Quidam by Cirque du Soleil: warto było

YouTube Preview Image

Cirque du Soleil to magiczne przedsięwizięcie. Mieliśmy okazję przekonać się o tym już dwukrotnie, oglądając w Berlinie The Immortal Tour: Michael Jackson, oraz w zeszłym roku show Kooza– na rodzimej ziemi, w Warszawie. Naturalną koleją rzeczy było wpisanie do planu wydarzeń kulturalnych następnego przedsięwzięcie firmowanego przez CdS. Tym razem było tu Quidam. Spektakl grany od prawie 20 lat. Wieść niosła, że wizyta w Polsce kończy pokazy w Europie. A kto ogląda ostatki…:) Nie przeszkodziło nam nawet, że pokazy były tylko w Krakowie i Gdańsku. 3 pokazy dziennie umożliwiły nam swobodne dotarcie i powrót jednego dnia. Tak oto 13 czerwca zameldowaliśmy sie w krakowskiej Tauron Arenie.

Magia…

YouTube Preview Image

Teraz zdałem sobie sprawę, że trudno opisać spektakl. To naprawdę trzeba zobaczyć. Poszczególne numery są niesamowite, a całość „spięta” w historię osamotnionej dziewczynki, Zoe, która zaniedbywana przez zapracowanych rodziców odkrywa tajemniczy świat i bajkowe postaci. Jak zwykle międzynarodowa obsada zawiesza poprzeczkę wysoko. Christelle najbardziej spodobał się duet, który prezentował posągowe akrobacje podkreślające piękno i możliwości ludzkiego ciała. Ona, on… w tle cicha, niemal niesłyszalna muzyka i można się zatracić w oglądaniu. Ja swój głos oddaję na pokaz skakanek i skoki wśród lin. Rany… ile tam osób jednocześnie się kręciło i jaka dawka synchronizacji się z tym wiązała… Wyrywało z kapci. I dla odmiany muzyka skoczna jak skakanka (tak- masło maślane:) )

YouTube Preview Image

Siłą rzeczy patrzyliśmy na ten pokaz z perspektywy Koozy, która zrobiła na nas ogromne wrażenie. Tak ogromne, że widzielismy ją dwa razy:) Quidam nie jest zrealizowany z takim rozmachem, ale wynika to zapewne z konieczności zapewnienia częstszej mobilności całego projektu. Kooza w jednym miejscu „stała” prawie dwa miesiące, Quidam 3 dni. Jednak i tak nie można mieć najmniejszych zastrzeżeń, bo też jest bajkowo.

Zaskoczenie…

Nie obyło się bez zaskoczenia. Chyba tradycją jest, że do zabawy angazowana jest publiczność. Kilka osób z widowni bierze udział w improwizowanej scence. To, co zobaczyliśmy w Quidam było świetne. Dużo lepsze niż w Koozie. Nie lada wyzwaniem dla animatora było wyjaśnienie bez słów jak swoje role mają zagrać 4 osoby. Tym bardziej, że uczuć do przekazania było wiele: grubiaństwo, miłość, śmierć… Świeżo upieczeni aktorzy nie od razu weszli w rolę, co powodowało konieczność robienia dubli. Dzięki temu było jeszcze zabawniej. Nie będę zdradzał szczegółów- polecam wybranie się na pokaz. W najbliższy weekend są Gdańsku- zdążycie :)

Zastanawiam się jak podsumować naszą wyprawę… Myślę, że adekwatne będzie stwierdzenie: jeśli będzie nam dane, to z przyjemnością wybierzemy się obejrzeć kolejne projekty spod znaku Cirque du Soleil. Do czego zachęcamy wszystkich:)

Zmęczenie…

edypZ cyklu „szaradziści”. Droga powrotna z Krakowa. Jeżeli pociąg, to wiadomo- musi być krzyżówka. Zmagania z klasyką, czyli z Rozrywką. Wszytsko idzie pięknie, ładnie… Kolejne krzyżówki padają pod naporem wszechwiedzącego długopisu. Pod koniec dnia, i podróży, trafił się jakiś kalambur- roztrzaskany w miarę sprawnie. Na fali entuzjazmu próbujemy rozwikłać kolejny. Padają pierwsze skojarzenia: król… kompleks… tylko nic do Grodziska nie pasuje. Kilkanaście sekund później przyszło olśnienie… I tak oto prawdopodobnie przeszliśmy do historii… Czemu? Domyśl się, a podpowiedź znajdziesz na grafice:)

Na koniec nie może się obyć bez drobnej złośliwości wobec Krakowa:) Bo jakże przejść obojętnie obok faktu, że jedziesz sobie człowieku tramwajem, szumnie zwanym „cichym”, prosta droga (a raczej tory), a tu nagle jak nie zacznie trząść. Zupełnie jakby motorniczy chciał pasażerom wstrząśnienie mózgu zafundować. Nie ogarniam jak to możliwe. Ale ja z „Warszafki” przyjechał, a u nas tramwaje hałasują na krzyżówkach torów. Na prostej drodze nie dostają drgawek:)

Author: YOeLL

Share This Post On