Elafonisi: wycieczka do raju

Jak zwykle będzie więcej zdjęć niż pisania. Tym razem garść informacji o wyprawie, którą uskuteczniliśmy za radą kolegi M.M. Szczegóły trasy zasugerowała rezydentka. Koszt wynajęcia pędzidełka z grupy Yaris/Fiesta wyniósł €54 za dobę. Podstawili go nawet o czasie bo o 8:00 rano człowiek z wypożyczalni Monza czekał w recepcji. Christelle stwierdziła, że nawet wyglądał jak „Monza” :) Żeby nie było idealnie, to przyprowadziłł samochód z prawie pustym zbiornikiem, tak po grecku.

 

PUNKT A (H): START / META AMMOUDARA

Hajłejem na zachód

Hajłejem na zachód

Po kilku kilometrach śmigania małą grecką drogą znaleźliśmy się na… hajłeju. To faktycznie jest jakaś ichnia autostrada, tylko że jeszcze bardziej badziewna niż w Polsce, bo nawet u nas nie ma autostrad jednopasmowych. Znaczy czasami była dupasmowa. Zagadką jest jak można coś takiego hajłejem nazywać. Z drugiej strony to najbardziej wypasiona droga na wyspie, więc może robią taki lansik. Kolejne zdziwko: przez jakieś 200km jazdy tym autobanem nie widzieliśmy ani jednej kładki do przejścia na drugą stronę. Za to full rozjechanych kotów. Chyba greccy ludzie opatentowali sztukę przechodzenia przez jezdnię, w odróżnieniu od greckich kotów :/

 

PUNKT B – GEORGIOUPOLIS

Krótki przystanek na tankowanie kalorii. Jedzenie OK, ale bez historii. Wynajmują też pokoje, tylko całość trąci towarzyszem Edwardem. Mają swoje leżaki i parasole na plaży. Jak ktoś nie ma zbyt wielkich wymagań co do standardu lokalu, tylko chce leżeć do góry kołami, to może być całkiem nieźle.

Ponieważ greckie oznakowanie jest po pierwsze słabo widoczne, a po drugie robione po grecku, to przeoczyliśmy skręt z haj łeja do punktu C, co wiązało się z koniecznością zawrócenia po kilkuset metrach i złamaniem dwóch zakazów skrętu w lewo. Nie można mieć wyrzutów sumienia, bo podstawowym prawem ruchu drogowego na tej wyspie jest „kto pierwszy ten ma pierwszeństwo”. Cała reszta jest mało istotna.

 

GDZIEŚ POMIĘDZY PUNKTAMI C i D…

zaczyna się jazda.  Wąskie serpentyny, gdzie z jednej strony przepaść, z drugiej mniej lub bardziej strome zbocze. Co jakiś czas stoją przydrożni handlarze oliwy, miodu i innych lokalnych przysmaków. Podobno warto od nich kupować, co też uczyniliśmy. Miód przetestowany a skutków ubocznych brak. Trafiliśmy jeszcze na jakiś remont i objazd. Na szczęście z naprzeciwka rupieciem pędził lokals, który nas pokierował. Krótka rozmowa była nacechowana wzajemnym zrozumieniem i przyjaźnią polsko-grecką:

 

 

Widok ze stanowiska dowodzenia sprzedawcy oliwy

Widok ze stanowiska dowodzenia sprzedawcy oliwy

Christelle: Elafonisi?- pokazując na wąską dróżkę
Lokals: Yes. One hundred meters and… this hand (przy czym wymownie machnął lewą ręką wyposażoną w wysłużony pikacz)
Christelle: Left?
Lokas, machając tą samą łapką: This hand

Może po grecku „this hand” znaczy w lewo, nie wiem… One hundred okazało się co najmniej fajf hundred, albo i dalej. Dobrze, że „this hand” się zgadzało i że nosiliśmy zegarki na tej samej kończynie górnej :)

 

 

 

PUNKT E JAK ELAFONISI

Znaleźliśmy się w raju. Więcej komentarza na ten temat nie będzie :)

01

01

02

02

Tak się chodzi po wodzie :)

Tak się chodzi po wodzie :)

Słoń morski ?

Słoń morski ?

04

04

05

05

06

06

Veni, Vidi, Opalili

Veni, Vidi, Opalili

08

08

Elafonisi

09

MNIEJ WIĘCEJ PUNKT F – WIDOKOWO

Przystanek z ciekawości. Tak, żeby foto zrobić.

Widok przed siebie

Widok przed siebie

i za siebie...

i za siebie…

Po pewnym czasie spotkaliśmy się z uprzywilejowanymi uczestni(cz)kami ruchu drogowego.

Coś jakby kozy...

Coś jakby kozy…

chyba też koza...

chyba też koza…

PUNKT G JAK CHANIA

Bardzo przyjemne miasto, chyba nawet ładniejsze niż Heraklion. Na pewno ma ładniejszy i bardziej klimatyczny port otoczony łańcuszkiem kafejek i restauracji. Jadąc od zachodu najłatwiej dotrzeć do portu przez 2 zjazd, w który skręciliśmy przez pomyłkę, przegapiając poprzedni. O posiłkach pisałem, więc pozostało tylko zerknąć na zdjęcia.

Wejście do portu, bo tak to chyba się nazywa

Wejście do portu, bo tak to chyba się nazywa

Widok na port w Chani

Widok na port w Chani

Efekt zabawy suwakami w PS

Efekt zabawy suwakami w PS

Portowa latarnia (morska oczywiście)

Portowa latarnia (morska oczywiście)

Z przyportowej uliczki

Z przyportowej uliczki

 

Na koniec kawałek słońca złapany chyba gdzieś za Rethimno.

AMEN

AMEN

Author: YOeLL

Share This Post On