Przepastne brzuchy
Wrz25

Przepastne brzuchy

To była zwykła, najzwyklejsza sobota. Wszystko toczyło się ustalonym rytmem. Po obiedzie powstała standardowa „checklista” i ruszyliśmy na wyprawę zwaną „sobotnie zakupy w markecie”. Od lat lista wygląda podobnie i w zasadzie oboje możemy ją wyrecytować z pamięci z 95% dokładnością- w zależności od tego co akurat jest na wyczerpaniu z tzw. chemii. No dobrze- przyznam się, że z chemii i w szkole byłem noga, więc moja dokładność to 80%:). Standardowo w wózku ląduje tygodniowy zapas napojów, warzywa, bardzo często ryby (bez fałszywej skromności napiszę, że kwasów Omega3 pochłaniamy zadecydowanie powyżej średniej krajowej). Nie sposób pominąć konkretnego zapasu słodyczy, który często i tak okazuje się niewystarczający. Jeżeli dodamy do tego owoce (dużo owoców) i moją graniczącą z uzależnieniem „jabłkolubność”, robi się tych zakupów objętościowo sporo. Po zsumowaniu wszystkiego okazuje się, że jak zwykle zapełniliśmy 3 torby, które zajmują cały wózek. Ktoś może pomyśleć, że kupujemy dla pięcioosobowej rodziny i psa:) Mamy też „swoją” panią kasjerkę, do której- jeśli tylko pracuje- idziemy, nierzadko ignorując komunikaty z głośnika informujące, że wolna jest „kasa numer 5”. Ot, zawsze człowiek pogawędzi, poplotkuje i płacenie mniej boli;) Jako że pani kasjerka wie czego się spodziewać na taśmie, czasami zdarza jej się żartem powiedzieć „oj coś mało dzisiaj tego, albo nie bierzecie państwo tamtego…” Chyba właśnie ta nasza zakupowa znajomość niedawno pozwoliła jej powiedzieć coś co nas zaskoczyło i rozbawiło. Nawet w prima aprilis byśmy się nie spodziewali usłyszeć, że „państwo kupują dla siebie??? A ja myślałam, że jakiś biznes gastronomiczny prowadzicie!!!”:) Teraz mamy w razie czego argument i w przypadku mniejszych zakupów zawsze możemy powiedzieć, że biznes się słabiej kręci:)...

Read More