Ammoudara o zachodzie słońca
Cze19

Ammoudara o zachodzie słońca

...

Read More
Elafonisi: wycieczka do raju
Cze19

Elafonisi: wycieczka do raju

Jak zwykle będzie więcej zdjęć niż pisania. Tym razem garść informacji o wyprawie, którą uskuteczniliśmy za radą kolegi M.M. Szczegóły trasy zasugerowała rezydentka. Koszt wynajęcia pędzidełka z grupy Yaris/Fiesta wyniósł €54 za dobę. Podstawili go nawet o czasie bo o 8:00 rano człowiek z wypożyczalni Monza czekał w recepcji. Christelle stwierdziła, że nawet wyglądał jak „Monza” :) Żeby nie było idealnie, to przyprowadziłł samochód z prawie pustym zbiornikiem, tak po grecku.   PUNKT A (H): START / META AMMOUDARA Po kilku kilometrach śmigania małą grecką drogą znaleźliśmy się na… hajłeju. To faktycznie jest jakaś ichnia autostrada, tylko że jeszcze bardziej badziewna niż w Polsce, bo nawet u nas nie ma autostrad jednopasmowych. Znaczy czasami była dupasmowa. Zagadką jest jak można coś takiego hajłejem nazywać. Z drugiej strony to najbardziej wypasiona droga na wyspie, więc może robią taki lansik. Kolejne zdziwko: przez jakieś 200km jazdy tym autobanem nie widzieliśmy ani jednej kładki do przejścia na drugą stronę. Za to full rozjechanych kotów. Chyba greccy ludzie opatentowali sztukę przechodzenia przez jezdnię, w odróżnieniu od greckich kotów :/   PUNKT B – GEORGIOUPOLIS Krótki przystanek na tankowanie kalorii. Jedzenie OK, ale bez historii. Wynajmują też pokoje, tylko całość trąci towarzyszem Edwardem. Mają swoje leżaki i parasole na plaży. Jak ktoś nie ma zbyt wielkich wymagań co do standardu lokalu, tylko chce leżeć do góry kołami, to może być całkiem nieźle. Ponieważ greckie oznakowanie jest po pierwsze słabo widoczne, a po drugie robione po grecku, to przeoczyliśmy skręt z haj łeja do punktu C, co wiązało się z koniecznością zawrócenia po kilkuset metrach i złamaniem dwóch zakazów skrętu w lewo. Nie można mieć wyrzutów sumienia, bo podstawowym prawem ruchu drogowego na tej wyspie jest „kto pierwszy ten ma pierwszeństwo”. Cała reszta jest mało istotna.   GDZIEŚ POMIĘDZY PUNKTAMI C i D… zaczyna się jazda.  Wąskie serpentyny, gdzie z jednej strony przepaść, z drugiej mniej lub bardziej strome zbocze. Co jakiś czas stoją przydrożni handlarze oliwy, miodu i innych lokalnych przysmaków. Podobno warto od nich kupować, co też uczyniliśmy. Miód przetestowany a skutków ubocznych brak. Trafiliśmy jeszcze na jakiś remont i objazd. Na szczęście z naprzeciwka rupieciem pędził lokals, który nas pokierował. Krótka rozmowa była nacechowana wzajemnym zrozumieniem i przyjaźnią polsko-grecką:     Christelle: Elafonisi?- pokazując na wąską dróżkę Lokals: Yes. One hundred meters and… this hand (przy czym wymownie machnął lewą ręką wyposażoną w wysłużony pikacz) Christelle: Left? Lokas, machając tą samą łapką: This hand Może po grecku „this hand” znaczy w lewo, nie wiem… One hundred okazało się co najmniej fajf hundred, albo i dalej. Dobrze, że „this hand” się zgadzało i że nosiliśmy zegarki na tej samej kończynie górnej :)  ...

Read More