Ja tu rządzę
Lut14

Ja tu rządzę

Mój pan od kilku tygodni coś dłubie przy blogu. Do pewnego czasu nie miałam pojęcia w czym rzecz, ale przecież głupia nie jestem. Może mała, z metra cięta, jednak swój rozumek mam. Zorientowałam się, że pan po prostu upiększa stronę, żeby bardziej mnie wyeksponować. Co prawda kiedy rozmawia o tym z pańcią, to jakby zaprzeczali moim ustaleniom, ale ja i tak swoje wiem. Teraz ja będę Królową Bloga, więc teraz najzwyczajniej w świecie się przedstawię. Zwą mnie Lili (co wydaje się całkiem w porządku: Królowa Lili Pierwsza). Urodziłam się tak dawno temu, że już nie pamiętam. Mam pewne podejrzenia, że było wtedy ciepło bo  pańcia z panem już trzy razy (nazywają to „lata”) się zachwycali mówiąc „jaka ta nasza Lilusia już jest dorosła”. Nie mam pojęcia co znaczy być dorosłą, bo przez ostatnie 3 lata to ja się nie zmieniłam. No… może mi trochę trochę ciałka przybyło. Jednak to wszystko wina sera Comté, który z wielkim apetytem zajada pańcia. Nauczyłam się żebrać o niego tak skutecznie, że nigdy mi nie odmawia kawałeczka:) Pewnie to dlatego ważę teraz 1,8kg. Jak żyć…? :) Kiedy byłam mała i ważyłam jakieś 70 dkg bardzo lubiłam się bawić. Biegałam po mieszkaniu dźwigając kapcie, co akurat państwu bardzo się podobało. Czasem też upiększałam mieszkanie ziemią z kwiatka. Do dzisiaj uważam, że podłoga z lekkim akcentem piachu wygląda zdecydowanie lepiej. Pańcia nigdy nie podzielała mojego entuzjazmu:) Kwiatek miał ten minus, że się ze mną nie chciał bawić, w przeciwieństwie do mojego pierwszego kumpla Tobusia. Toby był trochę podobny do mnie: tak samo śliczny i urodziwy. Tylko z 5 razy większy. Nie przeszkadzało mi to wcale w zaczepianiu go do zabawy i skakaniu na nos. Jakaż ja wtedy byłam zaaferowana. Toby miał chyba inne zdanie na ten temat, bo patrzył na mnie z politowaniem i wskakiwał na kanapę. Ale co poszczekałam na niego to moje :) Jednym z moich ulubionych zajęć jest oglądanie telewizji. Czasami pańcia albo pan chcą oglądać beze mnie, wtedy ja się dopominam o należne mi miejsce na kanapie. Kto wie, może Durczokowi znowu się stół pobrudzi. Nie chciałabym tego przegapić;) Wiem też, że bez obecności w sieci dzisiaj ciężko żyć człowiekowi (a co za tym idzie i psu również), więc nie dziwne że żywo interesuję się tym co na Fejsbuku piszczy i w miarę możliwości staram się być na bieżąco:) Nie jest to łatwe, bo państwo mówią, że psy nie mogą mieć konta na fejsie. Dlatego jestem zmuszona podglądać co tam pańcia albo pan klikają. A że wiedzę chłonę niebywale, więc nie dziwne, że czasem mało nie wejdę w monitor. Oczywiście jest też pora na osiedlowy lans. 3 razy dziennie zadaję szyku spacerując sobie po...

Read More