej nie ukończyłem. Wersja językowa oczywiście ENG ale to i tak dobrze bo pierwsze kopie jakie dotarły były po francusku. Próbowaliśmy z kumplem „tłumaczyć” z ENG na PL i problemem największym nie był język, tylko grzebanie w HEXach za pomocą edytora Cygnus. Kto nie używał, nie pojmie poziomu męczarni :) 09. CANNON FODDER – gra pozbawiona jakichkolwiek realiów polegająca na poprowadzeniu żołnierzyków i eliminacji wrogów, tak żeby nasi przeżyli. Mnóstwo przypadkowości. Po pewnym...

Read More