Wszystkiemu są winni sąsiedzi

bo jakoś niedawno zachciało im się wypieki robić i aromaty się rozchodziły na pół osiedla. Christelle stwierdziła, że to szarlotka się panoszy, a skoro takie nieczyste sąsiedzkie zagrania się uskutecznia to odpowiemy jak polska tradycja nakazuje: oko za oko, szarlotką na szarlotkę. Dzisiejsze zakupy zostały wzbogacone o składniki nia ciasto kruche (ale o so chosi… przecież każde ciasto się łamie).  Jak na ironię problemem był zakup jabłek. Żeby w kraju, na który największy dotychczasowy odbiorca sieknął embargo nie było zakazanego owocu (innego niż nadgniły zgryzek)… To chyba jakaś prowokacja. Na szczęście osiedlowy bazarek pospieszył z odsieczą.

Prze-szarlotka :)

Prze-szarlotka :)

A potem Christelle wyczarowała mega pyszne ciasto. Lili i ja też mamy swój wkład: pożeramy je:) Bo do zrobienia, to zadziałał odruch przetrwania: pomogę i sprawię, że nie wiem co wyjdzie lub zdam się na absolutny „szarlotkarski” debiut z gwarancją sukcesu.

P.S. Nie dzielę się, przyjmuję jedynie dowody lekkiej zazdrości.

Author: YOeLL

Share This Post On