Romeo i Julia w Studio Buffo

Nigdy bym się nie nazwał fanem twórczości duetu J&J. Metro widziałem, jednak jak mówią jego wierni fani: w Buffo to nie to samo co w Dramatycznym. Innych dzieł nie oglądałem na żywo. Wpadła mi do oka kiedyś jakaś Przebojowa Noc w telewizorni, czy jakoś tak. Ale spuśćmy na to zasłonę miłosierdzia. Pozostał do „odfajkowania” drugi musical firmowany przez Józefowicza i Stokłosę. Dotychczas nie po drodze nam było, ale wreszcie nadszedł ten wielki dzień. Dzięki odrobinie szczęścia, a także sympatycznemu blogowi mieliśmy okazję obejrzeć spektakl Romeo i Julia w Studio Buffo. Pewnie 99,999% ludzi wie kim są bohaterowie ale tym, którzy stanowią 0,001% społeczeństwa przypomnę. ROMEO I JULIA Romeo + Julia = Wielka Szalona Miłość. Problem w tym, że pochodzą z rodzin, które darzą się uczuciami podobnymi do tych pomiędzy zięciem i teściową. Czyli raczej „średnie love” dwóch zacnych rodów;) Pobierają się w tajemnicy, bo bez tego sztuka byłaby słaba. Potem prowokator ciemnej strony mocy, Tybalt, zabija Merkucja, kumpla Romea. Ten w odwecie wysyła Tybalta na piwo do Abrahama, co kończy się wyrokiem banicji wydanym na niego przez papę Capuletiego. Ponieważ Julia cichaczem związała z Romeo (to imię się odmienia?), żeby uniknąć przymusowego ślubu z „przeznaczonym” jej Parysem, pozoruje swoją śmierć. Oczywiście Romeo tego nie wie i z żalu po stracie ukochanej sam idzie wąchać kwiatki od spodu. Kiedy do Julii dociera co narobiła, żwawo podąża za swoim Romeo. Finalnie można całe zamieszanie określić jako „jeden ślub i 4 pogrzeby”. Tyle gwoli wstępu. A co o samym spektaklu… …ROMEO I JULIA W STUDIO BUFFO? Zaczęło się nienajlepiej… Kiedy zgasły światła, na kurtynie pojawiła się początkowa animacja: napis „Romeo i Julia”, na który padały krople deszczu. Pomyślane ciekawie. Szkoda, że ta prosta animka się co chwilę zacinała. Chyba napęd się przybrudził, albo komp dawno nie restartowany i mulił niemiłosiernie. Pierwsza scena to wnętrze jakiegoś klubu, w którym DJ „zabawia” gości. To znak, że akcja toczyć się będzie w czasach współczesnych. Pomysł bardzo dobry. Szkoda, że tylko pomysł. Aktor wcielający się w rolę dyskotekowego wodzireja był tak przekonujący, z tak wielką energią zachęcał do zabawy, że nie wiedziałem czy to jest jakaś „dyska” czy dobrze rozkręcona stypa. „Goście” też reagowali z entuzjazmem bardzo oszczędnym. A może to po prostu była impreza informatyków hipsterów???. Żeby ciągle nie narzekać, to napiszę też o tym co mi się podobało. Po pierwsze primo: Mariusz Czajka w roli Capuletiego. Zdecydowanie jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza rola w całym przedstawieniu. Kiedy miał zagrać „wkurw” to grał „wkurw”. Jak miał knuć- knuł.  Wokalnie też się zdecydowanie wyróżniał i wyraźnie akcentował swoją obecność na scenie. Po drugie primo:  scena walki na miecze pomiędzy Merkucjem a Tybaltem odegrana w zwolnionym...

Read More