Żebrolajki

Jakiś czas temu, a konkretnie 3 kwietnia, popełniłem wpis o fejsbukowych burakach. Moje postrzeganie tego zjawiska się nie zmieniło, więc pisząc ten tekst oficjalnie muszę się przyznać, że wdrożyłem w życie punkt 2 tego wpisu. Wziąłem udział w konkursie, gdzie do zwycięstwa były potrzebne lajki. Żebrolajki. Po prostu każdy ma swoją cenę ;) Tak czy inaczej było to bardzo ciekawe przeżycie. A ponieważ akcja żebrania zakończyła się sukcesem, to słów kilka jak do tego doszło. Może w ten sposób pomogę komuś żebrać efektywniej, chociaż żadnej gwarancji skuteczności nie daję.

KROK 1: Widzę konkurs… konkurs widzę

żebrolajki

KONKURS

PLL LOT ogłasza na FB konkurs: leć na Airshow do Radomia. Wrzuć foto na Instagrama, dodaj hashtaga #flylot, zbierz jak najwięcej lajków i ciesz się wygraną. Proste? Proste. W ten sposób LOT chciał wypromować swoje konto na Instagramie, które uruchomili zupełnie niedawno. To był impuls, bo Instagram jaki w Polsce jest każdy widzi i nie spodziewałem się oszałamiającej liczby konkurentów. Liczyłem, że nie będę walczył z tłumem, co najwyżej z kilkoma osobami, ale to dobrze zorganizowanymi.

KROK 2: Wybór zdjęcia do konkursu
Ponieważ jestę fotografę to kryterium wyboru było bardzo proste. Nie ma się co oszukiwać, że  w konkursach na żebrolajki wygrywają zdjęcia piękne, albo najlepsze. Wygrywają najpopularniejsze. Żeby zwiększyć szansę na zdobycie popularności musi być łatwe do zauważenia. Dlatego świadomie i z premedytacją wybrałem zdjęcie w „oczojebnie” pomarańczowej kolorystyce. Ponieważ konkurencyjne foty miały barwy standardowe, to nie było problemów z zauważeniem go, co przydało się później.

Do tej chwili miałem wpływ na to co się dzieje. Czas nieubłaganie płynął, a konkurenci nie zasypywali gruszek w popiele. Nadeszła wiekopomna chwila, żeby zadbać o

ŻEBROLAJKI

Cel był jasny: wygrać za pomocą polubień. Nie miało znaczenia, czy polajkują dobrzy znajomi, zwykli znajomi czy dawno nie „pisani” znajomi. A nawet znajomi znajomych czy ich znajomi znajomych. Żebrolajk to żebrolajk. Nikt z niego strzelał nie będzie, ani zgłaszał do konkursu piękności.

KROK 3: Żebranie

ŻEBROLAJKI

Zacząłem od oczywistej oczywistości, czyli od wrzucenia info na swój profil FB. Christelle udostępniła u siebie. Czyli mamy dwa „walle” obstawione. Tutaj prawdopodobnie popełniłem drobny błąd i nie dość dokładnie opisałem czego potrzebuję, bo lajki sypnęły się jak z rękawa… pod zdjęciem na moim fejsie. O ile rosnąca cyfra może cieszyć, to niestety nie ma przełożenia na konkurs.
SKUTECZNOŚĆ: na początku taka sobie, bo kilka osób zagłosowało poprawnie. Potem znaczny spadek, wraz z obniżaniem się pozycji posta na profilu. Raczej nie da się takim jednym postem zgarnąć nagrody, ale zamieszczenie go jest niezbędne i przyniesie efekt.

Chyba drugiego dnia nadszedł pierwszy kryzys, bo konkurenci odskoczyli znacznie i już widziałem oczami wyobraźni jak lecę… w luku bagażowym :/ Jedyną osobą, która od początku do końca wierzyła w sukces była Christelle i walnie się przyczyniła do podtrzymania ducha walki. Oprócz zapodania info zastosowała drugą metodę aktywizacji ludu głosującego: wybranie grupy znajomych i wysłanie zbiorczego żebranka o wsparcie. Plusy: dotarcie z komunikatem do konkretnych osób. Efekt: dobry, licznik lajków podskoczył. Do tego doszło kilka deklaracji, że ktoś zapoda info swoim znajomym. Minusy: kogoś może zirytować nie sama wiadomość, a liczba wyświetlanych powiadomień, jeśli ktoś odpisze. Ot, urok konwersacji zbiorowych. Jeśli wysyłać coś takiego, to do małego grona ludków.

LOT03Kolejna metoda, którą zastosowałem wynikała głównie z desperacji, bo konkurenci byli aktywni. Zbyt aktywni. Przygotowałem wiadomość (ze spersonalizowanym powitaniem), którą rozsyłałem do wszystkich kontaktów po kolei. Bez patrzenia na stopień zażyłości i częstotliwość fejsowych (czy w realu) kontaktów. Krótka piłka co co chodzi z prośbą o głos. Efekt: bardzo dobry. Dużo osób reagowało pozytywnie, nie zadając zbędnych pytań. Oczywiście pojawiły się obawy o udostępnianie danych dla aplikacji. Było to zrozumiałe i w zasadzie tylko dwie osoby otwarcie odmówiły wsparcia inicjatywy. Po pierwszej odmowie i przy pierwszej obawie przetestowałem prosty schemat: polajkuj, zagłosuj, zablokuj aplikację, odlajkuj FB. Kolega był królikiem doświadczalnym, a eksperyment zakończył się powodzeniem. Głosy oddane w taki sposób nie znikały. Jestem przekonany, że ta możliwość skłoniła 3-4 osoby do oddania głosu.
Wniosek: forma zdecydowanie najskuteczniejsza :)

Była jeszcze 4 forma pozyskiwania głosów: grupy lajkujące. Podsumuję to krótko: EFEKT ZEROWY. Nie polecam, bo nie działa.

Jak zaznaczyłem na początku: konkursy na żebrolajki to najbardziej bezsnesowna forma zabawy, która premiuje aktywność. Pewnie ktoś powie, że to balansowanie na granicy przyzwoitości. Owszem, prawda. Chcesz się liczyć- kombinujesz jak pchnąć temat do przodu. Nie trzeba było się specjalnie wysilać, żeby dojść do wniosku, że w tym konkursie różne ruchy podejmowała cała czołówka: +40 lajków w 20 minut… Bez jaj- niemożliwe bez pusha do ludzi. 20 lajków na „dzień dobry”? Chciałbym mieć tak aktywnych znajomych :) Niemal identyczna liczba lajków wszystkich zdjęć jednej osoby? Zachłanność czasami nie popłaca. No i dobrze by było jakieś pozory zachować, że móc „przypalić Niemca”, że ja tam nic nie wiem skąd tyle głosów. Chyba po prostu zdjęcie się podoba. Jasne… ;)

Wniosek z całego wywodu jest jeden: żeby żebrać, trzeba mieć plan. Chociaż byle jaki, ale plan :)

Nie zapominaj, że masz niezbywalne prawo skomentowania tego wpisu i/lub zalajkowania mojego fan page :)

Author: YOeLL

Share This Post On