KorpoKuchnia: horror codzienny
Lip03

KorpoKuchnia: horror codzienny

Leming, moher, ateista, metal a nawet skin– czyli ogólnie człowiek- jest ciągle narażony na śmiertelne niebezpieczeństwo. Żeby być zupełnie szczerym, to poprzednie zdanie w 99% przypadków odnosi się do nas, facetów. Takich czy innych, ale jednak facetów. Wstajesz rano i prawdopodobnie pierwsza myśl, jaka ci przychodzi do głowy to niewątpliwa radość ze spotkania z szefem. Kiedy już ochłoniesz i puls się ustabilizuje, pora zbierać się do huty. Już pomijam takie drobiazgi jak poranne „nie mam co na siebie włożyć” kobiet oraz toaletę niektórych facetów, polegającą na intensywnej prezentacji mięśnia piwnego w lustrze. Póki na taczkach nie trzeba go wozić, to jest zajebiście :) O ile pobudka może być porównywalna z pierwszą sceną któregokolwiek filmu Hitchcocka, to potem napięcie rośnie. Pierwszy „pik” droga do roboty: jaka by nie była, jest źle. Jadąc samochodem napotykasz na korki. Oczywistym jest, że w takiej sytuacji nie dość, że twój szef pomyka do tyrki komunikacją miejską, to jeszcze nie straszne mu niedogodności z tym związane i akurat trafia na „zieloną falę”. Korzystasz z autobusu lub tramwaju? Masz wspaniałe towarzystwo. W zasadzie po opuszczeniu środka transportu twoje zmęczenie jest tak duże, że logika (i każdy lekarz obdarzony ludzkimi uczuciami) powinny nakazać natychmiastowy odwrót na z góry upatrzone pozycje. Ale nie… Horror dopiero się zaczyna. Specjaliści od efektów specjalnych jeszcze nie zaczęli pracy. W zanadrzu mają różne atrakcje dnia powszedniego: LODÓWKA Najbardziej nieprzewidywalne miejsce w kuchni. Duża szansa, że może służyć jako oficjalne składowisko broni chemicznej wszelkiego rodzaju. W wielu przypadkach można rozważać sprzedaż biletów na wystawę żywych kultur bakterii lub próbować urządzać pokazy wędujących serków, twarogów i innego nabiału. Oczywiście nie ma takiej siły na świecie, która potrafiłaby znaleźć właściciela tego wędrującego cyrku. Jedyne wyjście to otworzyć lodówkę, przekopać się przez niezmierzone pokłady żywności aby znaleźć swój szczelnie zamknięty pojemnik z jedzeniem (nie łudź się- będzie na samym dnie, mimo że wczoraj o 16:55 był w zasięgu ręki) i spieprzać jak najszybciej na drugi koniec biura. A wszystko na bezdechu, w miarę możliwości kontrolowanym, bo współpracownicy nie narażą się dla ratowania jakiegoś głodnego biedaka. PORANNA KAWA Mimo, że od twojego wejścia do biura i odpalenia poczty minęło jakieś 3 minuty i 17 sekund już nie potrzebujesz kawy. Jeden czy dwa otrzymane maile w zupełności wystarczą, żeby się zagotować. Mimo to postanawiasz wchłonąć „działkę” kofeiny. Jak umierać, to z przytupem. Ja dzisiaj załapałem się na „bonusa”, bo naiwnie nie zastosowałem zasady ograniczonego zaufania. Założyłem, że jeżeli coś jest białe i znajduje się w słoiku podobnym [to słowo klucz, wytrych emocjonalny] do tego co zazwyczaj cukier, to jest słodkie. Było odwrotnie… Cóż zdarza się. Koń ma cztery nogi i też się potknie. Wypiłem jedną kawę, podziałało jakbym...

Read More