Ja tu rządzę

Mój pan od kilku tygodni coś dłubie przy blogu. Do pewnego czasu nie miałam pojęcia w czym rzecz, ale przecież głupia nie jestem. Może mała, z metra cięta, jednak swój rozumek mam. Zorientowałam się, że pan po prostu upiększa stronę, żeby bardziej mnie wyeksponować. Co prawda kiedy rozmawia o tym z pańcią, to jakby zaprzeczali moim ustaleniom, ale ja i tak swoje wiem. Teraz ja będę Królową Bloga, więc teraz najzwyczajniej w świecie się przedstawię.

Oglądam TV, nie widać?

Oglądam TV, nie widać?

Zwą mnie Lili (co wydaje się całkiem w porządku: Królowa Lili Pierwsza). Urodziłam się tak dawno temu, że już nie pamiętam. Mam pewne podejrzenia, że było wtedy ciepło bo  pańcia z panem już trzy razy (nazywają to „lata”) się zachwycali mówiąc „jaka ta nasza Lilusia już jest dorosła”. Nie mam pojęcia co znaczy być dorosłą, bo przez ostatnie 3 lata to ja się nie zmieniłam. No… może mi trochę trochę ciałka przybyło. Jednak to wszystko wina sera Comté, który z wielkim apetytem zajada pańcia. Nauczyłam się żebrać o niego tak skutecznie, że nigdy mi nie odmawia kawałeczka:) Pewnie to dlatego ważę teraz 1,8kg. Jak żyć…? :)

Mój funfel Toby

Mój funfel Toby

Kiedy byłam mała i ważyłam jakieś 70 dkg bardzo lubiłam się bawić. Biegałam po mieszkaniu dźwigając kapcie, co akurat państwu bardzo się podobało. Czasem też upiększałam mieszkanie ziemią z kwiatka. Do dzisiaj uważam, że podłoga z lekkim akcentem piachu wygląda zdecydowanie lepiej. Pańcia nigdy nie podzielała mojego entuzjazmu:) Kwiatek miał ten minus, że się ze mną nie chciał bawić, w przeciwieństwie do mojego pierwszego kumpla Tobusia. Toby był trochę podobny do mnie: tak samo śliczny i urodziwy. Tylko z 5 razy większy. Nie przeszkadzało mi to wcale w zaczepianiu go do zabawy i skakaniu na nos. Jakaż ja wtedy byłam zaaferowana. Toby miał chyba inne zdanie na ten temat, bo patrzył na mnie z politowaniem i wskakiwał na kanapę. Ale co poszczekałam na niego to moje :)

Jednym z moich ulubionych zajęć jest oglądanie telewizji. Czasami pańcia albo pan chcą oglądać beze mnie, wtedy ja się dopominam o należne mi miejsce na kanapie. Kto wie, może Durczokowi znowu się stół pobrudzi. Nie chciałabym tego przegapić;) Wiem też, że bez obecności w sieci dzisiaj ciężko żyć człowiekowi (a co za tym idzie i psu również), więc nie dziwne że żywo interesuję się tym co na Fejsbuku piszczy i w miarę możliwości staram się być na bieżąco:) Nie jest to łatwe, bo państwo mówią, że psy nie mogą mieć konta na fejsie. Dlatego jestem zmuszona podglądać co tam pańcia albo pan klikają. A że wiedzę chłonę niebywale, więc nie dziwne, że czasem mało nie wejdę w monitor.

Jestem online, gdyby mnie ktoś szukał

Jestem online, gdyby mnie ktoś szukał

Oczywiście jest też pora na osiedlowy lans. 3 razy dziennie zadaję szyku spacerując sobie po pobliskim parku. Jak jest ciepło, nie ma problemu: zarzucam szybko szelki i pędzę zobaczyć czy nie chodzi gdzieś Krecik albo Tommy. Trochę gorzej jest jesienią. Z natury ciepłolubna jestem, więc państwo nie mają lekko, żeby mnie wyprawić na spacerek. Sama często nie wiem co mam na siebie włożyć: czy tylko czerwony kubraczek, czy też może narzutkę w kolorze beżowym… A o zimie to aż strach wspominać. Co wybrać na dzisiejszy spacer: efektowne moro podkreślające figurę, czy luźniejszy ale jakże ciepły kubrak z ociepleniem. No i buty… Na szczęście pasują na mnie tylko jedne, bo nie wiem ile by mi zeszło z przejściem do stanu gotowości :) Na spacerach zimową porą najbardziej lubię stać w miejscu. Jest mi wtedy cholernie zimno, ale i tak stoję i się gapię na pańcię albo pana. Oni też się jakoś mi się dziwnie przyglądają i chyba zachęcają, żebym szła dalej. Dziwni jacyś… I tak wolę postać i trząść tyłkiem z zimna.

Zadaję szyk

Zadaję szyk

YouTube Preview Image

Susz mnie...

Susz mnie…

Zmokły pies

Zmokły pies

Muszę również trochę ponarzekać na mój pieski los. Karygodnym i skandalicznym jest, że mnie czasem chcą kąpać. Co gorsza robią to:( Jak ja tego nie cierpię… Do tego stopnia, że w kąpiel zaangażowani są oboje państwo. Znaczy jedno mnie trzyma i próbuje coś oczyścić, drugie polewa wodą i też próbuje. Próbuję i ja- wyskoczyć z wanny za wszelką cenę, testując czy pan jest na tyle zwinny żeby mnie utrzymać w miejscu. Do tej pory przegrywam te potyczki, ale jakem królowa Lili- nie poprzestanę w wysiłkach:) Pan coś wspominał, że chyba mnie skameruje jak się miotam w wannie, jednak tak skutecznie go zajmuję, że póki co nawet nie podjął takiej próby. Szkoda… bo może wtedy udałoby mi się prysnąć z niewoli;) Na szczęście po tych katorgach mogę się oddać małemu odstresowaniu: uczesać się po swojemu a następnie utrwalić fryzurę.

YouTube Preview Image

Ciepło...

Ciepło…

coraz cieplej...

coraz cieplej…

Czy ja już wspominałam, że jestem ciepłolubna? Bo muszę się pochwalić, że pańcia mi sprawiła radość taką, że hohohoho!!! Od dzisiaj bowiem będę całe dnie wylegiwać się w nowym, fantastycznym i przede wszystkim ciepłym czymś… Nie wiem co to dokładnie jest. Najważniejsze, że jest ciepło i mogę się schować calutka. Muszę się poprawić… Jest tak ciepło i wygodnie, że nawet dzisiaj nie będę się domagać, żeby posiedzieć z panem przy komputerze, tylko zostanę „u siebie”.

Jeszcze tylko wieczorny spacer do zaliczenia i zgodnie z tradycją zjem swoje małe conieco. Punktem kulminacyjnym będzie soczyste beknięcie, którym oznajmiam że uczta zakończona. Jak będziecie grzeczni, to kiedyś pozwolę to panu nagrać i wam pokażę jak się beka:)

Skoro już się w wielkim skrócie przedstawiłam, to mogę tylko zapewnić że jeszcze wrócę i coś napiszę. I to nie raz :)

Teraz możesz dać psiego lajka i też tu zaglądać regularnie :)

Author: YOeLL

Share This Post On