MusicaLove, co się go nie da „loffciać”

MusicaLove

Kiedy tylko pojawiła się informacja, że można kupić bilety na nowy spektakl MusicaLove w Teatrze Rampa, Christelle wcieliła chytry plan w życie. Tak oto staliśmy się posiadaczami biletów w VII rzędzie (o tyle istotne, że przy przejściu więc dużo miejsca na nogi). Skoro widzieliśmy Ale Musicale!, to i na konkurencyjnej „imprezie” nie mogło nas zabraknąć :)

Bardzo fajny pomysł na początku przedstawienia. Zanim „kurtyna” poszła w górę wyświetlany był na niej filmik, zaaranżowany na zwykłą krzątaninę za kulisami. Ktoś biegnie, ktoś ćwiczy… Potem kadry z filmu dość płynnie pojawiły się na scenie, której około 1/3 powierzchni zajmowało podwyższenie dla niewielkiej orkiestry.

YouTube Preview Image

MusicaLove, ale już mniej

Pomysł na spektakl był mniej więcej taki: do kilku kawałków z Evity dodać  odrobinę Sunset Boulevard. Wszystko wymieszać (zgodnie z ruchem wskazówek zegara), powoli dolewając do garnka zasmażkę z Upiora w Operze. W razie potrzeby dorzucić dwa kawałki Jesus Christ Super Star. Odstawić do ostygnięcia. Całość oblać sosem z Les Miserbles i Love Never Dies. Czyli odśpiewać (to akurat zrozumiałe) i odtańczyć (nie wiem po co tancerze w tle). Scenografii praktycznie zero (nie licząc „kraty” w The point of no return) i jakiejś czerwonej zasłony. Rozumiem, że nie należało liczyć na podobne podejście co w Romie, jednak ten minimalizm był słaby.

MusicaNieLove

musicaloveCiężko nam było znaleźć jakieś wielkie pozytywy. Ola Bieńkowska w każdej wykonywanej piosence manierycznie macha ręką, o niepasujących tancerzach wspominałem… Nad wszystkim (niemalże) pieczę trzyma Jakub Wocial: inscenizacja, scenariusz, reżyseria… a nawet projekt okładki programu i plakatu. Dobrze to podsumowała Christelle: gdyby mógł, to bym sam śpiewał, grał, tańczył i na koniec zaklaskał. Nawet humorystyczne i trochę improwizowane wykonanie You can get away with anything z The woman in white nie sprawia, że chce się myśleć ciepło o całym przedstawieniu. Całkiem nieźle wypadł w utworze I only want to say… No kto wypadł? Taka zagadka mała będzie… Oczywiście, że Jakub Wocial!!! Widzę, że nie sprawiło to nikomu trudności:). Chociaż za to dam 1 punkt do oceny końcowej. Drugi dołożę za orkiestrę, która sprawiła, że wytrwaliśmy do końca. Jednak byli tacy, co wyszli w trakcie przerwy.

Do tego jakiś fanklub, albo gimbaza na widowni i darcie jap. Słabizna.

ocena_02

fot. Kinga Taukert

Author: YOeLL

Share This Post On
  • Ki Ki

    Gimbaza na widowni i darcie jap w szczególności powinno zaważyć na ocenie koncertu, prawda. Plus: w ROMIE to według jakiego klucza dobrano piosenki, skoro tam było mniej chaotycznie? Oraz: wykonanie miliona zadań przez jedną osobę to wada, czy zaleta, bo stwierdzenie, że Wocial śpiewa, projektuje program i reżyseruje brzmi kpiarsko i złośliwie. Widać nie wypada mieć więcej, niż jeden talent.

    • Gimbaza i darcie jap nie zaważyło na ocenie. Stwierdziłem fakt. Chociaż może powinienem odjąć punkcik, żebyś miał(a) rację. Obiecuję, że to przemyślę :D

      Klucz doboru piosenek nie miał znaczenia ani w Rampie, ani w Romie. Nie napisałem również, że w Romie było mniej chaotycznie. Szczerze zalecam zrozumienie tekstu.

      Natomiast to, jak odbierasz stwierdzenie, że „Wocial śpiewa, projektuje…” nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Możesz się z moją opinią nie zgadzać, masz prawo.

      • Ki Ki

        Tyle tylko że w momencie, gdy publikujesz recenzję, powinieneś liczyć się z tym, że przekonujesz albo zniechęcasz czytelników do tego koncertu. Jeśli piszesz coś tylko po to żeby napisać, bez konkretnego celu (argument za albo argument przeciw) w dodatku w taki sposób, jakby to była drwina, zostaje to jako drwina odebrane.

        • Nie publikuję recenzji. Zostawię to bardziej kompetentnym. Ja piszę co myślę, a czytający to mają dowolność interpretacji.

          Teraz na to wpadłem… Lepiej by pasował do tego przedstawienia tytuł „WociaLove”.

  • Inspirantka

    Dzięki za ten wpis. Planowałam pójść, a teraz…mam wątpliwość.

    • Być może ci się spodoba, nie wiem. My patrzymy przez pryzmat Romy, która wysoko zawiesiła poprzeczkę w tego typu przedstawieniach. Oprócz tego widzieliśmy też widowisko muzyczne na bazie Notre Dame (w Kongresowej) i WociaLove jest zdecydowanie najsłabsze.

      • Ki Ki

        Apropos tego, co mówiłam o wpływie na czytelników…
        PS. Trzeba jednak też pamiętać, że ROMA jest teatrem o wiele większym i bogatszym, niż Rampa. Spektakle trzeba oceniać ze względu na możliwości teatru. To trochę tak, jakby porównać niskobudżetowy film do hollywoodzkiej superprodukcji. Nie jest to do końca sprawiedliwe.

        • Umówmy się, że porównujemy WociaLove do Ale Musicale!.Nie poszczególne pełne musicale z Romy.
          Gdyby scenografia w Rampie miała rozmachu połowę (no, dobrze ćwierć) tego co przy Ale Musicale! to byłby pełen czad.

          • Ki Ki

            Ależ ja nie mówię o pełnych musicalach. Oczywiście, że miałam na myśli Ale Musicale! Wciąż jednak Roma ma gigantyczne możliwości w porównaniu z Rampą. Liczba obsady, budżet, wielkość sceny, strona techniczna, kostiumy, orkiestra. Wszystko jest większe w Romie.

  • Eliza Marciszewska

    Nie wiem
    czy udało się Panu osiągnąć cel; intencją była krytyka, natomiast przedstawione
    przez Pana zarzuty są niewątpliwie zaletami projektu. Pierwszy z nich –
    „trochę tego, trochę tamtego”. Posługując się
    metaforyczno-kulinarnym dowcipem, przedstawił Pan tytuły
    największych musicali, co w praktyce jest zachętą do obejrzenia spektaklu.
    Jestem przekonana, iż stając się posiadaczem rampowego biletu, zdawał Pan sobie
    sprawę, z tego, że wysłucha miłosnych hitów z różnych musicali. Zatem nie wiem
    skąd zaskoczenie i ten kuchenny sarkazm. Drugi zarzut – scenograficzny
    minimalizm. To nie gadżety teatralne, ale artyści, swoimi umiejętnościami,
    mieli za zadanie obudzić emocje. Jak słusznie Pan zauważył, na scenie
    znajdowało się również podium dla orkiestry. Większa ilość elementów
    dekoracyjnych wprowadziłaby wrażenie chaosu i zabrała potrzebną przestrzeń. To,
    że scena nie była zagracona i „nadźgana” ulepszyło odbiór zamysłu
    wokalistów i tancerzy. Nota bene, zadaniem tancerzy, w większości produkcji,
    jest ilustrowanie przedstawianych historii. Kolejny argument na „nie”
    – za dużo Jakuba Wociala. Minusem ma być to, że pomysłodawca projektu czynnie w
    nim uczestniczy… Świadomość, że osobiście przygotowywał plakat faktycznie
    przeszkadza w odbiorze spektaklu i negatywnie przekłada się na jego jakość…
    (Ironia, rzecz jasna) Ostatni zarzut odebrałam nieco osobiście, ponieważ
    zdarzyło się, iż sama „wydarłam japę”. Na premierze, podczas „I
    only want to say…” głośno krzyknęłam „brawo!”. Nie widzę w tym
    nic niestosownego ani szczeniackiego. Wiek gimnazjalny dawno mam za sobą, a
    siedzące blisko mnie osoby, znacznie starsze, reagowały równie żywiołowo. Nie
    każdy artysta potrafi tak poruszyć widownię. Jeśli ktoś wyraża się z
    dezaprobatą o wywoływanym przez niego aplauzie, to znaczy, że nie do końca
    zrozumiał czym i po co jest teatr. Artyści przekazują uczucia. Jeśli robią to
    perfekcyjnie, widzowie je odbierają i odsyłają z taką samą siłą. To jest
    reakcja zwrotna. Będąc na widowni, docenić i podziekować mogę tylko za pomocą
    oklasków, wydanego z siebie dźwięku lub wstając z miejsca. Jeśli podczas utworu
    obecne jest to wszystko – mówi to samo za siebie.

    • „Jestem przekonana, iż stając się posiadaczem rampowego biletu, zdawał Pan sobie sprawę, z tego, że wysłucha miłosnych hitów z różnych musicali. Zatem nie wiem skąd zaskoczenie i ten kuchenny sarkazm.”
      Wow… autentycznie zdawałem sobie z tego sprawę. Co gorsza- ja byłem tego w pełni świadomy. W związku z tym muszę cię rozczarować: nie było żadnego zaskoczenia repertuarem.

      „To nie gadżety teatralne, ale artyści, swoimi umiejętnościami, mieli za zadanie obudzić emocje.”
      Nie obudzili. Pewnie dlatego tak mi brakowało scenografii.

      „Minusem ma być to, że pomysłodawca projektu czynnie wnim uczestniczy…”
      Ileż ja bym dał, żebym on w tym czynnie uczestniczył. Wtedy oglądanie byłoby czystą przyjemnością. W praktyce Wocial ten spektakl przytłoczył swoją osobą. Nadmiar cukru może zepsuć każde ciastko.

      „Nie widzę w tym nic niestosownego ani szczeniackiego.”
      To, że czegoś nie widzisz, nie znaczy że takie nie jest. Chyba, że zakładasz iż jesteś nieomylna.

      „Będąc na widowni, docenić i podziekować mogę tylko za pomocą oklasków, wydanego z siebie dźwięku lub wstając z miejsca. Jeśli podczas utworu obecne jest to wszystko – mówi to samo za siebie.”
      Całym sercem jestem za docenianiem artystów oklaskami lub wstawania z miejsca w trakcie wykonywania utworu. To co miało miejsce na „moim” spektaklu nie było krzyknięciem „brawo”. Było żenującym wyciem i piszczeniem gówniażerii (jeśli nie wiekowej to na pewno mentalnej). Nie mam obowiązku się tym zachwycać.”

      • Eliza Marciszewska

        „Jestem przekonana, iż stając się posiadaczem rampowego biletu, zdawał Pan sobie sprawę, z tego, że wysłucha miłosnych hitów z różnych musicali. Zatem nie wiem skąd zaskoczenie i ten kuchenny sarkazm.”
        Wow… autentycznie zdawałem sobie z tego sprawę. Co gorsza- ja byłem tego w pełni świadomy. W związku z tym muszę cię rozczarować: nie było żadnego zaskoczenia repertuarem.

        Właśnie dlatego nie rozumiem tego z lekka kpiarskiego tonu odnośnie repertuaru.

        „To nie gadżety teatralne, ale artyści, swoimi umiejętnościami, mieli za zadanie obudzić emocje.”
        Nie obudzili. Pewnie dlatego tak mi brakowało scenografii.

        Czyli „scenograficzna kawa na ławę” by je obudziła. Ok.

        „Minusem ma być to, że pomysłodawca projektu czynnie wnim uczestniczy…”
        Ileż ja bym dał, żebym on w tym czynnie uczestniczył. Wtedy oglądanie byłoby czystą przyjemnością. W praktyce Wocial ten spektakl przytłoczył swoją osobą. Nadmiar cukru może zepsuć każde ciastko.

        Pozostając przy kulinarnej przenośni – danie „Za Dużo Wociala w Wocialu” jest dla mnie całkowicie nie do przełknięcia. Przecież to on był gospodarzem wieczoru. To jest jego show, do którego zaprosił gości. A to, że zajmował się reżyserią, scenariuszem i oprawą graficzną wyłącznie przemawia na jego korzyść i pokazuje, że mamy do czynienia z bardzo uzdolnionym człowiekiem.

        „Nie widzę w tym nic niestosownego ani szczeniackiego.”
        To, że czegoś nie widzisz, nie znaczy że takie nie jest. Chyba, że zakładasz iż jesteś nieomylna.

        Nie zakładam. Nie wyraziłam też ogólnego sądu. Zwyczajnie przedstawiłam własne zdanie.

        „Będąc na widowni, docenić i podziekować mogę tylko za pomocą oklasków, wydanego z siebie dźwięku lub wstając z miejsca. Jeśli podczas utworu obecne jest to wszystko – mówi to samo za siebie.”
        Całym sercem jestem za docenianiem artystów oklaskami lub wstawania z miejsca w trakcie wykonywania utworu. To co miało miejsce na „moim” spektaklu nie było krzyknięciem „brawo”. Było żenującym wyciem i piszczeniem gówniażerii (jeśli nie wiekowej to na pewno mentalnej). Nie mam obowiązku się tym zachwycać.”

        Oczywiście, że może Pan preferować bardziej wyrafinowane formy zachwytu. Natomiast nie może Pan zaprzeczyć, iż te wszystkie piski, głośne okrzyki etc., są wyrazem ogromnego podziwu wykonawcy. Entuzjastycznie reagująca publiczność zawsze będzie, dla każdego spektaklu, dużym plusem.

        • „Właśnie dlatego nie rozumiem tego z lekka kpiarskiego tonu odnośnie repertuaru.”
          Dobrze, że nie rozumiesz bo go tam nie ma:) Bardziej łopatologicznie: fajne (w oryginale) składniki zostały wrzucone do jednego kotła, wymieszane i wyszła niestrawna zupa. Tyle.

          „Czyli „scenograficzna kawa na ławę” by je obudziła. Ok”
          Najlepsze wykonanie wieczoru „I only want to say” (śpiewał oczywiście Ten, Którego Imienia Nie Będę Wymawiał) miało nawet jakąś scenografię. Brzmiało całkiem OK (na tle pozostałych).

          Dla porównania ten sam utwór w Romie wykonywany przez Janusza Krucińskiego: on w snopie światła i kompletnie pusta scena. Kiedy zaśpiewał, nie było potrzeba nic więcej.
          Więc nie jest tak, że w Romie to są warunki, sprzęt ble ble ble… „Robić szoł to cza umić”

          „Przecież to on był gospodarzem wieczoru. To jest jego show, do którego zaprosił gości”
          Być gospodarzem wieczoru, a przytłoczyć wieczór swoją osobą to nie jest to samo. Przecież mógł jeszcze bilety sprawdzać. Zapewne poszło by mu śpiewająco:)

          „Natomiast nie może Pan zaprzeczyć, iż te wszystkie piski, głośne okrzyki etc., są wyrazem ogromnego podziwu wykonawcy”
          No jasne:) Również w filmach porno wszystkie piski i okrzyki kobiet są wyrazem ogromnego podziwu dla wykonawcy;) Oczywiście szczerego podziwu;)

          Że też tak trudno jest odróżnić zachwyt od żenady…

          • Ki Ki

            A propos tych pisków… Zarówno w Romie jak i w teatrach musicalowych w Niemczech, Austrii czy na Węgrzech piski i oklaski są normą. Że o normalnych, regularnych koncertach nie wspomnę. Tak się po prostu pokazuje, że spektakl nie tylko zasłużył na standardowe brawa, ale zachwycił. I nikt nigdy nie bierze tego za żenadę.

          • Miałem w Romie chyba to szczęście, że trafiałem na zachowania nie będące normą:)

            Nawet jeśli przyjąć założenie, że piski i dzikie wycie jako dowód na to, że dany spektakl wybitnie się podobał, nie są niczym złym, to mówimy o zachowaniu PO ZAKOŃCZENIU SPEKTAKLU, a nie W TRAKCIE średniego utworu. Rozumiem burzę braw w trakcie wykonywania piosenki. Zajebistą burzę braw. Ale nie piski jak na festynie w Nasielsku (sorry Nasielsk, nic osobistego) :)

            Na tym konkretnym przedstawieniu wyła ta sama grupa osób przy różnych utworach. Zagadka:
            a) aż tyle wykonań ich zachwyciło
            b) mają tak niskie oczekiwania artystyczne, że byle co im robiło kisiel w majtałach
            c) zachowywali się jak idioci

            Proponuję zwrócić uwagę końcowy fragment mojego wpisu. Przypomnę: „(…)wytrwaliśmy do końca. Jednak byli tacy, co wyszli w trakcie przerwy.”

            NIGDY (a trochę już w swoim życiu widziałem) widzowie nie wychodzili w trakcie trwania spektaklu. Przypadek?

          • Ki Ki

            No cóż, ja niestety trafiam na wychodzących widzów dość często. Przypuszczam, że klucz tkwi w tym, że niektórzy nie sprawdzają, czy spektakl na który idą wpisuje się w lubiane przez nich konwencje.
            Jeszcze co do pisków: ciężko mi już w tym momencie stwierdzić z kim miałeś do czynienia, ale siedząc od lat w fandomie polskich musicali mogę powiedzieć, że stali widzowie łączą się często w grupki znajomych, które piskami i aplauzem wspierają ulubionych artystów. I są to ludzkowie naprawdę w różnym wieku. Czytam też wiele niesamowicie pozytywnych opinii o MusicaLOVE. Są różne gusta – niby każdy o tym wie. Może trafiłeś akurat na grupę, którą koncert naprawdę zachwycił.

  • Jakub Wocial

    Witam, mam zamiar napisac jedna rzecz i drugi raz tutaj nie zagladac:)

    Co do rozmachu projektu WociaLOVE w porownaniu do ALE MUSICALE, etc. Moj drogi Panie, otoz wedlug mnie nie ma nic przyjemniejszego niz pojsc do Teatru i uruchomic swoja wyobraznie, moc z niej skorzystac i czuc sie wciagnietym w to, czym jest TEATR. Wszystkie inne rzeczy, o ktorych pisze Pan w odpowiedzi na wpisy innych osob uznaje za tak plytkie i po prostu glupie, ze nie ma sensu tego komentowac. Jest Pan jedna z tych osob, ktore wszedzie byly, wszystko widzialy i wiedza zawsze najlepiej. Takie osoby znam i nastepnym razem jak sie bedziecie wybierali do Rampy na ktorys z projektow to prosze o maila, zrobimy ilustracje i puscimy confeti.

    „Gdyby scenografia w Rampie miała rozmachu połowę (no, dobrze ćwierć) tego co przy Ale Musicale! to byłby pełen czad.” – Po co chodzisz czlowieku do Teatru! Wlacz YouTube i ogladaj zachodnie produkcje, bo tam jest prawdziwy rozmach. W Polsce jest niestety, ale produkowane wszystko dla takich ludzi jak Pan, bez gustu, wazne aby bylo kolorowo i „bogato”:)

    • Sam twórca się wypowiedział- Jakub Wocial… Czuję się zaszczycony. Nie mogę uwierzyć, że tak ważna persona odpowiada na krytykę (chyba jedną z niewielu lub jedyną), bo poza suchymi informacjami prasowymi „internety” się specjalnie nie szaleją z informacjami na temat przedstawienia.

      „wedlug mnie nie ma nic przyjemniejszego niz pojsc do Teatru i uruchomic swoja wyobraznie, moc z niej skorzystac i czuc sie wciagnietym w to, czym jest TEATR”
      Coś musi być impulsem do uruchomienia tej wyobraźni. Chociażby znikomym. (vide śpiew Krucińskiego- BEZ SCENOGRAFII. Poczułem czym jest teatr, autentycznie)

      Trzymam za słowo, że drugi raz się tutaj nie zobaczymy, jakoś bez żalu z mojej strony.

      P.S. Polecam wcisnąć swój wentylek i spuścić trochę powietrza z własnego ego, bo się nadmuchało strasznie :|.

      • Ki Ki

        Nie wierz tak łatwo, to internety ;) Jakiś komentator uznał, że Wocial się wypowiedział i od razu wierzysz. To nie styl pisania Wociala, wystarczy zajrzeć na jego oficjalną stronę i porównać.

        • W internetach łatwo człowieka zmylić- niestety uległaś złudzeniu. Na 99,99% autorem jest Dżejkob. Świadczą o tym pewne dane widoczne w panelu administracyjnym Disqusa, których nie wypada upubliczniać. A styl pisania można zastosować dowolny.

          Kawałek z JCh zaśpiewał fajnie. Powtarzam, że to była najlepsza partia w całym przedstawieniu. Co nie znaczy, że mi to, pisząc obrazowo, dupę urwało.

          Być może on ją wykonuje obłędnie, nie wiem, nie znam się na tyle żeby oceniać aspekty techniczne. Mogę się wypowiadać na zasadzie podoba się/nie podoba. Moim zdaniem „pojedynek” Kruciński vs. Wocial wygrywa ten pierwszy z powodu charyzmy. Na nieszczęście dla „artysty Wociala” charyzmy nie da się nauczyć, kupić, albo odziedziczyć w spadku. Takie życie, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

          Drugi może być bezkonkurencyjny w pompowaniu własnego ego. Tu nie tylko Kruciński, ale wielu innych artystów, mu do pięt nie sięga.

    • Christelle Rimbal

      Netykietyka przyjmuje, żeby się zwracać na „ty”, więc nie będę tu paniować ;) Jakubie, chyba zadęcie Ci rozum odebrało. Serio myślisz, że Cię znów odwiedzimy w Rampie? Specyficzne poczucie humoru! :D Ale do sedna. Jak zdesperowanym trzeba być, żeby atakować potencjalnego widza (więc pośredniego chlebodawcę)? Jak zdesperowanym trzeba być, by kolegów z branży (występujących w Romie) poniżać twierdząc, że występują w produkcjach dla ludzi bez gustu? Teraz hipotetycznie: wybieramy się do Teatru Roma na spektakl w którym występujesz Ty (przecież tam grywasz:)). Co sądzić:
      1. Ty jesteś bez gustu bo występujesz w tandecie?
      2. Widz jest bez gustu bo ogląda Ciebie w tandecie?
      3. Oklaskiwać na koniec czy wygwizdać?

      I ostatnia rzecz na koniec. W kwietniu ruszają castingi do Mamma Mia, wybierasz się? :)
      Pokory na przyszłość życzę. Przed Tobą jeszcze wiele lekcji, zarówno życiowych jak i teatralnych.

      • Ki Ki

        To nie Wocial. On ma zupełnie inny styl pisania. Wystarczy poczytać wpisy na jego oficjalnej stronie.

        • Christelle Rimbal

          Jasne :) Obsługa techniczna spłodziła następujące zdanie: „Takie osoby znam i nastepnym razem jak sie bedziecie wybierali do Rampy na ktorys z projektow to prosze o maila, zrobimy ilustracje i puscimy confeti.” Zaletą Internetów jest to, że nikt nie jest anonimowy, nawet jeśli wchodzi jako Guest ;) Przynajmniej masz okazję poznać inne oblicze Jakuba W :) Styl inny, bo się zagotował…

          • Btw. Jakub Wocial w Teatrze Roma nie gra już od dawna, więc tu odrobina ignorancji się wkradła.

          • Christelle Rimbal

            Na Boga! Rozumiem, że fanki poczuły się urażone, ale doprawdy nie pogrążajcie się… A co z Upiorem wystawianym gościnnie w Białymstoku? To, że nie gra na deskach Romy, nie oznacza że nie występuje w tych produkcjach „bez gustu”.

          • Fanki? Jakuba Wociala nie widziałam nigdy w żadnej roli, nie złożyło się – nie mieszkam w Warszawie. Jak mogę być więc jego fanką? Po prostu się trochę orientuję w sprawie i tyle.
            Do widzeenia, bo z kolei ja widzę tu kółko wzajemnej adoracji psychoantyfanów – z takimi nie można normalnie dyskutować ;)

          • Na przyszłość zorientuj się w sprawie więcej niż „trochę”, bo jak widzisz „trochę” to za mało żeby prowadzić dyskusję. Lub zastosuj zasadę „wiem co piszę, a nie piszę co wiem”- jak ci będzie wygodniej.

            Do widzenia. Nie będę już musiał cenzurować twoich bredni.

      • Christelle Rimbal

        No to mam odpowiedź na zapytanie: Jakub się nie wybiera na castingi :) Roma właśnie opublikowała listy. Przynajmniej jest konsekwentny, zamiast grywać w chłamie dla pospólstwa będzie uskuteczniał własne produkcje wysokich lotów ;)