Nie chcesz tego usłyszeć u stomatologa…
Lip07

Nie chcesz tego usłyszeć u stomatologa…

Naszą wizytę u dentystki Bogusław Wołoszański spokojnie mógłby opisać mniej więcej tak: Warszawski Mokotów, 6 lipca 2015 roku. Christelle i Marcin idą do stomatologa. Ponieważ nigdy wcześniej nie byli w tej przychodni, nie wiedzą co może ich spotkać. Jednak tego co zrobiła pani doktor, nikt się nie spodziewał… To miała być zwyczajna wizyta kontrolna: standardowy przegląd oraz, jak to od kilku już lat uskuteczniamy, odkamienianie, piaskowanie i inne „…anie”, których nie pamiętam. Zjawiamy się wcześniej- wizyty mamy umówione po sobie, ale w międzyczasie zaplanowaliśmy jeszcze karmienie samochodu. Akurat „cepeen” pod nosem, więc trzeba efektywnie wykorzystać czas oczekiwania na „egzekucję”. Poszło bardzo sprawnie (gość na stacji zdążył nawet szybę przetrzeć w samochodzie) i tak oto jawiła się przede mną brutalna rzeczywistość: 40 minut przed gabinetem ze świadomością, że za drzwiami tortury i katusze przechodzi Christelle. Wysiadam z samochodu i bohatersko zmierzam wąską alejką ku drzwiom udekorowanym mało-cudnej urody plastikowym daszkiem, nad którym dumnie wisi szyld „Przychodnia stomatologiczna”. Melduję się w recepcji. Kobieta za ladą jest przygotowana na moje przybycie i odsyła mnie pod gabinet numer Iks. Jednocześnie za pomocą skomplikowanego systemu nie-informatycznego (karteluszka z moim nazwiskiem, godziną i chyba nazwiskiem dentystki) anonsuje lekarce moje oczekiwanie pod gabinetem. Pełen strachu zerkam na listę praktykujących tam znachorów. Dżizus Krajst… czego tam nie było… Stomatolodzy bez imienia, interniści, laryngolodzy… A wszystko w layoucie „pani Krysia sama literki naklejała”… Powiało grozą, nie powiem. Wtem otwieraja się drzwi od gabinetu, a biała postać pochyla się w moim kierunku. „Śmierć to, czy inna zjawa”- pomyślałem szybko. Ufff… To tylko wewnętrzny kurier do mnie. Dostałem do samodzielnego wypełnienia kartę- imię, nazwisko, adres, telefon. Zawsze wydawało mi się, że takie sprawy ogarnia recepcja. Tam było inaczej… Po kilku minutach biały kurier ponownie wyłonił się z gabinetu i zabrał moje wiekopomne dzieło. 25 minut do wejścia na krzesło tortur. Czekam… Bo cóż innego postało… Do gabinetu, w którym jest Christelle, zapraszają kolejną pacjentkę. Może medycyna poszła do przodu tak bardzo, że lekarze teraz potrafią leczyć dwie osoby jednocześnie. Po korytarzu plącze się jakaś asystentka. Snuje się też chyba doktor, który okazuje się być specjalistą od wypieku tortów. Jego wywody kulinarne słychać na całym korytarzu. Najwyraźniej piecze lepiej niż asystentka i recepcjonistka, bo jego światłe rady powodują zachwyty wcześniej wspomnianych. Jakże cudnie to kontrastuje z odręcznie napisaną kartką, że od jakiegoś tam dnia, jakieś tam analizy można robić jakoś dłużej. Czy coś takiego… Dodatkowo na drzwiach gabinetu stomatologa wisi wielki plakat zachęcający do bezpłatnego badania słuchu… Czy ja jestem u dentysty, czy w jakimś „matrixie”? Już od 10 minut powinienem być gnębiony na fotelu. I jestem- szkoda, że na plastikowym krześle w poczekalni. To się nazywa „obsuwa”. Z nudów zaczynam grać...

Read More