Winda do nieba. Albo do biura.
Mar19

Winda do nieba. Albo do biura.

Winda, jak sama nazwa wskazuje, służy do windowania. Ludzi, rzeczy, zwierząt i wszelakich innych żyjątek. Już starożytni Rzymianie wykminili w baniakach, że do góry nie trzeba kitrać się po schodach lub drabinach. Kontuzjogenne to było, i jest nadal. Poza tym smarując z sandała po drabinie te rzemienie musiały ich cholernie obcierać. Nie dziwne, że zaczęli kombinować jak ulżyć cierpieniom. Przeciętnie rozgarnięta istota wie, że otarcie  naskórka na stopie w ludzkich temperaturach jest upierdliwe, więc co dopiero przy 73 stopniach. Tak myślę, że właśnie tyle było bo parę filmów o Rzymianach widziałem i słońce zawsze tak dawało po oczach, że musiało być u nich co najmniej 54 stopnie w cieniu. Skąd zatem 73 w słońcu? Nie wiem… ale zajebiście to brzmi: na jutro Cezar przewiduje 73 stopnie. Znaczy krótkie tuniki trzeba przygotować. – A skąd drogi Żuliuszu wiesz, że dzisiaj temperatura jest taka jak mówił nasz Boski? – Zamknij się!!! Być może mniej więcej w taki sposób, leniwie gawędzili Rzymianie o pogodzie. Początki „windziarstwa” były pewnie takie, że kilku bardziej rozgarniętych (albo takich co ich stopy najbardziej napieprzały od łażeniach po schodach) prawdopodobnie zauważyło paru lokalnych przygłupów, którzy żebrali o miedziaki na amforę taniego i ciepłego (fuj!!!) winciacha. Za frajer kasą dzieli tylko minister Mucha. To znaczy, że żulernia nie mogła liczyć na jałmużnę i jedyne co mogli zrobić to zostać najemnikami. Pierwszymi windziarzami w historii ludzkości. Zasada była prosta: suszy cię? To bierz jełopie linę w łapy i drałuj przed siebie. Nie dajesz rady- wołaj kumpli!!! Ci mądrzejsi Rzymianie stawali na jakiejś desce omotanej linami i opalając uzębienie byli wciągani przez żulernię na górę. Pewnie nie obyło się bez wypadków, bo żul jak to żul… a to na „półpiętrze” jeden sięgnął po piersiówkę, drugi źle sandały nasmarował i buksował w miejscu. Życie… Metodą prób i błędów ogarnęli temat. Jakoś się windziarski biznes kręcił. O ile na początku „trasa” windy była prosta: ziemia – gdzieś do góry a w drugą stronę: góra – jeb na glebę. Każdy pasażer cieszył uśmiech, że nie pizdnął za bardzo w piach i dziękował w myślach (a może i na głos) Cezarowi za jego łaskawość i poparcie dla prywatnej inicjatywy. Z czasem pojawiły się przystanki. W praktyce były to jasno określone miejsca gdzie żule uzupełniali zapas płynów a cwani Rzymianie ewakuowali się z platformy w okna, lufciki i inne otwory. Grunt, że był ruch w interesie. Sprzedaż amfor rosła, alko schodziło. Kapitalizm pełną gębą :) Po latach albo i wiekach przyszedł czas na windy napędzane mechanicznie. To prawdopodobnie jest powód bezrobocia i bezdomności na świecie. Są kraje, w których kiedyś było tylu windziarzy że głowa mała. Rumunia, Bułgaria… Teraz mają problem z odnalezieniem się w...

Read More