Musical MammaMia! w Teatrze Roma
Lut22

Musical MammaMia! w Teatrze Roma

Nie minę się z prawdą jeśli napiszę, że na musical Mamma Mia! w Teatrze Roma czekaliśmy od dawna. Od bardzo dawna. Chyba nawet jeszcze za czasów Upiora w Operze i Nędzników zastanawialiśmy się czy nadejdzie taki dzień, że na scenie TR Roma zabrzmią piosenki Abby. Na spełnienie marzeń przyszło nam kilka lat poczekać. Pierwsze oficjalne informacje rozbudziły apetyty na więcej i oczywistym było, że MammaMia! w Teatrze Roma zobaczymy. Otwartym pozostało pytanie: kiedy? Ale skoro czekaliśmy kilka lat, to czym jest jeszcze kilka miesięcy. W międzyczasie mieliśmy niewątpliwą przyjemność uczestniczenia we wspólnej konferencji prasowej PLL LOT i TM Roma, gdzie przedstawiono obsadę spektaklu i po raz pierwszy usłyszeliśmy piosenki po polsku. Niedługo potem ruszyła sprzedaż biletów na specjalne spektakle przedpremierowe i, jak skrupulatnie wyliczyła Christelle, 5 miesięcy wcześniej staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami wejściówek. Kiedy emocje sięgnęły zenitu, a do premiery zostało kilka dni spotkała nas kolejna niespodzianka: konferencja prasowa w TR Roma i prezentacja fragmentu spektaklu. Jak to mówią- było grubo!!! DZIEŃ MINUS DWA Przyznać muszę, że mimo wielkiego optymizmu z jakim oczekiwałem spektaklu, pozostała mała niepewność. Nie wiedziałem jak inscenizacja teatralna będzie wyglądać w porównaniu z filmem, który bardzo lubimy. Choć obawy nie zniknęły, Christelle przyniosła z konferencji prasowej wiadomość która nas wielce uradowała: na „naszym” spektaklu w rolę Harry’ego Brighta wcieli się Jan Bzdawka. W tym momencie emocje zaczęły rosnąć. W TM Roma widzieliśmy kilka spektakli z jego udziałem, ale tak się złożyło, że nigdy nie „obstawiał” tych ról, na które liczyliśmy. Tym razem los wszystko wynagrodził. DZIEŃ ZERO Brawo!!! Brawo!!! Brawo!!! Pierwsze „brawo” za uwerturę. Niesamowicie pomysłowa, w klimatach lotniczych, co mnie osobiście ucieszyło podwójnie. Mimo iż po zajawkach z konferencji wiedziałem czego się spodziewać, to prezentacja w pełnym wymiarze zwala z nóg. Moim zdaniem to świetny przykład połączenia działań artystyczno-marketingowych. Drugie „brawo” za pomysł. TM Roma zaskoczył nas multimediami. Klimat tworzyły ogromne, zdalnie sterowane ekrany LED, które tworzyły iście greckie tło do przedstawienia. Jeżeli to ma być przyszłość musicalu- jestem za! Sam spektakl przepełniony ciepłem i humorem, czasem nawet dość pieprznym. Mimo 2,5 godzin spędzonych na widowni ani przez chwilę nie odnosi się wrażenia „dłużyzny”. Dialogi między utworami wpasowane idealnie, co w efekcie tworzyło widowisko dopracowane tak, że nawet dzieci się nie nudziły. A wiem co piszę, bo za nami siedziała dwójka szkrabów i nie odczuwaliśmy ich obecności. Przynajmniej nie w żaden uciążliwy sposób. Więc gdyby ktoś pytał czy można iść z dziećmi, odpowiadam: TAK. Całe przedstawienie jest perfekcyjne w każdym calu. Ciężko jest znaleźć jakiś słaby punkt. Przekład tekstów, przygotowanie aktorskie, wokalne, muzyczne, scenografia, choreografia, muzyka na żywo: na najlepszym i bez wątpienia światowym poziomie. Ja sam najbardziej czekałem na utwór „Lay all your love on me„,...

Read More
Na wystawie klocków Lego
Lut10

Na wystawie klocków Lego

Po kilku przymiarkach i jednym zapomnieniu o imprezie, nastąpiła mobilizacja sił i wybraliśmy się na „największą w Polsce wystawę budowli z klocków Lego”. Nigdy nie byliśmy na innej, więc przyjmuję, że akurat ta reklama nie kłamie. Jak to zwykle bywa w tym kraju, mało co idzie zgodnie z planem, a pierwsza przeszkoda pojawiła się na etapie próby zakupu biletu online. Z jakiegoś niewiadomego powodu system nie przyjmował żadnej liczby biletów, sugerując że należy wpisać „zero”, tylko po to, żeby i zero odrzucić. Żeby się nie kopać z koniem wdrożony został plan awaryjny- zakup w kasie na Stadionie Narodowym. Przed stadionem oczom mym ukazał się las… Ale nie krzyży, tylko autobusów szkolnych, którymi przyjechały chyba wszystkie dzieciaki z pobliskich i „podalekich” szkół. Nie muszę chyba pisać jaki kocioł potrafi zrobić banda rozwydrzonych i wychowywanych bezstresowo gnomów. No to pomnóżcie to razy ilość autokarów i wezwijcie lekarza. Chciałoby się wzorem rodziny Weasleyów odgnomić ten ogródek:) Dobrze, że chociaż kolejka do kasy była krótka i po 10-15 minutach stałem się szczęśliwych posiadaczem biletów. Chociaż trauma pozostała… Ledwie noc zdążyła ukoić skołatane nerwy, a w sobotnie popołudnie przyszła pora na właściwą wizytę na wystawie. Dzień wcześniej dojazd był bezproblemowy, mimo nawału gnomobusów. Weekend to jednak czas niespodzianek i łatwego zarobku. Dlatego firma parkingowa(?) szybko ustawiła prowizoryczne „rogatki” na wjeździe i uśmiechnięty cieć radośnie komunikował „wjazd na parking płatny jednorazowo- 10 złotych. Nie bardzo wiem po co ktoś miałby tam wjeżdżać więcej niż raz… Na szczęście rozwrzeszczane autokary zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zastąpiły je jednak zwykłe samochody. Wyglądało to niegroźnie. Tylko co z tego, że fasada inna, kiedy wnętrze podobne: miliony, miliardy dzieciaków. Mam niejasne przeczucie, że ta wystawa mogła być właśnie do nich kierowana:) Trudno, trzeba to było jakoś przeżyć. Sama wystawa wzbudziła nasze mieszane uczucia. Idąc tam nie wiedziałem czego się spodziewać, dlatego chciałem dać się zaskoczyć. I owszem- byłem zaskoczony zbudowanym z klocków zaprzęgiem Świętego Mikołaja, na którego konstrukcję zużyto górę klocków i poświęcono 2 góry czasu. Zaskoczeniem był również model Titanica, który wyglądał imponująco. I był tak ogromny, że nie mieścił mi się w kadrze, więc nie wstawiam jego zdjęć. Cała reszta- fajna, kolorowa, przyciągająca wzrok, tylko… jakaś taka, nie wiem jak to nazwać. Chyba oczekiwałem, że budowle będą złożone z pojedynczych klocków, a nie segmentów, z których jeden czy dwa stanowiły połowę konstrukcji. Ale ja się tam nie znam, przygodę z klockami Lego zakończyłem 25 (pewnie z okładem) lat temu, na dwóch czy trzech małych zestawach. Wychodzi na to, że świat się zmienił, a człowiekowi tylko wspomnienia zostały. Jednak tak czy inaczej warto tam iść– chociażby dlatego, że nie wiadomo kiedy (i czy w ogóle) będzie kolejna...

Read More