Całe nasze kibicowskie życie

Próbuję sobie przypomnieć naszą ostatnią wizytę na hali i było to bodajże 3-4 lata temu na Torwarze, kiedy grała Polibuda… A na Czarnych, nawet nie podejmę się zgadywać. Mogło to być w Mrocznych Czasach, kiedy klubem „rządziło” dwóch muszkieterów: Tadeusz i Bodzio. Czyli pewnie z 8 lat „wstecznie do tyłu”- jakby to powiedzieli chłopaki z Neo-nówki:)

Nadszedł jednak dzień odrodzenia i wybraliśmy się do Areny (sic!!!) Ursynów na ligowy mecz Polibudy z Czarnuchami. Taki powrót do przeszłości, ale z etykietką „lokalsów”. Pierwsze spostrzeżenie- Ursynów jakby się zgadzał, ale gdzie jest Arena??? Bo to chyba nie ten budyneczek z trybunami z jednej strony? A jednak… Dam sobie głowę uciąć, że gdyby nie polityczne aspiracje, to zgodnie z prawdą decydenci by go nazwali „Ar” albo „Ena”, względnie OSiR.

Sam mecz bez historii – dokładnie taki jakiego można było się spodziewać po 8 i 9 drużynie z tabeli. Oba zespoły sprawiały wrażenie, że robią wszystko żeby mecz przegrać. Bez przyjęcia, bez zagrywki, seryjne straty punktów, które dotychczas kojarzyły się jednak z siatkówką żeńską. Zawodnicy Czarnych słabiej jednak starali się przegrać, mimo iż w 3 secie- i piszę to śmiertelnie poważnie- spadli na niziny umiejętności (bądź wspięli się na wyżyny lekkomyślności)- i ze stanu 16:21 zrobiło się 22:21 dla Polibudy. Potem jeszcze dali AZSowi ze dwie czy trzy piłki setowe, by finalnie warszawska drużyna pokazała jednak, że porażka w pełni ich satysfakcjonuje. Jak oceniła Christelle- najmocniejszym punktem spotkania była sędzia, która gwizdała naprawdę dobrze. Na przeciwległym biegunie postawiła siatkarzy, ponieważ ich gra wywołała takie emocje, że w trzecim secie wyszła coś zjeść:) Christelle, nie sędzia;)

Kibicowsko- mam mieszane uczucia. Może miałem zbyt wysokie oczekiwania, ale wejścia na halę 40 „twarzy” w całkowitym milczeniu to ja nie pamiętam ze swoich czasów. Sam doping też jakby inny… Nie ten klimat… I ciary mnie nie przeszły, kiedy zaśpiewali „jesteśmy zawsze tam…” A może już stary jestem:/

Dobrze, że chociaż w KK AZS nic się nie zmieniło: był piknik i jest piknik :D

Author: YOeLL

Share This Post On