Wesołe Miasteczko, czyli starcy się bawią :)
Maj18

Wesołe Miasteczko, czyli starcy się bawią :)

Był Dzień Dziecka, pora na Dzień Prawieczterdziestolatka:) Po wczorajszej deszczowej pogodzie plan był następujący: w niedzielę należy osłodzić sobie życie. Odbyło się to w dwóch odsłonach: „Cieszymy” się z Nutellą 50 lat Nutelli, którą Christelle zajada się jak ja chipsami paprykowymi to powód dla którego udaliśmy się w okolice Atelier Amaro, gdzie odbywał się swego rodzaju piknik. Zachodziło duże prawdopodobieństwo, że będzie dane skosztować słodyczy. Pierwsza niespodzianka to zamknięte Ujazdowskie, od Belwederu do Placu Trzech Krzyży, bo rolkarze uskuteczniali jakieś zawody. Fartem zaparkowaliśmy gdzieś przy Placu Unii i zrobiliśmy sobie mały spacerek. Kilkadziesiąt metrów przez pierwszymi piknikowymi atrakcjami przywitała nas jakaś kolejka. Skoro ludzie stoją, to znaczy że coś rozdają. Zająłem więc strategiczną miejscówkę na końcu ogonka, a Christelle udała się na przeszpiegi. Dobrze, że przede mną stał jakiś gościu w koszulce z wielką czerwoną kropą na plecach, dzięki czemu zawsze wiedziałem czy nikt się nie wcisnął podstępnie:) Po chwili okazało się, za czym ta kolejka stoi. „Śniadanie z Nutellą” było na końcu. Słodko, więc stoję dalej, a Christelle poszła do innej kolejki, jakieś gofrowej. Tu kończą się pozytywy, bo gofry skończyły się nagle i bez ostrzeżenia. Po prostu przestali wydawać i tyle. Dobrze, że załapała się na ostatnią sztukę. Kolejka „śniadaniowa” posuwała się jak krew z nosa i kiedy już byliśmy na ostatniej prostej – jakieś 20 osób przed nami – nagle tłum ruszył… bo przestali wydawać kupony. Znaczy żarcia już nie ma, więc śmiało „zapraszamy”. Kiedy przyszliśmy Christelle dowiedziała się od jakiejś „nutellanki”, że jest jeszcze około 1000 kuponów do wydania. Kolejka była może na połowę tego, więc dzielnie staliśmy półtorej godziny, żeby się oblizać. Siara wielka, bo nie było żadnej wiarygodnej informacji, że #jadalne_darylosu nie dla wszystkich i sterczysz na własne ryzyko. Za nami stało kolejnych kilkaset osób i też raczej nie dostali takiej informacji, bo nie wierzę, że kolejkowali się dla przyjemności konwersowania ze współstaczami i podziwiania wrzeszczących bachorów. My, zawiedzione głodomory, wiedzeni stadnym instynktem udaliśmy się do jakiejś innej kolejki, która posuwała się bardzo sprawnie. Kilka minut i znaleźliśmy się przy stanowisku gdzie rozdawali zwykłe #darylosu: jakaś koszulka, podkładka- standard. Problem był jeden: okazało się, że to była kolejka „wyjściowa” i po przytuleniu gadżetu ogropodobny ochroniarz jasno komunikował, że należy się od…dalić i opuścić teren imprezy. Wszak dar losu zabrany i jeszcze byś chciał człowieku drugi dostać. Więc wyszliśmy ściskając drobiazgi w ręku, gdyż torebek hostessy nie miały. Na drugim stanowisku były, ale jakoś nikt się kwapił z uzupełnieniem zapasu. Ocena imprezy: nędzna z minusem. Zero organizacji, zero informacji. Prowizorka jakiej by się sam PLL LOT nie powstydził. Zamiast nutellowego śniadania był na obiad quiche. Tres pyszny:) Cieszymy się z Ruskimi (chyba) Druga próba poprawienia nastroju...

Read More