Motocyklista moim wrogiem (nie) jest

„Nadejdzie wiosna i lepsze czasyyyyyyyy…”– tak zaczyna się jedna z przyśpiewek często intonowanych na parkietach lub stadionach spadkowiczów z najwyższej ligi. Patrząc za okno nadejście wiosny jest faktem. Z tymi lepszymi czasami to już chyba nie jest tak różowo bo, oprócz 100 kilogramowych „lasek” w obcisłych, przykrótkich bluzkach i leginsach plotkujących na chodnikach, sezon motocyklowy w pełni. Niestety motocyklista ze mnie żaden, bo ani prawka na takie wynalazki nie mam, ani tym bardziej samym wynalazkiem nie dysponuję. Z jednej strony szkoda, z drugiej na szczęście. Szkoda, bo będąc małolatem kariera w motosportach stała przede mną „otworem”, bowiem dzięki łaskawości wujków miałem możliwość ujeżdżania dzikiego rumaka zwanego Wiejskim Sprzętem Kaskaderskim. Bodajże w wersji czterobiegowej, 175cc. Co za szał:)  Potem przyszły czasy oglądania Renegata i marzenia o śmiganiu „sześćdziesiątką szóstką” na zachód. Heh… wtedy był człowiek młody, ambitny, wierzył w ideały, o coś mu chodziło :) Niestety grubą kreską muszę rozdzielić postrzeganie maszyn i ich właścicieli. Naturalnym jest, że człowiek kupuje motor po to aby nim jeździć. Odkrycie, prawda? Kiedy stoję w korku i widzę sunącego między samochodami motocyklistę, to jeśli tylko mam możliwość zrobię mu miejsce. Mnie te 10-15 centymetrów w prawo lub w lewo nie zbawi. Jemu znacznie ułatwi przejazd, a być może i zaoszczędzi przypadkowej obcierki, np. ze mną. I bez znaczenia jest dla mnie czy to jakiś „ścigacz” czy zwykła skuterowa pierdziawka. Gdyby była taka możliwość to „kierowców” samochodów, którzy utrudniają taki przejazd motocykliście, kazałbym nadziać na pal w opcji <na Kmicica>. Siedzi piździpała w aucie i jedyne co jego zwoje mózgowe są w stanie wyprodukować, to stwierdzenie że nikomu nie może być lżej niż jemu. Jednak nie… nadziewanie na pal to zbyt wielka pieszczota. Lepiej pójść tropem Abelarda Gizy z głośnego skeczu o papieżu i takiego kierowcę-cwaniaka od razu „jeb na stos”!!! Oczywiście kij ma dwa końce. Z jednej strony faceci (i kobiety) na motorach, którzy jeżdżą bo lubią, bo jadą do pracy czy gdziekolwiek indziej. Z drugiej strony banda debili na dwóch kołach, mogąca stanowić idealne pole do badań dla szeregu lekarzy specjalistów. Bo czy zdrowy psychicznie człowiek jeździ przez godzinę od świateł do świateł zachowując się jak silnik dwusuwowy: gaz do dechy, hebel do podłogi??? Taki idiota nie ma nic wspólnego z kimś, o kim mówimy motocyklista. Ile problemów egzystencjonalnych ma posiadacz dwóch kółek, który na widok każdej prostej dłuższej niż 200 metrów dostaje małpiego rozumu i za punkt honoru stawia sobie wyprzedzenie własnego pierdnięcia? Bardzo mnie zastanawia czy grupowe ruszanie ze świateł, na Marszałkowskiej, na jednym kole to efekt kompleksu małego fiuta, czy po prostu ciężkich uszkodzeń mózgu wynikłych z wciskania zbyt ciasnego hełmu na łeb. Od Trasy Siekierkowskiej mieszkam ładnych kilkaset metrów,...

Read More
Gecko Cup 2009
Kwi21

Gecko Cup 2009

Odkopane z dysku zdjęcia z, nieistniejących już chyba, pokazów Gecko Cup na warszawskim lotnisku EPBC. 2 maja 2009 roku. Nie mam pojęcia co za fury są na fotkach. Jeśli możesz wspomóc informacją to będę wdzięczny....

Read More
Żołnierze wiosny nadchodzą !!!
Kwi16

Żołnierze wiosny nadchodzą !!!

Śnieg stopniał w pierwszej dekadzie kwietnia, mając serdecznie w dupie, że od 21 marca razem ze swoją wspólniczką zimą nie ma wstępu na ziemię. Ani chybi to znak, że wiosna idzie. Żeby tylko nie przyszła jak w piosence Rosiewicza, bo wtedy to najbardziej przekonujące „oj tam… oj tam…” nam nie pomoże :) Świergolenie wszelkiego rodzaju ptaszyn powinno nastrajać optymistycznie. I nastraja, a jakże. Wiosną chce się człowiekowi rano wstawać i słonecznych promieniach tkwić w korku, ciesząc się przy tym wiosenną wyprawą do pracy. Zawsze to milej niż zimą. Niewiele, ale jednak milej. Podobno coś się w klimacie lekko pojebawszy i ta wiosna to tak naprawdę nie wiosna, tylko lato. Z drugiej strony Lato odszedł- tak twierdzą wtajemniczeni. Mamy więc „czeski film”, bo nikt nic nie wie: gdzie jest wiosna, dokąd poszło lato i gdzie jest Lato??? W tak sprzyjających warunkach musi się ujawnić to gorsze oblicze niby-wiosno-lata. Oto za dni kilka/kilkanaście dni świat zostanie zaatakowany przez wroga okrutnego. Niestety najtęższe umysły nie wiedzą jak go pokonać. Co z tego, że stoczą z nim bitwę przeokrutną skoro przeciwnik powraca. Przyczaja się co prawda na kilka miesięcy, ale uderza ponownie z siłą wodospadu i regularnością szwajcarskiego zegarka, stosując tortury psychiczne. Mocą jego jest wierna armia, gotowa do ataku, kiedy tylko słupki rtęci w termometrach przekroczą mniej więcej 15 stopni Celsjusza. A oto i oni, Żołnierze Wiosny: – Palec niuchalec– jeden z członków elitarnej jednostki bojowej działającej w najniższych warstwach operacyjnych, przy ziemi. Podobno jest wysyłany na przeszpiegi głównie przez kobiety, które umieszczają go w letnich butach i wysuwają na czoło pochodu. On wykonuje czarną robotę „idąc”, węsząc podejrzliwie i brudząc się niemiłosiernie. Dla kamuflażu maluje się różnymi farbami, najczęściej we wściekłych odcieniach różów i czerwieni. Żeby bardziej wtopić się w tłum malowidła na nim mają szereg odprysków, zadrapań itp. Nie jest do końca pewne czy to działanie celowe, czy też efekt zbyt intensywnej eksploatacji zastępów palców niuchalców. – Popękana pięta– zabezpiecza tyły palcowi niuchalcowi. Zajmuje strategiczną miejscówkę na końcu pochodu i straszy przeciwnika strukturą zewnętrzną, która do złudzenia przypomina wyschnięte jezioro afrykańskie tuż przed porą deszczową. W ekstremalnych przypadkach może służyć jako schowek do przemycania piasku, lub drobnych kamyków. Prawie zawsze występuje we wszystkich odcieniach szarości lub jak kto woli brudu. – Noga– chociaż może bardziej pasuje tu liczba mnoga. Po zimowej hibernacji i nabieraniu masy, bez skrupułów informują świat o swoim istnieniu. Robi się z tego duży show, który sprawia że co roku muszę aktualizować sobie definicję „samokrytyki”. Nawet pobieżne śledztwo wskazuje, że w tym sabotażu nogi są mocno wspierane przez tłuszcz i celulit. Niestety w tej sytuacji spodnie i spódnice nie chcą mieć z nogami nic wspólnego i się...

Read More

Romeo i Julia w Studio Buffo

Nigdy bym się nie nazwał fanem twórczości duetu J&J. Metro widziałem, jednak jak mówią jego wierni fani: w Buffo to nie to samo co w Dramatycznym. Innych dzieł nie oglądałem na żywo. Wpadła mi do oka kiedyś jakaś Przebojowa Noc w telewizorni, czy jakoś tak. Ale spuśćmy na to zasłonę miłosierdzia. Pozostał do „odfajkowania” drugi musical firmowany przez Józefowicza i Stokłosę. Dotychczas nie po drodze nam było, ale wreszcie nadszedł ten wielki dzień. Dzięki odrobinie szczęścia, a także sympatycznemu blogowi mieliśmy okazję obejrzeć spektakl Romeo i Julia w Studio Buffo. Pewnie 99,999% ludzi wie kim są bohaterowie ale tym, którzy stanowią 0,001% społeczeństwa przypomnę. ROMEO I JULIA Romeo + Julia = Wielka Szalona Miłość. Problem w tym, że pochodzą z rodzin, które darzą się uczuciami podobnymi do tych pomiędzy zięciem i teściową. Czyli raczej „średnie love” dwóch zacnych rodów;) Pobierają się w tajemnicy, bo bez tego sztuka byłaby słaba. Potem prowokator ciemnej strony mocy, Tybalt, zabija Merkucja, kumpla Romea. Ten w odwecie wysyła Tybalta na piwo do Abrahama, co kończy się wyrokiem banicji wydanym na niego przez papę Capuletiego. Ponieważ Julia cichaczem związała z Romeo (to imię się odmienia?), żeby uniknąć przymusowego ślubu z „przeznaczonym” jej Parysem, pozoruje swoją śmierć. Oczywiście Romeo tego nie wie i z żalu po stracie ukochanej sam idzie wąchać kwiatki od spodu. Kiedy do Julii dociera co narobiła, żwawo podąża za swoim Romeo. Finalnie można całe zamieszanie określić jako „jeden ślub i 4 pogrzeby”. Tyle gwoli wstępu. A co o samym spektaklu… …ROMEO I JULIA W STUDIO BUFFO? Zaczęło się nienajlepiej… Kiedy zgasły światła, na kurtynie pojawiła się początkowa animacja: napis „Romeo i Julia”, na który padały krople deszczu. Pomyślane ciekawie. Szkoda, że ta prosta animka się co chwilę zacinała. Chyba napęd się przybrudził, albo komp dawno nie restartowany i mulił niemiłosiernie. Pierwsza scena to wnętrze jakiegoś klubu, w którym DJ „zabawia” gości. To znak, że akcja toczyć się będzie w czasach współczesnych. Pomysł bardzo dobry. Szkoda, że tylko pomysł. Aktor wcielający się w rolę dyskotekowego wodzireja był tak przekonujący, z tak wielką energią zachęcał do zabawy, że nie wiedziałem czy to jest jakaś „dyska” czy dobrze rozkręcona stypa. „Goście” też reagowali z entuzjazmem bardzo oszczędnym. A może to po prostu była impreza informatyków hipsterów???. Żeby ciągle nie narzekać, to napiszę też o tym co mi się podobało. Po pierwsze primo: Mariusz Czajka w roli Capuletiego. Zdecydowanie jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza rola w całym przedstawieniu. Kiedy miał zagrać „wkurw” to grał „wkurw”. Jak miał knuć- knuł.  Wokalnie też się zdecydowanie wyróżniał i wyraźnie akcentował swoją obecność na scenie. Po drugie primo:  scena walki na miecze pomiędzy Merkucjem a Tybaltem odegrana w zwolnionym...

Read More

Facebukowy burak w 6 odsłonach

Facebook, dla wielu osób codzienne narzędzie pracy ;) Dla pewnej grupy zupełnie darmowa i dostępna bez skierowania lecznica kompleksów wszelakich. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to taki fotoplastikon, w którym prezentują światu swoją głupotę. Do której grupy się zaliczasz? Jeżeli uważasz, że Twoje zachowanie na FB jest zupełnie normalne a marzysz o zostaniu klasycznym burakiem, to mam kilka wskazówek. Wszystkie są niestety z życia (a raczej FB) wzięte. Ponownie zacytuję klasyka: jeśli widzisz tam siebie, to „tak wyszło, nie moja wina” :/ 01. ZDJĘCIA– wrzucaj na potęgę. Nieważna ilość, nieważne skąd. Ładuj, twórz od metra katalogów. Najlepiej nie nadawaj im nazw tylko zostawiaj domyślne. Absolutnie nie rób selekcji zdjęć. Po prostu zgrywaj z małego chińskiego aparaciku na kompa (obowiązkowo na pulpit) a potem juhuuuuuu… NA FEJSIKA. Ostre, nieostre, proste (a są takie?), krzywe. Najwięcej takich gdzie na urlopie jesteś tylko małym punkcikiem na zdjęciu. Reszta to plaża… Albo przyhotelowy basen. A w nim TY, gdzieś tam ledwo widoczny(a)!!! I ten wszechobecny blask Twojej zajebistości. Uprzedzam, konkurencję masz dużą bo największy „set” z urlopu jaki widziałem liczył blisko 400 zdjęć w JEDNYM KATALOGU. Łącznie z tymi gdzie były całe czarne, bo „operator” dekielka nie zdjął. Może jest w tym artyzm jakiś, a ja idiota się nie znam. PAMIĘTAJ: regularna słit focia z łapki też musi być. Wersja GIGA-HARDCORE– klikając w linka oświadczasz, że robisz to zupełnie dobrowolnie i świadomie- publiczne udostępnianie zdjęć zmarłych. Bliskich czy dalszych, nie ma znaczenia. Trzeba mieć napierdolone pod baniakiem, żeby taką akcję zrobić. Tego buraka namierzyła moja Christelle. Chyba dłuuuugo nikt go nie przebije :/ 02. KONKURSY– bierz udział we wszystkich. NIE POMIŃ ŻADNEGO. Bez znaczenia czy do wygrania jest laptop, czy majtki z golfem. Loguj się do konkursowych aplikacji, nie żałuj sobie. Do udziału w konkursach zapraszaj znajomych wysyłając im pushe z aplikacji, lub po prostu bez krępacji żebraj o lajki. 03. KLIKAJ we wszystko co się da i nie myśl co robisz. O tym już pisałem, więc nie będę się powtarzał. 04. LAJKUJ FANPEJDŻE. Najlepiej po kilka dziennie. Z przerażeniem oglądam ilość powiadomień o „zostaniu fanem”. Uściślę: na osobę. Dodając do tego różnorodność tematyki, którą jest w stanie polubić jeden „ludź”, mam do wyboru uznać go za erudytę albo idiotę. Erudytów na świecie niewielu. 05. POWTARZAJ SIĘ do znudzenia. Kiedy napiszesz „coś” i nikt nie zareaguje bo jest to oczywisty pierd, z którym nie warto dyskutować- nie zrażaj się. Napisz to ponownie w niedługim czasie, tak żeby dotarcie do poprzedniego nie wymagało zbyt długiego skrolowania myszką. Kiedy i to nie pomaga pisz o tym znowu przy najbliższej okazji, tym razem w komentarzach na swoim lub innym wallu. Najlepiej, żeby Twój wpis nie miał...

Read More
Jestem mała „T”
Kwi02

Jestem mała „T”

Małe dzieciaki są słodkie :)...

Read More