Hej… kto mi zrobi logo (na bloga)?

Bliższy niż dalszy jest dzień, że i ja gromkim głosem zakrzyknę „kto mi zrobi logo na bloga”??? Co gorsza będę w stanie za to zapłacić:) Na razie odkładam to na półkę z napisem „marzy mi się”, co nie znaczy że nie mogę podglądać co w trawie piszczy. Oczywiście głównie chodzi o budżet, bo ile osób tyle stawek i dobrze by było się chociaż w przybliżeniu orientować ile grosiwa wyparuje z kieszeni.

W pełni rozumiem grafików, którzy rzygają „ofertami” od klientów za nędzny grosz, albo i taniej. Za każdą pracę należy godziwe wynagrodzenie, które z reguły jest kompromisem budżetowym dwóch stron. Co w przypadku, kiedy składając zapytanie klient nie kończy żenującym „mam na to 50 PLN”? Logika podpowiada, że dla klienta na pierwszym miejscu nie jest minimalizacja kosztów i wydupczenie twórcy tylko otrzymanie usługi zgodnej z jego wymaganiami. Czy aby na pewno?

Dzisiejszy, sobotni poranek, zupełnym przypadkiem, pozwolił mi uzupełnić wiedzę o podejściu grafików do zapytań klientów. Dlatego z przyjemnością ustosunkuję się do pewnej sytuacji, z którą się spotkałem. Ponieważ o grafice komputerowej nie mam żadnego pojęcia, co więcej- jestem artystycznym beztalenciem przyjmę dwa założenia, które pozwolą bardzo jasno określić mój punkt widzenia i jednocześnie odbiorą oszołomom przynajmniej część argumentów do dyskusji:

kto mi zrobi logo1. na całą sytuację patrzę z punktu widzenia potencjalnego klienta w niedalekiej przyszłości. Ponieważ w handlu (po stronie szeroko rozumianego „sprzedawcy”) siedzę ponad 15 lat, to zakładam, że wiem jak rozmawiać z klientami (bez znaczenia czy chcą kupić towar, czy usługę)
2. nie mając żadnych kompetencji w ocenie doświadczenia wypowiadających się potencjalnych zleceniobiorców, zakładam, że każdy z nich posiada umiejętności w pełni wystarczające do wykonania zleconej pracy.

Prześledźmy więc zapytanie klienta dysponującego budżetem X oraz reakcję potencjalnych wykonawców zlecenia.

KLIENT PYTA

Zlecę wykonanie logotypu dla blogu. Szukam grafika, który potrafi zaprojektować logo, oddające klimat i charakter tego miejsca, najchętniej zaś, mającego w dorobku takie właśnie prace, wykonywane dla blogerów. Bo blog to specyficzna marka.

Zapytanie jakich wiele… Klient w kilku słowach zajawia temat, bez zbędnego wchodzenia w szczegóły. Jedyna preferencja (ale nie wymóg- co istotne), to osoby mogące się pochwalić opracowaniem logotypu dla bloga. Czy takie stosowanie takich kryteriów jest uzasadnione? Nie wiem i w zasadzie nie ma to najmniejszego znaczenia. Klient zgłaszając się z jakimkolwiek zapytaniem do kogokolwiek ma prawo swoje oczekiwania opisać jakkolwiek (aczkolwiek kulturalnie). Klient może być głupi i może być ignorantem. Profesjonaliści są od tego, żeby doradzić, a przede wszystkim żeby potrafili przekonwertować myśli klienta na język zrozumiały dla siebie. Jednak profesjonalista charakteryzuje się przede wszystkim tym, że nie da klientowi nawet odrobiny sugestii iż ten jest nieogarnięty.

KLIENT DOPRECYZOWUJE

Drodzy graficy – cieszę się z Waszego zainteresowania tym zleceniem, ale bardzo proszę o kontakt przede wszystkim tych z Was, którzy mają doświadczenie w projektowaniu znaków identyfikacyjnych dla BLOGÓW i mogą się nim wykazać. Nie dla firm, nie dla marek, choćby najsłynniejszych, ale dla blogów.

Powyższe jednoznacznie wskazuje, że klient z jakiegoś, tylko jemu znanego powodu, chce skorzystać z usług osoby (lub firmy) z takim a nie innym doświadczeniem. Jak wcześniej pisałem- bez znaczenia, czy ma to sens. Jego wola i nie pozostaje nic innego jak tylko to uszanować, nawet jeżeli się z tym ktoś nie zgadza.

GRAFICY ODPOWIADAJĄ

Z informacji przekazanych wcześniej przez klienta można łatwo wywnioskować, że będzie to osoba o „twardej” osobowości, która oprócz swojej własnej wizji (na potrzeby tekstu nadajmy jej parametr <niestety>), ma również pieniądze (<na szczęście>). Pole manewru bardzo nam się zawęża, bo albo decydujemy się na podjęcie rozmów i ewentualną współpracę po dogadaniu szczegółów, albo użeranie się z takim klientem mamy głęboko w dupie i mimo wizji zarobku wybieramy spokój. W zasadzie oba wyjścia są dobre, kwestia podejścia.

GRAFIK 1: wrzuca jakąś paintową grafikę. Chcę wierzyć, że nie miała ona służyć zaprezentowaniu swojego portfolio:)

Opcje są dwie: jest to jego własna praca, którą się chwali lub manifestuje w ten sposób lekceważące podejście do potencjalnego klienta, nie podejmując przy tym żadnego dialogu. Prawdopodobnie zirytowało go kryterium doświadczenia w pracy dla blogosfery i skoro nie ma takich dokonań postanawia „dojebać” komuś, kto jest w stanie mu zapłacić za wykonaną pracę. Wybitnie profesjonalne podejście, jestem pod wrażeniem…

GRAFIK 2:

Mamy do czynienia z jakimś branżowym mentorem, który odkrywczo stwierdza:

logo może być dobre albo złe, ładne albo brzydkie nie ma znaczenia czy to blog czy papier toaletowy

„Brawo Jasiu”… Dla ciebie może i nie ma znaczenia, ale pomijasz jeden drobny szczegół: to klient przychodzi do ciebie, więc nie zaczynaj rozmowy z pozycji „cfaniaka”. Zanotuj w baniaku, że właśnie porównałeś biznes klienta do papieru toaletowego. Zmuś się do wysiłku intelektualnego i odpowiedz sobie na pytanie, czy chciałbyś dalej rozmawiać z takim grafikiem? Z mojej strony, jako potencjalnego zleceniodawcy, masz pewność że nie skorzystam z twoich usług. Przez brak szacunku dla klientów.

Idźmy dalej w gąszcz zwierzeń profesjonalistów…

GRAFIK 3:

Pańskim mniemaniem nie nadaje się on do tego zadania? Jak dla mnie to kompletnie bez sensu

Dobry człowieku… Oświeć mnie jak chcesz zwizualizować pomysł klienta skoro nie zadałeś sobie nawet trudu dokładnego zapoznania się z jego zapytaniem. Otóż pokazuję i objaśniam, że klient bardzo wyraźnie napisał „najchętniej zaś, mającego w dorobku takie właśnie prace”. Kluczem tutaj jest słowo NAJCHĘTNIEJ, które wskazuje preferencje klienta, a nie wskazuje warunek sine qua non, do wykonania zadania. Masz więc pierwszego minusa… Potem śmiesz stwierdzić na forum publicznym, że wymaganie klienta „jest kompletnie bez sensu”. Kim ty właściwie jesteś? Swego rodzaju biznesmenem, który wchodzi w relację z klientem celem monetyzacji swoich umiejętności czy człowiekiem bez grama kultury biznesowej mającym w dupie podstawy etyki w biznesie? Nie wiem skąd czerpiesz wiedzę na temat podejścia do klienta, ale jeśli ktoś cię tego uczył to bredził. Możesz zasugerować w korespondencji z klientem, że są inne rozwiązania, przedstawić korzyści płynące z ich zastosowania… i tak dalej, ale nie krytykować na fejsie. Zaśmierdziało zwykłą głupotą. Wybacz, ale współpraca z tobą jest kompletnie bez sensu. Wolę sobie oszczędzić przeczytania, że bredzę w momencie kiedy mamy nawiązać relację czysto biznesową.

Jak bumerang wraca jeden z bohaterów, GRAFIK 1:

kreatywnosc a nie doswiadczenie panie marku

Zwątpiłem, czy na pewno jest grafikiem… Jednak nadzieja umiera ostatnia, więc potraktuję to jako małe potknięcie i chęć zaistnienia;) Teraz wiem, że wszystkie ogłoszenia „grafika z doświadczeniem” są bez sensu, bo powinno się pisać „kreatywnego grafika”. Kreatywny to i ja jestem;)

Wśród potoku bezsensownych argumentów artystów po raz kolejny uaktywnił się klient. Zdziwiło mnie, że tak późno, bo ja bym chyba tyle nie wytrzymał, żeby czytać stek bzdur od osób, które dzięki mnie mogą przytulić kilka groszy. Podkreślić należy, że do tej chwili klient poza określeniem swoich oczekiwań nie napisał absolutnie niczego co uprawniałoby kogokolwiek do reakcji „zaczepnej”. Jak widać grafik nie potrzebuje pretekstu. Skoro jest specem, to może się wymądrzać od początku.

KLIENT OKREŚLA „WHO IS WHO” W TYM UKŁADZIE

ja płacę, a więc to ja wybieram wykonawcę i ja ustalam kryteria wyboru

To raz na zawsze powinno zamknąć dzioby tym, którym taki układ nie odpowiada. Jeżeli nie pasuje to należałoby zastosować najprostsze rozwiązanie „morda w kubeł, nie bulgotać”, chociażby po to, żeby się nie ośmieszać. No ale gdzież tam… Mimo, że do tej pory potencjalni zleceniobiorcy zdążyli się obsrać po dziurki w nosie to bohatersko w dalszym ciągu robią pod siebie.

GRAFIK 2 postanawia po raz kolejny wykazać się wyczuciem sytuacji i obyciem biznesowym. Skoro już porównał biznes (bloga) do papieru toaletowego to pokusił się o kolejną garść porad z dupy:

warto jeszcze zmienić layout tego miejsca ponieważ blog to specyficzne miejsce i powinien posiadać atrakcyjny wygląd

Cóż… warto zmienić mózg…

GRAFICY WCIĄŻ „ODPOWIADAJĄ”…

GRAFIK 3 wkleja suchara, a GRAFIK 2 jest nim zachwycony. Gratuluję dobrego samopoczucia. Kultura biznesowa spod Słomczyna (nic osobistego Słomczyn) :)

YouTube Preview Image

Następnie aktywizuje się GRAFIK 4 zamieszczając kolejnego, podobno humorystycznego i żartobliwego tekściora

Ustalmy drugie: To my decydujemy czy chcemy pracować dla danej osoby…

Problem w tym, że dotychczasowa polemika wygląda dokładnie tak jak napisał: to graficy łaskawie zaszczycają klienta przyjęciem jego zlecenia. Nie omieszkując przy tym publicznie krytykować. Zobaczymy jak daleko taki grafik zajedzie na swoim decydowaniu.

Żeby dodać drobinę słońca do tej sytuacji oddać trzeba, że wśród lawiny głupot był głos rozsądku.

ROZSĄDNY PIERWSZY (I JEDYNY) wykazał się taktem i nawet jeśli uznał prośbę klienta za tą z gatunku „debilnych” to ani przez chwilę nie dał odczuć, że tak jest

Pan chce logo od kogoś kto robi blogi, to chce i koniec. Ma do tego prawo i niekoniecznie musi dyskutować na ten temat z niezadowolonymi grafikami.  Nie chce ktoś takiego szufladkowania, to nie wysyła oferty. Proste.

Cieszy, że ktoś potrafił logicznie pomyśleć, bo jak widać nie od wszystkich można tego wymagać. Jednak to nie koniec tej historii…

GRAFIK 4 nie odpuszcza…

I nie nie proste – bo ma ([domyślam, się że druga strona] przyp. YOeLL)  też prawo wypowiedzi, z którego skorzystali i nie byli w tym nieuprzejmi.

Chylę czoła, bo grubo poleciał.  Odświeżając mu pamięć ponownie przytoczę wypowiedzi:
– nie ma znaczenia czy to blog czy papier toaletowy
– jak dla mnie to kompletnie bez sensu
i kilka innych, które zdaniem GRAFIKA 4 nie są żadnymi nieuprzejmościami w stosunku do potencjalnego klienta. W takim razie proponuję mu zastosować te zawroty w praktyce przy korespondencji z poważnym partnerem biznesowym. Okaże się jak bardzo są uprzejme.  Może od razu niech nazwie klienta głupcem i ignorantem. Toż to przecież same komplementy.

Dzieje się dalej… GRAFIK 6:

Panie Marku, grafikom chodzi o to, aby Pana wyedukować.

Edukować klienta można, a nawet należy. Jednak nie na forum publicznym i nie w taki sposób. Bycie bardzo dobrym grafikiem nie gwarantuje bycia bardzo dobrym pedagogiem. A dokładnie z taką sytuacją mamy tutaj do czynienia.

Najbardziej zaskakujący komentarz pochodzi jednak od osoby z, jak sama twierdzi, dużym doświadczeniem.

GRAFIK 7 przemawia:

Od dwuziestu lat tworzę logotypy, każdy typ klienta już przerabiałam, ale bardzo jestem ciekawa, kogo Pan Marek wybierze i co z tego wyboru wyniknie? Może jakiś przełom w designie?;)

Pan Marek wybrał FIRMĘ. W świetle tej decyzji powyższy komentarz jest co najmniej drwiną a także wyprzedzającym deprecjonowaniem umiejętności oraz doświadczenia firmy, która, mam nadzieję, wykona zamówioną usługę. No bo co może wyjść ze współpracy TAKIEGO klienta z TAKĄ firmą, która się tego podejmie. Jak na 20 lat w biznesie to jest strzał w stopę, i to z grubej rury.

PODSUMOWANIE:

Co stracił klient:
– prawdopodobnie, któryś z wypowiadających się gwiazdorów przedstawiłby megaciekawy pomysł. Może lepszy niż wybrana firma, może gorszy- tego się nie dowiemy. Ryzyko jest zawsze, a ktoś musi z rywalizacji odpaść. Lub zrezygnować dobrowolnie.

Co zyskał klient:
– zleceniobiorcę, który jest w stanie zaprojektować logotyp, a jednocześnie wzbudził takie zaufanie klienta, że ten zdecydował się mu powierzyć swój budżet. Niezmiernie istotną kwestią jest świadomość klienta (każdego), że obsługująca go osoba jest dla niego partnerem w projekcie, a nie nadętym bubkiem, który publicznie krytykuje jego pomysł.

Teraz najważniejsze:) CO ZYSKAŁEM JA? Bo przecież nie piszę tego dla wiary w ideały :)

Zyskałem listę osób, który wykazały się skrajnym nieprofesjonalizmem w kontaktach z niepozyskanym jeszcze klientem i elementarnymi brakami w kulturze biznesowej. Wniosek z tego jest prosty: Graficy 1-7 nie muszą się kłopotać, że będę chciał kiedykolwiek korzystać z ich usług. Oczywiście mogą mi odpowiedzieć: i tak bym z tobą baranie nie chciał współpracować.

Więc zapamiętaj: jak zaproponuję współpracę to odmówisz. Póki to nie nastąpi fakty są takie, że ja nie chcę twoich usług. Podziękuj za to sobie samemu.

Gratis dorzucę zapewnienie, że jeżeli ktoś kiedyś mnie spyta czy słyszałem o kumatym grafiku, możesz mieć pewność że o tobie nie wspomnę. Po prostu przemilczę żenadę. A smród i tak będzie się jakiś czas unosił…

Pomyśleć, że milczenie jest złotem. Może raczej „złotym”, lub większą ilością złotych w dłuższej perspektywie… Trzeba tylko wiedzieć kiedy zamilknąć, a to jest wielka sztuka której wielu nigdy nie posiądzie.

Photo credit: Richard Holt® / Foter / CC BY-NC-ND &  CHRISSPdotCOM / Foter / CC BY-NC

Author: YOeLL

Share This Post On
  • Z takim podejściem jak mają Panowie Graficy z tego wpisu, to życzę powodzenia :-)

  • Zadałam bardzo proste pytanie „czym charakteryzuje się logo dla bloga” uznałam, że kryje się za tym zupełnie inna potrzeba. Bo dla grafika logo: dla bloga, firmy czy maści na ból dupy — nie ma to znaczenia. A że klient się nie zna, więc w sposób niesprecyzowany określa jakąś swoją potrzebę.Ogłoszeniodawca nie raczył na pytanie odpowiedzieć. Czy to jest kultura w biznesie? Raczej nie. Czego się dowiedziałam? Że ogłoszeniodawca lubi trollować i tracić czas na nic wnoszącą pyskówkę. Interlokutorzy go nie posłuchają i mają jego racje gdzieś, ponieważ dwie strony mówią zupełnie innymi językami, i mimo, że ogłoszeniodawca rzekomo zdaje sobie z tego sprawę to idzie w zaparte by udowodnić swoje racje. Ktoś tu ma widać dużo czasu wolnego…

  • Widuję wiele takich sytuacji na fejsie. Nie tylko z udziałem grafików. Wrzucenie gdzieś oferty pracy, to narażanie się na pyskówki, trolling i niewybredne komentarze na temat parametrów oferty. Wygląda to tak, jakby na kogoś z kasą do wydania rzucali się z pretensjami wszyscy ci, którzy nie mogą tej kasy z jakiegoś powodu zgarnąć.

    • A potem narzekają, że nie ma pracy, że ich nie stać itp. Paranoja jakaś :-/

    • Na istotę tego problemu składają się dwa zjawiska.
      Pierwsze, to niewiedza klienta. I w tym akurat nie można upatrywać złego. Klient ma prawo nie wiedzieć, nie znać się, nie rozumieć i nie używać słownictwa przynależnego dziedzinie w której zadaje pytanie lub szuka wykonawcy.
      Klient ma prawo, a nawet obowiązek, własnymi słowami określić swoje potrzeby.

      Drugie to reakcja ludzi mających niezbędne doświadczenie i wiedzę. Ci starają się zwykle tłumaczyć błędy w rozumowaniu klienta, czasem podpowiadają, często dopytują o detale. Bo wiedzą o co pytać, niezależnie do tego, jak rzecz nazwał klient (przypominam, nieznający się.)

      Na styku tych dwóch postaw następuje tarcie.
      Zwykle klient na pytania lub podpowiedzi, reaguje agresją. A agresja rodzi agresję. Rodzi się więc pyskówka, w której co rusz pada sławetne ‚jestem klientem więc wiem lepiej i mam rację’.

      A potem… potem pada coraz więcej i więcej obraźliwych słów.

      Pół biedy, gdy z tego fermentu urodzi się udana współpraca z kimś, a co za tym idzie, w świat pójdzie coś wartościowego.
      Tu jednak wyszedł zwyczajny gniot. Niestety.

      • Konradzie. Oczywiście, że rolą grafików jest dopytać klienta. Oczywiście, że dobrze, gdy edukują klientów. Sęk w tym, że edukowanie przez obrażanie jest słabe. Chcieli edukowac? Chwała bohatyrom! Tyle że przy okazji – Na pohybel idiotom! Bo metoda, którą przyjęli, była nieskuteczna i musiała taka być.
        A przy okazji – co do efektu końcowego, bo – jak rozumiem – gniotem nazywasz nowe logo Zapisków Wkurzających. Ja bym go gniotem nie nazwał. A gdybym chciał to zrobić, to jednak próbowałbym to uzasadnić, a nie tylko rzucić obelgą. Niezależnie od tego, jakie zarzuty wobec tego logotypu sformułują graficy, zwłaszcza ci odrzuceni, to moim zdaniem ono po prostu pasuje do tamtego miejsca. Sam lubię np. minimalizm w projektach, ale tam byłoby to nie na miejscu. Efekt końcowy pracy projektantki wskazuje na to, że odrobiła pracę domową: poczytała teksty na blogu, wyczuła klimat i charakter autora, sprawdziła, jak on wygląda :) Wiem, że autor rozważał napisanie do mnie w sprawie logo. I dobrze, że tego nie zrobił, bo ja bym mu pewnie takiego projektu nie zaproponował. No, dobra. Chociaż kasy szkoda :)

        • gniot
          utwór literacki, film, sztuka itp. bez żadnych wartości artystycznych, wywołujący znużenie odbiorcy; szmira

          Po więcej, zapraszam piętro wyżej.

          • Hejter
            (ang. „hater”) Zazdrosny koleś który nie potrafi cieszyć się sukcesem
            kogoś innego, dlatego próbuje wytknąć w nim wszystkie możliwe wady.

            (żródło: Miejski słownik slangu i mowy potocznej)

          • Ja wyraziłem opinię o rzeczy, utworze. Rzeczy która może być wykonana wyśmienicie, dobrze, źle, starannie lub byle jak.

            Ty usiłujesz zaatakować osobę.

            Więc kto tu jest hejterem?

          • Postawmy pytanie inaczej: co chciałeś osiągnąć, wyrażając tę opinię? Czy liczyłeś na to, że ja powiem „ojej, jakie fatalne to logo, padam na kolana i wracam na Facebooka, może graficy dadzą się przebłagać i któryś znajdzie wolną chwilę, by zrobić mi coś porządnego”? Oczywiście nie, bo doskonale wiesz, że jestem z projektu i wykonania zadowolony. Po co zatem w ogóle zabierasz głos na temat tego loga? Nie podoba Ci się – OK, nie chwal, milcz po prostu.

            Ale nie – „trzeba” skrytykować, dokopać, zniechęcić, zepsuć satysfakcję. Co zresztą się nie uda. Podtrzymuję swoją opinię, że Twoja wypowiedź to klasyczny hejt. Ja zresztą doskonale wiedziałem, że jakiś się pojawi, bo przecież pewne środowiska byłyby chore, gdyby komuś spoza nich coś się udało.

            Zresztą, gdybyś nie był hejterem, pewnie wyraziłbyś swoją opinię nie tutaj, ale u mnie. Ale doskonale wiesz, że nie powisiałaby tam nawet minuty, o ile byłbym online w chwili jej wysłania.

          • W przeciwieństwie do Ciebie, atakującego mnie personalnie, ja wyrażam opinię o rzeczy. A rzeczy to mają w zwyczaju, że jednym się podobają a innym nie. I nikt z tego tytułu szat nie drze.

            Nie znam Cię, nie zamierzam poznawać, w związku z tym, nie interesuje mnie to z czego i dlaczego jesteś zadowolony.

            Nie, nie wyraziłbym opinii u Ciebie.

            Powód jest prosty, zajrzałem na Twojego bloga raz czy dwa. Więcej wizyt nie będzie, bo Twoje pisanie, ujmując to eufemistycznie, zwyczajnie do mnie nie przemawia.

            Nie musisz odpowiadać, dalszą dyskusję uważam za bezcelową.

          • Więc daj sobie, chłopie, spokój i na przyszłość nie krytykuj więcej cudzych rzeczy, które w ogóle nie powinny Cię obchodzić.

          • Niezależnie od tego jak bardzo się spienisz, niezależnie od tego, jak bardzo będziesz usiłował mnie opluwać, Twój gniot pozostanie GNIOTEM.

            Być może umiesz kupić najtaniej, ale kupić dobrze – nie potrafisz.
            eot

          • No, gniota mam tak strasznego, że znajomi blogerzy proszą mnie o namiary jego autorki, bo też chcą mieć udane logo.

            Chyba już wiem, dlaczego Twój awatar przedstawia człowieka bez głowy.

      • Przeczytałem twój komentarz 3 razy zanim zdecydowałem się odpisać. I przyznam, że pewnych kwestii nie rozumiem. Szczególnie stwierdzenia, że „zwykle klient na pytania lub podpowiedzi, reaguje agresją”. Skąd taki wniosek?

        Siedzę trochę w sprzedaży i nie utkwił mi w pamięci klient, który by negatywnie zareagował na badanie potrzeb i chęć uzupełnienia wiedzy przez dostawcę towaru/usługi. Tylko po to, żeby mu zaproponować rozwiązanie dopasowane do jego oczekiwań. Chyba, że ktoś to pyta „na odpierdol się”- wtedy pewnie taka sytuacja jest możliwa, ale na szczęście nie doświadczyłem.

        W tej konkretnej sytuacji graficy NIE PYTALI, NIE PODPOWIADALI, NIE TŁUMACZYLI. Klient faktycznie WIEDZIAŁ LEPIEJ komu (pod kątem doświadczenia) chce zlecić pracę. A graficy przyjęli, dla mnie nieakceptowalny, punkt widzenia: wymagania klienta SĄ BEZ SENSU. Finalnie jeden z nich jest bez kasy. #takgraficyzarabiajo

        „Tu jednak wyszedł zwyczajny gniot”

        Jesteś Mistrzem Argumentacji oraz Guru OpinioTFUrczości :/ Ciężko mi z tym absurdem dyskutować.

        • Miałem wątpliwą przyjemność obserwować tę dyskusję na żywo.
          O tym czego zabrakło w wymianie zdań możnaby napisać referat lub przeprowadzić szkolenie zarówno dla klientów jak i wykonawców.

          Przykro mi, nie prowadzę darmowych szkoleń z projektowania. Nie zajmuję się również darmowym recenzowaniem cudzych projektów.

          Jeśli jednak chcesz obiektywnie porównać – poszukaj w sieci karykatur twarzy Charlie Chaplina czy Groucho Marxa. Porównaj. Wtedy zrozumiesz, że to co otrzymał wkurzony, jest marną imitacją wcześniej wspomnianych.

  • Zgadzam się w 100% a nawet w 110% :)

  • zauważyłam, że ludzie pracujący w branży kreatywnej chorują na niesamowity ból dupy ;) I to właśnie na wszelkiej maści portalach społecznościowych i forach wychodzi. Jakby ktoś ogłosił konkurs – kto bardziej pojedzie zleceniodawcy/pracodawcy/klientowi/niedoszłemu klientowi. Owszem, czasem mają rację, bo zdarzają się absurdalne sytuacje ale trzeba umieć wyjść z nich z twarzą. I tyle.
    No i zapominają ludzie, że będąc freelancerami powinni dbać tak samo jak o portfolio, o swój personal branding, do którego, dopóki podpisują się imieniem i nazwiskiem, wchodzą komentarze na fejsbuku ;)

    • Ja żadnemu z nich nie umniejszam wiedzy i doświadczenia bo, jestem przekonany, że mają tego aż nadto.
      Problemem jest protekcjonalne podejście do nieświadomego (niezdecydowanego klienta).

  • Czasami zastanawiam się, dlaczego ludzi nikt nie uczy kultury. Niekoniecznie biznesu, ale takiej zwykłej, bo przecież takie zachowania to przejaw tego, jacy ci ludzie są w codziennym życiu…

  • Pozostaje mieć nadzieję, że potencjalni klienci czytali i wyciągnęli właściwe wnioski. I może panowie i panie również wnioski wyciągną, gdy odczują w portfelu, że obsługa klienta jest ważna. A mnie aż to zainspirowało i niedługo pojawi się tekst o obsłudze klienta :)

  • Nie chciałabym stawać po żadnej stronie ale muszę, muszę to napisać – ta cała sytuacja korespondencyjna klient-grafk działa we dwie strony.

    Tak czy inaczej, patrząc od strony grafika, to się nie klei. Chcąc być freelancerem, reklamę robię sobie w każdej możliwej sytuacji. W czasie rozmowy telefonicznej, przypadkowego spotkania, pisania maili. Nie rozumiem, jak można być tak głupim i zaślepionym swoją doskonałością, żeby w tak nieprofesjonalny sposób psuć opinię o sobie samym. Takim ludziom pozostaje życzyć wielu zleceń…

    • Masz rację.

      Jednak nie ogarniam jak na forum publicznym można w taki sposób zwracać się do potencjalnego klienta. I to w sytuacji kiedy ten jedynie określa swoje wymagania. Dobrzy ludzie podpowiedzieli, że „grafika” wrzucona jako pierwszy komentarz miała symbolizować kosz na śmieci. Kogoś chyba pojebało w takiej sytuacji.

  • Pingback: Daleka droga do własnego loga | Zapiski denerwujące. Blog 50+()

  • Wystarczy, że pochwalił się otrzymanym gniotem.
    W zasadzie jego widok wystarczy za cały komentarz dotyczący procesu wyłaniania wykonawcy.

  • Pytanie mające na celu rozeznanie czego pragnie klient nie jest głupie. Klient sam sobie robi krzywdę, jeśli nie chce by mu pomóc. Równie dobrze można takiemu klientowi wcisnąć wszystko.