Uniwersum Metro 2033

Zawsze lubiłem czytać i sam nie wiem czy jestem tak dziwny, czy tak stary. Jak sięgam pamięcią zawsze coś czytałem. Nie były to może wiekopomne dzieła, bo jakoś tak mam, że klasyka nigdy mi specjalnie nie podchodziła. A największa trauma jaka mnie spotkała to konieczność zapoznania się z Anielką napisaną przez Bolesława Prusa. To bardzo bolało. Dlatego czytywałem głównie oczywiste oczywistości: Kingi, Mastertony, Dany Browny, Koontze i tym podobne lektury. Kolejna fala czytelnictwa zalała mnie kiedy stałem się szczęśliwym posiadaczem Kundleka szerzej znanego jako Kindle. Jednak nawet ja czasem potrzebuję jakiejś zmiany i dlatego przed wyjazdem na urlop poprosiłem dobrych ludzi o podrzucenie pomysłów na coś lekkostrawnego czytelniczo. Jedną propozycji, do której, nie ukrywam, podszedłem z lekkim dystansem było Metro 2033. Dmitry Glukhovsky ją popełnił… Jak się okazało to część projektu zwanego Uniwersum Metro 2033, ale o tym później. Metro 2033- z czym to się je? Historia jest banalna: W 2013 roku na świecie następuje wielkie bum!!!! i w efekcie wielkiej wojny atomowej wszystkich ze wszystkimi dochodzi niemalże do zagłady świata. Nieliczni, którym udało się przeżyć żyją pod ziemią. 20 lat po destrukcyjnych atakach ludzie przywykli do życia jak szczury i w Moskwie, pod ziemią, powstał nowy świat. Świat post apokaliptyczny, gdzie największym wrogiem człowieka jest drugi człowiek. Główny bohater, Artem, zdradza sekret z dzieciństwa tajemniczemu stalkerowi- Hunterowi. W zamian zobowiązuje się odnaleźć pewnego człowieka, gdyby Hunter nie wrócił z akcji. Artem przemierza podziemny świat metra walcząc ze zmutowanymi stworami, nieprzychylnymi ludźmi a przede wszystkim z własnymi słabościami. Metro 2033 to fenomenalnie napisana książka, która oprócz sporej dawki opisów przemyśleń Artema może też napawać strachem. W pewnym momencie marzyłem tylko o tym, żebym w nocy nie musiał wychodzić z pokoju.   Wrażenie jakie zrobiło na mnie Metro 2033 odniosło dość przewidywalny skutek: na tapetę poszła druga część cyklu, Metro 2034. Łatwo się domyśleć, że akcja toczy się rok później. W podziemnym świecie może dojść do epidemii. Z misją ratunkową wyrusza tajemniczy stalker wraz z dwójką towarzyszy. Muszą zmierzyć się z trudnym zagadnieniem: ile można, albo należy, poświęcić w imię ratowania innych. Tak właściwie, to kim byli „Czarni” z pierwszej części „Metra”? Czytajcie a się dowiecie.   Książki Glukhovskiego są niesamowite. W bardzo realistyczny sposób pokazują jak może wyglądać nasze życie kiedy ktoś posunie się o „jeden guzik za daleko”. Jeżeli chociaż trochę podobał ci się MadMax czy Wodny Świat, to Metro wpisz na listę lektur obowiązkowych. Tym bardziej, że ma się ukazać Metro 2035. Co prawda pod koniec roku premiera w Rosji, ale zawsze to krok bliżej do polskiego wydania :)   Jestem przekonany, że po lekturze Metra będziesz chcieć więcej. Całkiem słusznie, bo jest na to rada.  Dmitry,...

Read More

Żebrolajki

Jakiś czas temu, a konkretnie 3 kwietnia, popełniłem wpis o fejsbukowych burakach. Moje postrzeganie tego zjawiska się nie zmieniło, więc pisząc ten tekst oficjalnie muszę się przyznać, że wdrożyłem w życie punkt 2 tego wpisu. Wziąłem udział w konkursie, gdzie do zwycięstwa były potrzebne lajki. Żebrolajki. Po prostu każdy ma swoją cenę ;) Tak czy inaczej było to bardzo ciekawe przeżycie. A ponieważ akcja żebrania zakończyła się sukcesem, to słów kilka jak do tego doszło. Może w ten sposób pomogę komuś żebrać efektywniej, chociaż żadnej gwarancji skuteczności nie daję. KROK 1: Widzę konkurs… konkurs widzę PLL LOT ogłasza na FB konkurs: leć na Airshow do Radomia. Wrzuć foto na Instagrama, dodaj hashtaga #flylot, zbierz jak najwięcej lajków i ciesz się wygraną. Proste? Proste. W ten sposób LOT chciał wypromować swoje konto na Instagramie, które uruchomili zupełnie niedawno. To był impuls, bo Instagram jaki w Polsce jest każdy widzi i nie spodziewałem się oszałamiającej liczby konkurentów. Liczyłem, że nie będę walczył z tłumem, co najwyżej z kilkoma osobami, ale to dobrze zorganizowanymi. KROK 2: Wybór zdjęcia do konkursu Ponieważ jestę fotografę to kryterium wyboru było bardzo proste. Nie ma się co oszukiwać, że  w konkursach na żebrolajki wygrywają zdjęcia piękne, albo najlepsze. Wygrywają najpopularniejsze. Żeby zwiększyć szansę na zdobycie popularności musi być łatwe do zauważenia. Dlatego świadomie i z premedytacją wybrałem zdjęcie w „oczojebnie” pomarańczowej kolorystyce. Ponieważ konkurencyjne foty miały barwy standardowe, to nie było problemów z zauważeniem go, co przydało się później. Do tej chwili miałem wpływ na to co się dzieje. Czas nieubłaganie płynął, a konkurenci nie zasypywali gruszek w popiele. Nadeszła wiekopomna chwila, żeby zadbać o ŻEBROLAJKI Cel był jasny: wygrać za pomocą polubień. Nie miało znaczenia, czy polajkują dobrzy znajomi, zwykli znajomi czy dawno nie „pisani” znajomi. A nawet znajomi znajomych czy ich znajomi znajomych. Żebrolajk to żebrolajk. Nikt z niego strzelał nie będzie, ani zgłaszał do konkursu piękności. KROK 3: Żebranie Zacząłem od oczywistej oczywistości, czyli od wrzucenia info na swój profil FB. Christelle udostępniła u siebie. Czyli mamy dwa „walle” obstawione. Tutaj prawdopodobnie popełniłem drobny błąd i nie dość dokładnie opisałem czego potrzebuję, bo lajki sypnęły się jak z rękawa… pod zdjęciem na moim fejsie. O ile rosnąca cyfra może cieszyć, to niestety nie ma przełożenia na konkurs. SKUTECZNOŚĆ: na początku taka sobie, bo kilka osób zagłosowało poprawnie. Potem znaczny spadek, wraz z obniżaniem się pozycji posta na profilu. Raczej nie da się takim jednym postem zgarnąć nagrody, ale zamieszczenie go jest niezbędne i przyniesie efekt. Chyba drugiego dnia nadszedł pierwszy kryzys, bo konkurenci odskoczyli znacznie i już widziałem oczami wyobraźni jak lecę… w luku bagażowym :/ Jedyną osobą, która od początku do końca...

Read More

Chyba byłem (i jestem) molestowany

Formalnie nikt mi tego co prawda nie powiedział, a nawet nie zasugerował. Co więcej, za smarkatych lat żaden ksiądz, policjant, ratownik czy pan od wuefu nie sprawdzał ile mam latek wsadzając mi łapę w porcięta. Ale co ja tam wiem. Dzieci i ryby głosu nie mają, więc w tej sprawie (molestowania) wypowiedział się sam Rzecznik Praw Dziecka. Rzecznicy mają to do siebie, że jak już coś powiedzą, to świat się dziwi i tęgie głowy starają się odszyfrować przekaz. Na szczęście RPD poszedł pod prąd i sformułował jasny przekaz: dzieciaku, boisz się dentysty? To być może jesteś molestowany!!! Żeby jeszcze sam (niedo)rzecznik wpadł na ten pomysł… Powstała jakaś publikacja, która podpowiada jakie mogą być objawy molestowania: Problemy z zachowaniem na fotelu stomatologicznym (strach niechęć do otwierania jamy ustnej) mogą świadczyć o znęcaniu się psychicznym opiekuna nad dzieckiem, stosowaniu przemocy, a wreszcie wykorzystywaniu seksualnym. To ja w takim razie, wg logiki rzecznika i jego ekspertów „po rodzinie”, od dziecka po dziś dzień jestem dręczony psychicznie, fizycznie i wykorzystywany seksualnie. Nie lubię tylko masochizmu, bo zawsze proszę o znieczulenie. Mam nadzieję, że to dla rzecznika nie będzie przyczynkiem do wydania publikacji iż korzystanie ze znieczulenia u stomatologa rodzi podejrzenie, że człowiek jest nekrofilem… Echs… i taki ktoś ma dbać o dobro dzieci… fot.sxc.hu...

Read More
wygrywac.pl – śmierdząca sprawa
Paź04

wygrywac.pl – śmierdząca sprawa

11 września Amerykanom niewątpliwie kojarzy się z atakiem Word Trade Center. Moje wspomnienia nie są na szczęście tak traumatyczne, ale jeszcze przez jakiś czas będzie pewna kwestia się za mną ciągnąć. Tego dnia dostałem smsa. Wypas, prawda? :) Jednak  nie był to zwykły sms, o nie!!! Miałem do czynienia z smsem zachęcaczem do udziału w konkursie. To był taki sobie niewinny komunikat: Psychologiczno-marketingowa ściema, że wygrywać każdy może. Tylko nie każdy ma na tyle rozumu, żeby przemielić w baniaku, że to zabawa dla półmózgów, bo żeby płacić na odebrane smsy trzeba mieć nasrane we łbie po maksie. Ponieważ przysłowia mądrością narodu to wyznaję zasadę, że „kitować to my, a nie nas”. Jakoś mnie licho podkusiło, żeby się wgryźć w ten temat. IQ mam co najmniej dwucyfrowe, więc nadawcy smsa się o taką rozrywkę nie prosiłem. Zacząłem więc paczać co w trawie piszczy. wygrywac.pl Pierwszy odruch- sprawdzić stronę wygrywac.pl. I co? Siupriza! Bida z nędzą panie. Bida… Na stronie nie ma nic poza „ander konstrakszyn” i przekierowanie do Regulaminu. Sam sms lekko pośmierdywał, ale strona zaczęła na kilometr walić jakąś nędzną prowizorką. Nie, żebym się jakoś wywyższał ponad społeczeństwo, ale jestem pewien, że pisząc iż założeniem organizatora było przyciągnięcie do konkursu niegramotnych, miałem rację. Żaden spowolniony umysłowo nie zada sobie nawet odrobiny trudu wejścia na „stronę”, tylko będzie napieprzał zgodnie z tym co mu Wielka Wiadomość SMSowa nakaże. W związku z tym nie ma najmniejszego sensu inwestować w stronę www. Drążę więc temat dalej i sprawdzam w Regulaminie co za gigant biznesowy stoi za tym „przedsięwzięciem”. Informacja jest ogólnodostępna, więc i ja napiszę, że ów dokument jasno i jednoznacznie wskazuje jako organizatora firmę Zest Design sp. z o.o. z Warszawy. Jest NIP, Regon. Jest wujek Google i KRS Online. Jest wiedza. Tylko wygląda to coraz dziwniej bo firma nie posiada żadnego telefonu. Może na rozruchu są i granty unijne nie dotarły;) Jak przystało na firmę działającą w XXI wieku strony internetowej też nie ma. Krótka rozmowa z wujem G zaowocowała namierzeniem adresu mailowego do Zest Design. Do samej pani prezes zarządu. Tu kolejna niespodzianka, bo domena z maila nigdzie nie prowadzi. Dobrze, że chociaż mail jest. Wysmażyłem maila do Zest Design, z podstawowymi pytaniami: – na jakiej podstawie otrzymałem wiadomość – jak weszli Państwo w posiadanie mojego numeru telefonu i założyli, że jestem zainteresowany tematem i pytanie najważniejsze – jak mogę złożyć oficjalną reklamację? Regulamin, który pobrałem ze strony www.wygrywac.pl nie wspomina o tym nawet jednym słowem. Zakładałem, że gdzieś kiedyś przy okazji wyraziłem zgodę na przesyłanie informacji handlowych, ale skoro już drążę temat to chciałem się dowiedzieć kto mnie tak niecnie sprzedał. Ku mojemu zdziwieniu tego samego dnia (po około 2-3...

Read More