Operacja #RebelHeart

Kilka dni temu postanowiliśmy pójść na koncert Madonny z okazji trasy koncertowej Rebel Heart. Kupiliśmy bilety i gotowe, jutro się relaksujemy. Tylko że prawdą w poprzednim zdaniu jest jedynie „kupiliśmy bilety”. Reszta to neverending story, która swój początek miała w zamierzchłych czasach, kiedy to Madonna po raz pierwszy koncertowała w Polsce. Od tamtej pory jak cień podąża za mną „moja Madonna”. Znaczy tak naprawdę, to Christelle jako wielka i wierna fanka „Starej” podąża za nią odfajkowując się na liście obecności przy każdym ważniejszym wydarzeniu „madonnowym”. A kto się z kim zadaje… Więc chodzę i ja. Z reguły całą stroną logistyczno-organizacyjną każdego wypadu zajmowała się Christelle, a moja rola ograniczała się do  mruczenia pod nosem paru słów piosenek, w tym mojej ulubionej „el… ju… wi… madona…” (więcej tekstu nie znam) ;).

Tym razem, z okazji nadchodzącej trasy promującej najnowszą płytę Rebel Heart, role się odwróciły i zostałem mianowany, a wręcz prawie wyświęcony, na „tour & concert logistic organization reservator director”, czy jakkolwiek by tego po ludzku nie nazwać. Skoro tak, to postanowiłem opisać jak wygląda nasza droga do szczęścia.

tourStan podwyższonej gotowości zaczął się 2 marca, kiedy ogłoszono trasę koncertową. Niby wcześniej były plotki, pogłoski i przypuszczenia, że Madonna do Polski przyjedzie z trzecią trasą z rzędu. Minusem było to, że podobno miała pominąć Warszawę i wystąpić w Gdańsku lub, na co bardziej stawiano, w Krakowie. Tak czy inaczej dochodziły do ogarnięcia dwie kwestie: transport i nocleg. I co zrobiła Madonna? Oczywiście postanowiła nie dawać koncertu w Warszawie. Szkoda, że tak się przy tym „niekoncertowaniu” rozpędziła, że przy okazji pominęła Polskę… O losie paskudny… Naturo złośliwa… I weź uwierz kobiecie kiedy mówi „I’ll be back„:)

Operacja #Hotel

Z rozpiski wynikało, że najbliżej (jak to brzmi…) nam do Berlina i Pragi. Ludzki instynkt przetrwania nakazał nam od razu rezerwować noclegi. Naturalnym było, że jak Helmuty i Pepiki zobaczą jaki ruch się zrobił w rezerwacjach, to od razu będą chcieli napchać sobie kieszenie miedzią wiernych fanów z Polski i jeszcze kilku innych krajów. Tylko gdzie? Praga, Berlin? Żeby nie mieć dylematu poszła rezerwacja hoteli na oba miasta. Oporów nie miałem żadnych, bo klepiąc miejscówki przez booking.com wziąłem opcję bezpłatnej rezygnacji. Dzięki temu trafiłem na bardzo dobrą ofertę:

berlin_hotel_01

Czy się opłaciło czekać na przykład do dzisiaj? Patrz niżej.

berlin_hotel_02

Lokalizacja hotelu zacna, 10 minut drogi od hali. Po koncercie można wrócić nawet tanecznym krokiem i ze śpiewem na ustach, co w moim wykonaniu może nie być przyjemne w odbiorze:) Oczywiście warto zadbać o odpowiednie towarzystwo, dlatego zupełnym „przypadkiem” w tym samym miejscu zatrzymują się chłopaki z UltraMadonna.com.

Operacja #Bilet-Testy

Story długie, ale operacja Berlin-Praga-Warszawa to nie w kij dmuchał projekt i przygotowania muszą być starannie zaplanowane. I gdyby ktoś myślał, że kupno biletu to bułka z masłem, radzę mu chociaż raz przebrnąć przez proces zakupu na koncert Madonny. Christelle ma to przećwiczone, jednak pomni doświadczeń z poprzednich koncertów tym razem uzbroiliśmy się w wiedzę, zarówno teoretyczną i praktyczną. Ponieważ w pierwszej kolejności ruszyła sprzedaż biletów na Amsterdam i Paryż, to na poczet zakupów przetestowaliśmy systemy biletowe. Nie obyło się bez małej inwestycji z tym związanej, jako że Amerykanie potrafią zarobić na wszystkim, tak i tu dali wybór- kup dzisiaj, ale zapłać za kod dostępu $20 (zwany live pass) albo poczekaj tydzień. Tylko najwięksi twardziele i Chuck Norris mogą tyle czekać, więc wybór był prosty. Testy trwały chyba przez cały czas aktywności live passa. Przeanalizowana została każda grupa cenowa i dzięki temu, a także studiowaniu rozkładów hal, mieliśmy konkretnie ustalone co i jak rozegrać. Wielką niewiadomą pozostawała sprawność działania systemu sprzedaży. Z jednej strony doświadczenia lat ubiegłych kazały przygotować się na najgorsze, z drugiej przeprowadzone testy pokazywały światełko w tunelu.

Operacja #Bilet

Testy wykazały, że operację należy dokładnie zaplanować, żeby nie tracić czasu na rozmyślania po otwarciu sprzedaży. Dość powiedzieć, że bilety na koncert w Paryżu rozeszły się w około 40 minut, a na interesujące nas sektory w 10 minut. Dlatego nie było czasu lub miejsca na błędy.

Dzień zero to pełna mobilizacja od rana. Z jednej strony ostatnie ustalenia online z Christelle, z drugiej na czacie weryfikacja danych z Patrykiem z UltraMadonny, który był nieocenionym źródłem informacji „live”. Był chyba szybszy niż Twitter:) To on wychwycił, że u Pepików ktoś dał ciała i przedwcześnie otworzył dostęp do sprzedaży. Niestety trwało to tylko moment, i nie dane nam było trafić w lukę czasową. Na monitorze już przyklejona karteczka z wypisanymi miastami i sektorami, które chciałem „atakować”- w odpowiedniej kolejności oczywiście.

Checklista przedstartowa: konta w systemach biletowych założone, język angielski wybrany, hasła zapamiętane, kody z live passów gotowe do CTRL+C / CTRL+V. Piszę w liczbie mnogiej, bo jakaś „czutka” mówiła mi, że jeden kod może działać tylko w jednym systemie. Lepiej było nie skąpić paru dolców. Bądź co bądź nie żyjemy w Szkocji.

Wtem!!! Ruszyła sprzedaż na Pragę!!! Szybki wybór sektora, w miarę sensownych miejsc i biegiem do płatności. W kulminacyjnym momencie gdzieś wywaliło błąd i… szlag wszystko trafił. Rezerwacja niby jest, ale nie ma się do niej jak dostać bo kod nie działa. Na szczęście był drugi, który co prawda nie odtworzył poprzedniej rezerwacji, ale wybierając lustrzany sektor trafiłem na jeszcze lepsze miejsca. Warto było zainwestować:) Misja Praga zakończona sukcesem.

Cóż… Praga „zjadła” dwa live passy, więc pora nabyć trzeci. A tu niespodzianka- limit dwóch na tydzień. Ot, amerykańscy spryciarze. Siwych włosów mi przybyło przez to zagranie, na szczęście w odwodzie był Patryk, który błyskawicznie poratował kodem dostępu. Dla odmiany, Misja Berlin przebiegła bez najmniejszych komplikacji i tak oto nasza inwazja na Berlin niebawem stanie się faktem:) OK, może „niebawem” to lekkie nadużycie, bowiem od dnia zakupu do koncertu zostaje jeszcze 8 miesięcy…

Swoją drogą zadziwiające, że na Pragę kody działały tylko jednorazowo, a na Berlin bez problemów można było dokonać dwóch osobnych transakcji i wszystko śmigało aż miło. Wiadomo… czeski film;)

Operacja #Bilet-Epilog

10 marca 2015, godz. 11:30 – na mailu pojawia się potwierdzenie zakupu biletów z Ticketmaster.de (Berlin)
10 marca 2015, godz. 14:02 – taka godzina wydruku widnieje na biletach
11 marca 2015, godz. 11:10 – odbieram telefon i słyszę: dzień dobry, kurier UPS. Mam przesyłkę z Ticketmaster…

Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi. Przed nami operacja „transport i <pomoce naukowe>” :)

Author: YOeLL

Share This Post On