Rebel Heart Tour w Berlinie i niemiecki (Un)ordnung

bilet-pociag

Bogatsi o doświadczenia z poprzedniego pobytu w Berlinie, nie szukaliśmy nowych opcji transportu. Różnica była tylko w noclegu, ponieważ tym razem cenowo bardzo atrakcyjnie wypadł Plus Berlin, oddalony od Mercedes Benz Arena o 10 minut drogi spacerem. W zasadzie był to jedyny pozytyw berlińskiego wypadu.

Fotka z rzutem oka na halę dzięki uprzejmości Patryka z UltraMadonna.com

Niezbadane są procesy myśleniowe Eventimu, który uznał że bilety Early Entry będą wydawane dopiero w dniu koncertu. Dlatego plan mieliśmy prosty: wysiadamy z pociągu chwilę po godz. 15:00, idziemy na halę odbieramy bilety + pakiety EE. Potem hotel, krótki odpoczynek i pod halę. Plan „sypnął” się w drugim kroku, bo okazało się, że po odbiór biletów jest kolejka. Długa, zakręcana a do tego wszystko szło tak ślamazarnie że odpękaliśmy ponad godzinę w mżawce. Potem szybko do hotelu ogarnąć się z grubsza, po drodze na halę kebab u jakiegoś ciapatego i około 17:20-17:30 meldujemy się pod wejściem dedykowanym dla EE. Tłum dziki, ale o 18:00 mają wpuszczać, więc nie dziwne, że jest gorąco. 18:15… sytuacja bez zmian. 18:30- stoimy jak staliśmy i nikt nic nie wie. Jakoś koło 19:00 otworzyli wejście EE. Może trudno w to uwierzyć, ale w przeciwieństwie do Pragi nie było żadnej kontroli. Totalnie żadnej. Nasze wyobrażenie o niemieckim ordnungu legło w gruzach i się prędko nie odbuduje. Weź człowieku bądź mądry. Jedna trasa, jeden organizator, tylko stan umysłu inny. I tak oto na pełny luzie w zasadzie zajęliśmy miejsca w drugim rzędzie przy wybiegu. Miejscówka prawie idealna. Niestety dość szybko przekonaliśmy się, że trafić na zwykłego fana-buraka wcale nie jest tak trudno. W pierwszym rzędzie, przed nami, było takich dwóch. O ile ledwo, ledwo raczył nie włazić ze swoją bałkańską facjatą w kadr to prośbę o chwilową zamianę miejsc i zrobienie nam jednego zdjęcia sukinkot olał i kazał pytać innych. A żeby mu tak szlag trafił kartę pamięci z jego zdjęciami i filmami z koncertu! Znaczy ja mu źle nie życzę, ale daj mu Boże jak najgorzej:)

Fota niemal wywalczona w wojnie polsko-bałkańskiej

Fota niemal wywalczona w wojnie polsko-bałkańskiej

Wystarczyło kilka kolejnych minut, żeby przekonać się iż ludzie dostają zwykłego pierdolca z byciem blisko sceny. Wizja tkwienia kilku godzin w mega ścisku, smrodzie skutecznie nas zachęciła do opuszczenia miejscówki i zwiedzania hali na pełnym luzie. Dzięki temu spotkaliśmy znajomych i można było kilka słów zamienić w ludzkim języku:)

YouTube Preview Image

Sam koncert zawartością muzyczną wiele nie różnił się od praskiego. Odmienna była tylko niemiecka publika, która prawdopodobnie będąc trzymana krótko za ryje w życiu codziennym, postanowiła na koncercie poluzować zachowanie. Mieliśmy więc festiwal pijanych Helmutów, nawalonych jak szpadle, obściskujących się par (hetero!!!) i bez krępacji opierających się o innych- bo akurat ich dopadła niepowstrzymana chęć wymiany płynów. Mnóstwo było Jurgenów jarających fajki i jointy na hali. Rozlewanie browara via wypadające z łap kubki, bo ledwo hołota była w stanie na nogach utrzymać także stanowiło nieodłączny element wydarzeń. Takie zbydlęcenie w najczystszej postaci. I co zadziwiające- żadnej reakcji ochrony. Niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że w Niemczech jest porządek…

Atmosfera była tak fantastyczna, że nie doczekaliśmy do końca koncertu i wyszliśmy. Wyrwa na psychice nie jest warta żadnych pieniędzy zapłaconych na bilety.

Następnego dnia rano, idąc na dworzec, widzieliśmy ludzi gromadzących się pod halą już o godz. 9:00. Tylko po co, skoro dobre miejsca można było dostać bez maratonu koczowania. Ale to już co kto lubi:)

Jeżeli jeszcze nie wiesz co działo się na Rebel Heart Tour w Pradze to szybko nadrabiaj zaległości :)
Lub koniecznie zobacz co o koncertach sądzi fanka z krwi i kości.

Author: YOeLL

Share This Post On