progressive – eliminacje

Progressive – eliminacje to mocno zmiksowane chyba wszystkie talent-show w naszym kraju. Główna bohaterka, dziewczyna, chciałbym napisać że bliżej nieokreślona, ale to nie byłaby prawda. Przybrała bowiem postać Aleksandry Długosz. Czyli nie da się ukryć, jest to kobieta :) Dziewczę (czy też „kobiecię”) ;) bierze udział w castingu ponieważ marzy jej się kariera wokalna. Konfrontacja z jurorami sprowadza ją na ziemię, bo ich komentarze często nie są ani sensowne, ani tym bardziej uzasadnione. Na początku bohaterka ufa wszystkim wokół, potem wraz z upływem czasu przechodzi metamorfozę i odkrywa co tak na prawdę jest w życiu ważne. Okazuje się, że jednak nie kariera. Czyli happy end jest. Akcja toczy się we wręcz ascetycznej scenerii. Na scenie trzy krzesła, miniaturowy podest „castingowy”, gdzieś w kącie fotel i stół jurorów. Na ścianach kilka ekranów, na których wyświetlany jest obraz z prawdziwej kamery, którą obsługuje najprawdziwszy w świecie operator. Na początku myślałem, że to ściema ale prawda była brutalna i widownia musiała się zmierzyć z „karierą telewizyjną” niektórych z nich:) Ciekawy pomysł. Najmocniejszym punktem programu była główna bohaterka. O tyle mnie to zaskoczyło, że obawiałem się iż nazwiska jurorów mogą ją „przykryć”. Dobrze było się pomylić. Na śpiewaniu się nie znam, więc mogę napisać tylko, że mnie osobiście jej śpiew się bardzo podobał. Piosenki, które wykonywała nic mi nie mówiły, ale może to i lepiej bo nie było z czym porównywać. Mistrz Zamachowski wcielił się w rolę jakiegoś jurora erotomana-gawędziarza. Był monotematyczny w swoich kudłatych myślach, jednak za każdym razem trochę inaczej. Paweł Królikowski to ten zły policjant. O ile jego wygłaszane przez niego kwestie nie odbiegały od poziomu pozostałej dwójki, to wniósł do spektaklu trochę krzyku i dynamiki. Zapewne wpływ na to miał dosyć luzacki strój i fryzura wkurzonego Szopena, połączona z przesadną gestykulacją. A ja myślałem, że tylko w Ranczo gra ;) Na koniec jurorska gwiazda- Katarzyna Groniec. Zmienna bardziej niż chorągiewka przy huraganie, epatująca lekceważeniem jeszcze większym niż Kuba Wojewódzki. Do kompletu jej bohaterka była karykaturalnie głupawa jak dla mnie, jednak trzymało się to wszystko przysłowiowej kupy: nieśmiała marzycielka i troje „władców”, od których zależy być albo nie być kandydata. Chociaż może lepiej pasuje „śpiewać, albo nie śpiewać”. Jedyne co mnie zastanawia to dwukrotnie pojawiające się obawy dziewczyny: czy to prawda, że wczoraj widziano go z jakąś tam… OK., rozumiem przesłanie, ale nie widzę żadnej spójności z całym przedstawieniem. Żadne wydarzenia przed, ani po nijak do tego nie nawiązują. Coś jakby w utwór metalowy wpleść kilka sekund disco polo. Nie mam pojęcia jak to wytłumaczyć, ale pewnie dlatego nie jestem reżyserem:) Całościowo spektakl wypada całkiem pozytywnie. Jest spora dawka humoru, chwilami abstrakcyjnego. Jest kameralna scena, której minimalizm ma w sobie to „coś”....

Read More