Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie
Maj30

Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie

Ostatnich kilka dni było trochę stresujących, ponieważ nie spodziewaliśmy się ponownej operacji Lilki. Dlatego, celem poprawienia sobie humorów,  wybraliśmy się do kina na przedpremierowy pokaz filmu Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie. Tytuł mówił niewiele, skąpy opis jeszcze mniej, ale mimo to zaryzykowaliśmy wyprawę. Film okazał się być satyrą na wszelkiego rodzaju westerny, z iście westernową fabułą i westernowymi dialogami. Miejscowy sierota, hodowca owiec, Albert jest zakochany po uszy w pięknej Louise. W rolę Alberta wcielił się kompletnie mi nieznany Seth MacFarlane, który swoją zagrał postać niezwykle przekonująco. Był tak wzruszająco ciapowaty, że aż mi chwilami było szkoda:) Jak w każdym (prawie) amerykańskim filmie, ukochana odchodzi do jakiegoś buca, a bohater do niej tęskni. W międzyczasie pojawia się inna piękność (Charlize Theron), która chce mu pomoc odzyskać ukochaną. Oczywiście ona i Albert zakochują się w sobie i prawdopodobnie żyją długo i szczęśliwie. Być może aż do 35 roku życia, bo ponoć tak późnej starości wówczas ludzie dożywali:) Gdzieś po drodze musi jeszcze zginąć ten zły, w tym wypadku mąż nowej narzeczonej Alberta i przepis na miłość gotowy. Roi się w nim od gagów, sprośnych dowcipów i drwienia ze wszystkich przywar ludzkich. Mimo tak dużego natężenia dowcipu nie jest on przytłaczający i bardzo dobrze wpisuje się w scenariusz. Ja osobiście nie potrzebuję wiele, żeby się urechotać, ale już bardzo dawno nie słyszałem żeby Christelle tak dobrze bawiła się na komedii. To najlepsza rekomendacja, że dowcip był na swoim miejscu. Mega zaskoczeniem była dla mnie jedna scena, gdzie na kilka sekund pojawia się… jeden z bohaterów innego filmu, kultowego. Jakiego nie zdradzę, ale oczywiście wszystko do siebie pasuje:) Złota myśl, wygłoszona przez jedną z postaci brzmi mniej więcej: „Czasem, żeby znaleźć swoją drogę do szczęścia trzeba grupowo przyćpać”. Dlatego wszystkim zalecam grupowe wciąganie tego filmu :)...

Read More
Wesołe Miasteczko, czyli starcy się bawią :)
Maj18

Wesołe Miasteczko, czyli starcy się bawią :)

Był Dzień Dziecka, pora na Dzień Prawieczterdziestolatka:) Po wczorajszej deszczowej pogodzie plan był następujący: w niedzielę należy osłodzić sobie życie. Odbyło się to w dwóch odsłonach: „Cieszymy” się z Nutellą 50 lat Nutelli, którą Christelle zajada się jak ja chipsami paprykowymi to powód dla którego udaliśmy się w okolice Atelier Amaro, gdzie odbywał się swego rodzaju piknik. Zachodziło duże prawdopodobieństwo, że będzie dane skosztować słodyczy. Pierwsza niespodzianka to zamknięte Ujazdowskie, od Belwederu do Placu Trzech Krzyży, bo rolkarze uskuteczniali jakieś zawody. Fartem zaparkowaliśmy gdzieś przy Placu Unii i zrobiliśmy sobie mały spacerek. Kilkadziesiąt metrów przez pierwszymi piknikowymi atrakcjami przywitała nas jakaś kolejka. Skoro ludzie stoją, to znaczy że coś rozdają. Zająłem więc strategiczną miejscówkę na końcu ogonka, a Christelle udała się na przeszpiegi. Dobrze, że przede mną stał jakiś gościu w koszulce z wielką czerwoną kropą na plecach, dzięki czemu zawsze wiedziałem czy nikt się nie wcisnął podstępnie:) Po chwili okazało się, za czym ta kolejka stoi. „Śniadanie z Nutellą” było na końcu. Słodko, więc stoję dalej, a Christelle poszła do innej kolejki, jakieś gofrowej. Tu kończą się pozytywy, bo gofry skończyły się nagle i bez ostrzeżenia. Po prostu przestali wydawać i tyle. Dobrze, że załapała się na ostatnią sztukę. Kolejka „śniadaniowa” posuwała się jak krew z nosa i kiedy już byliśmy na ostatniej prostej – jakieś 20 osób przed nami – nagle tłum ruszył… bo przestali wydawać kupony. Znaczy żarcia już nie ma, więc śmiało „zapraszamy”. Kiedy przyszliśmy Christelle dowiedziała się od jakiejś „nutellanki”, że jest jeszcze około 1000 kuponów do wydania. Kolejka była może na połowę tego, więc dzielnie staliśmy półtorej godziny, żeby się oblizać. Siara wielka, bo nie było żadnej wiarygodnej informacji, że #jadalne_darylosu nie dla wszystkich i sterczysz na własne ryzyko. Za nami stało kolejnych kilkaset osób i też raczej nie dostali takiej informacji, bo nie wierzę, że kolejkowali się dla przyjemności konwersowania ze współstaczami i podziwiania wrzeszczących bachorów. My, zawiedzione głodomory, wiedzeni stadnym instynktem udaliśmy się do jakiejś innej kolejki, która posuwała się bardzo sprawnie. Kilka minut i znaleźliśmy się przy stanowisku gdzie rozdawali zwykłe #darylosu: jakaś koszulka, podkładka- standard. Problem był jeden: okazało się, że to była kolejka „wyjściowa” i po przytuleniu gadżetu ogropodobny ochroniarz jasno komunikował, że należy się od…dalić i opuścić teren imprezy. Wszak dar losu zabrany i jeszcze byś chciał człowieku drugi dostać. Więc wyszliśmy ściskając drobiazgi w ręku, gdyż torebek hostessy nie miały. Na drugim stanowisku były, ale jakoś nikt się kwapił z uzupełnieniem zapasu. Ocena imprezy: nędzna z minusem. Zero organizacji, zero informacji. Prowizorka jakiej by się sam PLL LOT nie powstydził. Zamiast nutellowego śniadania był na obiad quiche. Tres pyszny:) Cieszymy się z Ruskimi (chyba) Druga próba poprawienia nastroju...

Read More
87 RS Mobcomer GT i ekofaktura.info
Maj07

87 RS Mobcomer GT i ekofaktura.info

Jeżeli jesteś klientem Orange, w tym tekście możesz znaleźć odpowiedź na jedno z nurtujących cię pytań: czemu dostajesz dziwne smsy zachęcającego do różnych konkursów. Jakiś czas temu, konkretnie to kilka lat temu, miałem fazę na wysyłanie smsów konkursowych. Wszystkiemu „winny” był Orange, który zaproponował mi ciekawy abonament. Jedyny minus, że niewykorzystane środki przechodziły tylko na następny miesiąc. Potem ginęły bezpowrotnie. Żeby uniknąć oddawania im kasy za darmo z reguły na koniec cyklu przemielałem nadwyżkę na smsy konkursowe. Jakieś tam… w sumie to bez znaczenia. Wiązało się to oczywiście z akceptacją stu tysięcy regulaminów, których nie widziałem na oczy i dzięki którym mój numer telefonu mógł być przetwarzany, sprzedawany i tak dalej, i tak dalej… Dostawałem więc miliony reklam i przepowiedni od wróżek. Kiedy zabrakło mi cierpliwości zacząłem powoli się wypisywać z tego biznesu. Wbrew pozorom nie było to trudne- wystarczyło wysłać maila do organizatora i poprosić o usunięcie z bazy. Nikt nie robił problemów, a zlecenia były realizowane szybciej niż deklarowany w regulaminach. Zawsze też pytałem skąd mają mój numer telefonu i zawsze takiej informacji udzielali. Sielsko-anielsko:) Nie wypisałem się z tylko jednej subskrypcji. Pewnie dlatego, że spamowali rzadko i za każdym razem obiecywali dziesiątki tysięcy. Marzyłem więc, że wygrywam i nic z tymi smsami nie robiłem. Do dzisiaj się zastanawiam czemu mimo tak intensywnych marzeń nigdy nic nie wygrałem. Może samo „myślę, że wygrywam” to za mało żeby wygrać;) Jednak nadszedł dzień rozstania z nimi i jak zwykle napisałem wiadomość z pytaniem gdzie pozyskali mój numer i prośbą o usunięcie. MOBCOMER WCHODZI DO GRY Bardzo szybko uzyskałem odpowiedź, że numer został usunięty z ich bazy, a oni kupili go od firmy MOBCOMER. Wzbudziło to moją ciekawość, bo do tej pory nigdy moje namiary nie zostały odsprzedane dalej. No… przynajmniej na nic o tym nie wiem. Wysmażyłem maila z tym samym pytaniem do MOBCOMER i zrobiło się wesoło :) Odpisali bowiem: Państwa dane są przetwarzane na podstawie zgody udzielonej podczas rejestracji w serwisie www.ekofaktura.info oraz podczas akcji ją promujących. Łot de fak zapytałem sam siebie, a potem Wujka Gugla. Po pobieżnym zerknięciu na serwis zacząłem się zastanawiać czy jestem zdrowy psychicznie, albo czy za dziecka z wózka za często nie wypadałem. Bo tylko takie atrakcje mogłyby sprawić, żebym zdecydował się na wypełnienie formularza. Trzeba dodać formularza zawierającego wszystkie dane, łącznie z numerem PESEL. Wydawało mi się nieprawdopodobnym, żebym sam, będąc przy zdrowych zmysłach wklepał takie dane dlatego chciałem ustalić „co, gdzie, kiedy i dlaczego”. Odpowiedź na pytanie jakie moje dane są w bazie oraz kiedy niby miałem je podać brzmiała: data 26 lutego 2012 roku, adres IP 5.184.xx.xxx. Miałem również podać: imię, nazwisko, nazwę firmy, kod, miasto, telefon, PESEL. Zestawienie danych nie...

Read More