Rebel Heart Tour – posłuchajcie głosu rozsądku i doświadczenia
Gru29

Rebel Heart Tour – posłuchajcie głosu rozsądku i doświadczenia

Punkt widzenia nie zależy od punktu siedzenia/stania- czyli koncertowe wywody uczestniczki numer 2 :) Po pełnych entuzjazmu relacjach Rebel Heart Tour z Pragi i Berlina pora na chłodną analizę wydarzeń, PROLOG: Od lutego 2015, czyli daty ogłoszenia trasy koncertowej Rebel Heart, siedział człowiek w napięciu czekając na informacje o datach i lokalizacjach. Apogeum nadeszło w marcu, kiedy to wreszcie ukazały się konkrety. No i zonk! Nie ma Warszawy… Ba! Nie ma nawet Polski na liście. Wspólne rozkminy z Marcinem doprowadziły do decyzji kupna biletów w krajach ościennych. Największą niewiadomą było to, czy uda się zdobyć wytypowane wcześniej miejsca, stąd decyzja o dwóch próbach (czytaj dwóch miastach). Ciocia M kosztowała Marcina wiele czasu i nerwów (pieniędzy nie licząc :) ), ale jego wytrwałość została nagrodzona kupnem wymarzonych miejscówek na oba koncerty. Drugim etapem przedkoncertowym było wyczekiwanie na przecieki dotyczące samego show, a w szczególności setlisty. Entuzjazm słabł z każdym spoilerem… Powietrze całkiem uszło na początku września, po premierowym koncercie w Kanadzie. Otóż stwierdziłam, ze Stara postąpiła wyjątkowo wrednie wybierając w większości kawałki, od których bolą mnie uszy. A teraz największa ironia losu: Marcin dotychczas chodził ze mną na koncerty M, jednak bez emocji. Okazało się, że w przypadku Rebel Heart ekscytacja przeszła na niego, a ja zobojętniałam… Był jednak jeden element koncertu, który mocno mnie motywował: na każdym spektaklu wyciągany był na scenę osobnik z publiki, coby poskakać i potańczyć z poczciwą Staruszką. Oczami wyobraźni już tam byłam, wiec podjęłam działania mające na celu zwiększenie szans pogibania się z idolką w świetle reflektorów :) PRAGA: Wszystko było cacy: hotel tuż przy hali, stacji metra i centrum handlowym. Pogoda nie listopadowa, a majowa. Spotkanie i wywiad z Niemką Niną, która 2 dni wcześniej dostała się na scenę. Wyborniejszej miejscówki na hali też nie było. Tylko koncert beznamiętny… Ani razu nie zdarzyło mi się wcześniej, by w trakcie spektaklu wyjść do toalety albo na papierosa. No chyba, że gra się na ukulele i śpiewa nieznośne True Blue. Takiego obrotu spraw jednak się spodziewałam, bilans uważam więc za dodatni: Marcin się wybawił przy starociach typu La Isla Bonita, ja sobie wypaliłam kiedy chciałam, widoczność świetna, suweniry kupione, droga powrotna krótka, każdy wyszedł zadowolony ;) Nazajutrz spędziliśmy czas w pięknych okolicznościach architektury, spacerując, korzystając z ciepła i słońca oraz rewelacyjnego posiłku w poleconej knajpie. Zdania co do koncertu pozostały odmienne, z wypadu wróciliśmy jednak oboje très ukontentowani :) Tam jest Królowa Z Niną… Najlepszy suwenir BERLIN: Po prawdzie nie chciało mi się tam wcale jechać… No, ale te wizje podskoków na scenie :) Jakież srogie było rozczarowanie po wejściu na płytę ze słono opłaconym biletem Early Entry. Ogłupiali ludzie walczyli o miejsce jak więźniowie...

Read More
Rebel Heart Tour w Berlinie i niemiecki (Un)ordnung
Gru29

Rebel Heart Tour w Berlinie i niemiecki (Un)ordnung

Bogatsi o doświadczenia z poprzedniego pobytu w Berlinie, nie szukaliśmy nowych opcji transportu. Różnica była tylko w noclegu, ponieważ tym razem cenowo bardzo atrakcyjnie wypadł Plus Berlin, oddalony od Mercedes Benz Arena o 10 minut drogi spacerem. W zasadzie był to jedyny pozytyw berlińskiego wypadu. Takie tam… podglądanie Z lotu ptaka. Fot. Patryk Stępniewski (Ultramadonna.com) Support Fotka z rzutem oka na halę dzięki uprzejmości Patryka z UltraMadonna.com Niezbadane są procesy myśleniowe Eventimu, który uznał że bilety Early Entry będą wydawane dopiero w dniu koncertu. Dlatego plan mieliśmy prosty: wysiadamy z pociągu chwilę po godz. 15:00, idziemy na halę odbieramy bilety + pakiety EE. Potem hotel, krótki odpoczynek i pod halę. Plan „sypnął” się w drugim kroku, bo okazało się, że po odbiór biletów jest kolejka. Długa, zakręcana a do tego wszystko szło tak ślamazarnie że odpękaliśmy ponad godzinę w mżawce. Potem szybko do hotelu ogarnąć się z grubsza, po drodze na halę kebab u jakiegoś ciapatego i około 17:20-17:30 meldujemy się pod wejściem dedykowanym dla EE. Tłum dziki, ale o 18:00 mają wpuszczać, więc nie dziwne, że jest gorąco. 18:15… sytuacja bez zmian. 18:30- stoimy jak staliśmy i nikt nic nie wie. Jakoś koło 19:00 otworzyli wejście EE. Może trudno w to uwierzyć, ale w przeciwieństwie do Pragi nie było żadnej kontroli. Totalnie żadnej. Nasze wyobrażenie o niemieckim ordnungu legło w gruzach i się prędko nie odbuduje. Weź człowieku bądź mądry. Jedna trasa, jeden organizator, tylko stan umysłu inny. I tak oto na pełny luzie w zasadzie zajęliśmy miejsca w drugim rzędzie przy wybiegu. Miejscówka prawie idealna. Niestety dość szybko przekonaliśmy się, że trafić na zwykłego fana-buraka wcale nie jest tak trudno. W pierwszym rzędzie, przed nami, było takich dwóch. O ile ledwo, ledwo raczył nie włazić ze swoją bałkańską facjatą w kadr to prośbę o chwilową zamianę miejsc i zrobienie nam jednego zdjęcia sukinkot olał i kazał pytać innych. A żeby mu tak szlag trafił kartę pamięci z jego zdjęciami i filmami z koncertu! Znaczy ja mu źle nie życzę, ale daj mu Boże jak najgorzej:) Wystarczyło kilka kolejnych minut, żeby przekonać się iż ludzie dostają zwykłego pierdolca z byciem blisko sceny. Wizja tkwienia kilku godzin w mega ścisku, smrodzie skutecznie nas zachęciła do opuszczenia miejscówki i zwiedzania hali na pełnym luzie. Dzięki temu spotkaliśmy znajomych i można było kilka słów zamienić w ludzkim języku:) Sam koncert zawartością muzyczną wiele nie różnił się od praskiego. Odmienna była tylko niemiecka publika, która prawdopodobnie będąc trzymana krótko za ryje w życiu codziennym, postanowiła na koncercie poluzować zachowanie. Mieliśmy więc festiwal pijanych Helmutów, nawalonych jak szpadle, obściskujących się par (hetero!!!) i bez krępacji opierających się o innych- bo akurat ich dopadła niepowstrzymana...

Read More
Rebel Heart Tour: czeski film w Pradze
Gru29

Rebel Heart Tour: czeski film w Pradze

Zanim przejdę do rzeczy kilka słów wyjaśnienia: relacja jest podzielona na trzy części- a co, kto bogatemu zabroni:) – Praga, czyli to czytasz teraz – Berlin, gdzie byliśmy na drugim koncercie oraz wisienka na torcie – Podsumowanie koncertów by Christelle. Wynika to z faktu, że zdania mieliśmy podzielone na tyle, że nijak nie szło tego ograć na jedną nutę:) Zatem zgodnie z obietnicą pora na ciąg dalszy operacji Rebel Heart. Wbrew obawom organizacja transportu przebiegła szybko i sprawnie, głównie dzięki śledzeniu wyszukiwarek biletów lotniczych (Praga) oraz strony PKP (Berlin), która działa tak dziwnie, że po wpisaniu trasy przejazdu prezentuje ceny biletów „od kwoty”. Szkoda, że nie mają one nic wspólnego z promocjami, które są dostępne w kolejnym kroku. Dzięki temu zyskało Deutsche Bahn, które jasno od samego początku pokazywało cenę promo. Ale to już problem PKP. Żeby nie było tak całkiem różowo, wspomnę o procesie produkcji bannero-flagi. Plan był prosty: flaga potrzebna. Na koncert. Pani rozumie? KON-CERT… No takie coś do machania… Nie wiem, nie znam się. Flagę chcę. A dalej było mniej więcej jak w starym, dobrym skeczu KMN o drzwiach:) Na szczęście przeszkody zostały pokonane, flaga dotarła i mogliśmy ruszyć do Czech. Nalot na Pragę Lecimy blenderem Ziemia schowana pod kołdrą Warszawskie Lotnisko Chopina pożegnało nas zachmurzeniem i psią pogodą. Za to nasi południowi sąsiedzi zaserwowali lot wynalazkiem zwanym ATR-42. Niby nic, ale dziwne uczucie kiedy do samolotu wsiadasz „od ogona”, a klasa biznes znajduje się w ostatnim (znaczy w pierwszym) rzędzie. Jakby tego było mało to pierwszy rząd siedzeń (po ichniemu „ostatni”)  ma siedzenia odwrócone „tyłem do jazdy”, a raczej lotu. No taka ciekawostka. Z tego co zauważyłem pasażerki z ostatniego-pierwszego rzędu nie miały zbyt wyraźnych min. I jeszcze stewardesa wysuwająca swój jump seat ze ściany. Jednak to był tylko przedsmak czeskiego filmu jaki miał nas spotkać. Hotelowe opowieści Hotel miał być blisko hali, nie kosztować majątku i jakoś wyglądać. Padło na Inturprag, bo na booking.com spełniał nasze kryteria: Był blisko. Nie kosztował. Potem się okazało, że również nie wyglądał jak na zdjęciach. Na recepcji powitało nas dziewczę o chińskim spojrzeniu mówiące na przemian po czesku i rosyjsku. Na kanapie rozsiadła się jakaś Masza/Wiera/Ludmiła, wagi ciężkiej zawodniczka i różowych stringów posiadaczka. W pokoju były dwa łóżka i stolik. I łazienka z odpadającym tynkiem nad kabiną prysznicową. Uważam, że pokój został opisany bardzo szczegółowo;) Dobrze, że do hali było faktycznie blisko- jakieś pół papierosa drogi. Może w tym szaleństwie jest metoda, bo gościom raczej nie chce się zbyt długo przesiadywać w takich pokojach, więc wychodzą zwiedzać, a w hotelu spokój. Praski rekonesans Ponieważ kupiliśmy bilety numerowane na trybuny, mogliśmy odpuścić wielogodzinne stanie pod halą. Aczkolwiek będąc tuż obok zerknęliśmy jak...

Read More
Operacja #RebelHeart
Mar12

Operacja #RebelHeart

Kilka dni temu postanowiliśmy pójść na koncert Madonny z okazji trasy koncertowej Rebel Heart. Kupiliśmy bilety i gotowe, jutro się relaksujemy. Tylko że prawdą w poprzednim zdaniu jest jedynie „kupiliśmy bilety”. Reszta to neverending story, która swój początek miała w zamierzchłych czasach, kiedy to Madonna po raz pierwszy koncertowała w Polsce. Od tamtej pory jak cień podąża za mną „moja Madonna”. Znaczy tak naprawdę, to Christelle jako wielka i wierna fanka „Starej” podąża za nią odfajkowując się na liście obecności przy każdym ważniejszym wydarzeniu „madonnowym”. A kto się z kim zadaje… Więc chodzę i ja. Z reguły całą stroną logistyczno-organizacyjną każdego wypadu zajmowała się Christelle, a moja rola ograniczała się do  mruczenia pod nosem paru słów piosenek, w tym mojej ulubionej „el… ju… wi… madona…” (więcej tekstu nie znam) ;). Tym razem, z okazji nadchodzącej trasy promującej najnowszą płytę Rebel Heart, role się odwróciły i zostałem mianowany, a wręcz prawie wyświęcony, na „tour & concert logistic organization reservator director”, czy jakkolwiek by tego po ludzku nie nazwać. Skoro tak, to postanowiłem opisać jak wygląda nasza droga do szczęścia. Stan podwyższonej gotowości zaczął się 2 marca, kiedy ogłoszono trasę koncertową. Niby wcześniej były plotki, pogłoski i przypuszczenia, że Madonna do Polski przyjedzie z trzecią trasą z rzędu. Minusem było to, że podobno miała pominąć Warszawę i wystąpić w Gdańsku lub, na co bardziej stawiano, w Krakowie. Tak czy inaczej dochodziły do ogarnięcia dwie kwestie: transport i nocleg. I co zrobiła Madonna? Oczywiście postanowiła nie dawać koncertu w Warszawie. Szkoda, że tak się przy tym „niekoncertowaniu” rozpędziła, że przy okazji pominęła Polskę… O losie paskudny… Naturo złośliwa… I weź uwierz kobiecie kiedy mówi „I’ll be back„:) Operacja #Hotel Z rozpiski wynikało, że najbliżej (jak to brzmi…) nam do Berlina i Pragi. Ludzki instynkt przetrwania nakazał nam od razu rezerwować noclegi. Naturalnym było, że jak Helmuty i Pepiki zobaczą jaki ruch się zrobił w rezerwacjach, to od razu będą chcieli napchać sobie kieszenie miedzią wiernych fanów z Polski i jeszcze kilku innych krajów. Tylko gdzie? Praga, Berlin? Żeby nie mieć dylematu poszła rezerwacja hoteli na oba miasta. Oporów nie miałem żadnych, bo klepiąc miejscówki przez booking.com wziąłem opcję bezpłatnej rezygnacji. Dzięki temu trafiłem na bardzo dobrą ofertę: Czy się opłaciło czekać na przykład do dzisiaj? Patrz niżej. Lokalizacja hotelu zacna, 10 minut drogi od hali. Po koncercie można wrócić nawet tanecznym krokiem i ze śpiewem na ustach, co w moim wykonaniu może nie być przyjemne w odbiorze:) Oczywiście warto zadbać o odpowiednie towarzystwo, dlatego zupełnym „przypadkiem” w tym samym miejscu zatrzymują się chłopaki z UltraMadonna.com. Operacja #Bilet-Testy Story długie, ale operacja Berlin-Praga-Warszawa to nie w kij dmuchał projekt i przygotowania muszą być starannie...

Read More
Bóg i Madonna
Sie17

Bóg i Madonna

     Mogło być śmiesznie, było jak zawsze… Trzech naczelnych egzorcystów kraju, specjalizujących się w dostawach energii elektrycznej do miejsc publicznych, zapowiedziało, że wzniesie modły do Boga, żeby elektryczność nie dotarła na Stadion Narodowy i żeby amerykańska piosenkarka, której egzorcyści czegoś nie lubią, miała pod górkę.  I w ogóle żeby wreszcie tę głupią i rozwiązłą wydrę trafił szlag! Tak sobie goście od demonów umyślili i się natężyli… Jak wiadomo, piosenkarka Madonna nie umie śpiewać bez nagłośnienia, czyli unplugged, więc naturalne było, że trzech dorosłych (?), wykształconych (?) i chcących w niektórych kręgach uchodzić za poważnych (?) fachowców w duchownych sukienkach postanowiło ten fakt w zmowie i porozumieniu z Panem Bogiem wykorzystać. Niespecjalnie się to im udało, rozgłosu ani pożytku nikomu nie przybyło, choć prawdą też jest, że niewielu ludzi potraktowało hucpiarzy na serio.    Egzorcyzmy przeciw artystkom same w sobie muszą budzić wesołość ptasich gniazd, ale skoro w naszym śmiesznym kraiku marszałek Sejmu Marek (to pełne nazwisko) wprowadza pod obrady parlamentu modły o deszcz, to czy nie dziwi nas, że tym razem obyło się bez ofiary z dziewic konsystorskich? Pojawiły się za to apele, by modlić się przeciw amerykańskiej Madonnie, co samo w sobie jest śmieszniejsze od komika Rewińskiego, bo jedyną modlitwą wymierzoną przeciw bliźniemu, jaka się kojarzy, były pacierze Pawlaka przeciwko Kargulom. Widać religijność nasza nie tyle łagiewnicką, co krużewnicką pozostaje i trzeba ją grubo strachem podszywać, żeby jaki taki posłuch w narodzie zyskać. Postraszył więc jeden biskup, wołając, że bluźnierstwo grzechem jest, choć prawda to znana. Kilkoro młodzianków niewinnych modlitewną krucjatę przeciw szansonistce nawet rozpoczęło, ale kiedy i jak ją skończyło, tego nie wie nikt. Na szczęście stary Bóg, siłą rzeczy ciut niedosłyszący, nie potraktował ani jednych, ani drugich poważnie i zajął się widać poważniejszymi sprawami. Koncert Pani Madonny za to odbył się bez przeszkód; jednym się podobał, drugim nie, ale widziały gały, co brały.     Można by machnąć na dewocję, egzorcystów, red. Terlikowskiego i biskupa Hosera, a nawet młodzianków świętych niepotrzebnie niewinnych, bo cała ich religijna potencja funtów kłaków okazała się warta. Podobnie krzyki, że Amerykance nie wolno śpiewać w rocznicę Powstania Warszawskiego, jakie wznieśli stołeczni bigoci, nie byłyby godne wzmianki, gdyby nie fakt, że powstaniu i powstańcom naprawdę tego dnia uchybiono. I nie na Stadionie Narodowym, ale nad powązkowskimi grobami, gdzie nawet w najczarniejszych latach, kiedy nie tylko powstaniu odmawiano racji, ale i powstańców odzierano z godności, zawsze królowała powaga, siostra szacunku. Dziś nad grobami trwa żałosny jazgot, i to nie w wykonaniu onej pieśniarki, ale jedynych w swoim rodzaju „prawdziwych” patriotów. Gwizdy i buczenie, lżenie słowem, okazywanie pogardy demokratycznym władzom i hałaśliwy aplauz dla własnych partyjnych kacyków raziły uczucia zwykłych ludzi głębiej i boleśniej, niż...

Read More
The MDNA Tour 2012
Sie02

The MDNA Tour 2012

The MDNA Tour Warsaw 2012, National Stadium Działo się, oj działo… :) Show jakiego jeszcze ten stadion nie widział:)                 …i niech to wystarczy za cały komentarz   Paul to skrzyżowanie nażelowanego DJ z lat ’90 z Modern Talking ;)) Mam wrażenie, że na całym stadionie w trakcie jego występu on sam bawił się najlepiej :)                   Podsumowując: poszedłbym jeszcze raz, no i czekam na DVD:) Byłaś/eś na koncercie? Podobało Ci się?...

Read More