Photoday w Teatrze Muzyczym ROMA

Słowo na dziś: #photoday. Pod tym hashtagiem kryje się wyjątkowe wydarzenie, w którym miałem przyjemność uczestniczyć. Teatr Muzyczny ROMA, wspólnie z portalem warszawa.naszemiasto.pl, zorganizował zwiedzanie niedostępnych na co dzień zakamarków budynku przy Nowogrodzkiej. Miłym zaskoczeniem było powitanie grupy przez dyrektora, Wojciecha Kępczyńskiego, który kilku(nastu), a może w kilkudziesięciu słowach zaostrzył apetyty zwiedzających. Przestrzegał m.in. przez możliwością spotkania Upiora z Opery, który ponoć czasem przechadza się podziemiami… Wspomniał, że w czasie remontu widowni ekipa znajdowała różne „fanty”: monety (raczej nic zaskakującego), elementy garderoby (oj… musiało się dziać swego czasu na widowni;) ) oraz… sztuczną szczękę. Nie bardzo sobie potrafiłem wyobrazić co ona mogła tam robić, ale jak zauważyła jedna z uczestniczek „zapewne komuś szczęka opadła w trakcie spektaklu”. Kupuję tę teorię:)

Pora na konkrety- czyli krótką relację zdjęciową.

Przechodząc tajnym skrótem koło dużej sceny znaleźliśmy się przy Novej Scenie. Kto nie wie co to, niech szybko nadrobi braki, bo nie samym spektaklem Mamma Mia człowiek żyje:) Następny przystanek: modelatornia. Czyli w miejscu, gdzie powstają elementy scenografii. Akurat „na tapecie” (nie tylko w tym dziale) jest Alicja w Krainie Czarów. Przy okazji dowiedziałem się, że talerz wcale nie musi służyć tylko do jedzenia:) Dwa kroki dalej była stolarnia, gdzie w magiczny sposób powstają większe elementy scenografii. Zaskakujące jest jak ogromną przestrzeń zajmuje TM Roma… Wręcz niewiarygodną…

Kolejny punkt programu: garderoby. Co tu dużo pisać- żeby poczuć trzeba to zobaczyć, najlepiej na żywo:)

Na trasie zwiedzania nie mogło zabraknąć pracowni krawieckich. Nie to, żebym się na tym znał, bo już dawno temu postanowiłem zrobić coś dla polskiej szkoły krawieckiej i postanowiłem nic nie szyć:) Najpierw zajrzeliśmy do pracowni kostiumów damskich, potem magazynu kostiumów, a następnie pracowni „męskiej”. Co się rzuciło w oczy? W pracowni facetów była cisza- jeden skupiony mistrz fachu coś chyba fastrygował. Poza tym spokój. U pań- milioooony strojów, wesoły rozgardiasz. A aktorki i tak pewnie twierdzą, że nie mają co na siebie włożyć. Kobiety…:)

A na koniec: magia sceny i widowni….

W tym wszystkim gdzieś mi umknęła „perukarnia”. Nie wiem, czy nasza grupa tego miejsca nie odwiedziła, czy może tak zatraciłem się w poszukiwaniu Upiora, że zapomniałem tam pójść. Może to i dobrze- będzie pretekst, żeby jeszcze kiedyś wrócić za kulisy… Bo marzenia się spełniają:)

Author: YOeLL

Share This Post On